Nadzieja nie jest dobra. Łudzi nas, że może być TAK jak już było.

-z „1923”, czyli TEN serial

  • Łuczku, dokąd Ty się znowu zbierasz? Jest 17-sta!
  • Idę się przejść.
  • Dobrze, ale proszę wróć przed 22-gą.
  • Tak, tak, tak.
  • A może Lila też się przejdzie? Lila, potowarzyszysz siostrze?
  • No… W sumie mogę.
  • Świetnie. Babki, a weźmiecie też Mieszka? Żeby nam znowu nie mdlał przy komputerze?
  • A on chce???
  • MIESZKO!!!!! Idziesz z dziewczynami na spacer??!??
  • … Tak. Już schodzę!

Potem jeszcze wzięli legitymacje, bo okazało się, że JEDNAK gdzieś dalej pojadą i poszli. UFF… Sierpień i połowa wakacji to strasznie trudny okres! Jak co roku powtórzę, że wolałbym TRYMESTRY. Najgorzej ma Łucja. Panna wakacje ma od dwóch miesięcy (matury były w maju), a przed nią JESZCZE kolejne dwa (bo studia ruszają w październiku). I pamiętam, że moje wakacje, po szkole średniej TEŻ wydawały mi strasznie długie. I wszystkiego ma już dosyć. I tej pracy, i tego czekania, i seriali i nawet tego pisania wiadomości z adoratorami. Za to Mieszko siedzi przy kompie jak przyrośnięty i jak wstaje po tych 4-5 godzin to mu się kręci w głowie i mdleje. Najlepiej jest z Lilką, która jest absorbowana przez domowe zajęcia, ale w TYM tygodniu ja jestem POZA domem, więc wiem, że będzie spędzać czas w łóżku. I w sumie to pewnie można by robić jakieś wycieczki, ale pomijając moce przerobowe i to, że ja mam sporo domowych zaległości, to TAKŻE się TO nudzi. Fajnie, że ekipa jest na tyle zżyta, że czasem ruszają gdzieś razem, ale też ILE można?

🍗🍗🍗🍗

Z innych tematów dziadki kupiły sobie Air Fryera. I wczoraj go użyliśmy. Do dużych rodzin się nie sprawdzi, ale pałki kurczaka, choć robione w PARTIACH (na raz można włożyć sześć sztuk) wyszły pyszne. Szybko, chrupiąco i NIE da się przypalić. Mieszko patrzył na urządzenie z zainteresowaniem, spodobało mu się i w którymś momencie sobie JE sprawię i młody będzie mógł SAM sobie gotować. Wystarczy, że będzie miał powrzucane w marynacie w lodówce jakieś kawałki mięsa i będzie SAM sobie włączał. To sporo ułatwi!

Zaległa Fińska fotka z Mieszkiem:

Z listy letnich zadań ✓

Mój tata ZAWSZE lubił mieć wszystko. Mieć wszystko i być wszędzie. W sumie to myślę, że to bardzo okrutny plot losu, że został uwięziony we własnym ciele… Jako dzieci mieliśmy każdy gadżet o jakim można było zamarzyć, bo Krzycho LUBIŁ mieć. Jeśli chodzi o ogrodowe sprzęty to TAKŻE ma tego DUŻO. Sekatorów, pił, nożyc. I zawsze proponuje, że NIE musimy NIC kupować, bo ZAWSZE można od niego pożyczyć… I to nigdy nie był dobry pomysł. Z tej wspólnoty dóbr pierwszy wyłamał się mój brat. Kupił sobie własny zestaw narzędzi i MIAŁ. My, z Diablim, długo próbowaliśmy wspólnie. Przyjeżdżaliśmy, pożyczaliśmy, korzystaliśmy, odwoziliśmy. Były z tym problemy, bo np. ginęła gdzieś przy tych wymianach ładowarka, dziadek twierdził, że on NIE ma, a my wiedzieliśmy, że u nas TAKŻE nie ma. Dziadek wtedy kupował kolejny sprzęt, a tamten po drodze się znajdował. Pierwszy prezent jaki dostałam po rozwodzie, od byłego męża, to była wkrętarka. Dał mi i powiedział: Tylko NIE pożyczaj swojemu ojcu. Jak będziesz chciała, żebym Ci coś przykręcił, to będę miał czym.

W ubiegłym tygodniu pożyczyłam sobie od tatusia, małą, mechaniczną piłkę do grubszych gałęzi. A w piątek, gdy zadzwoniłam do mamy, Lutka powiedziała:

  • I przywieź ojcu piłkę.
  • Przecież ją TYDZIEŃ miałam. PADAŁO. NIC nie zrobiłam!
  • Masz jeszcze JEDEN dzień. Zdążysz.
  • MAMUŚ, ale ON tego NIE potrzebuje!!! ZAWSZE tak jest! Rok temu jak wzięłam dużą drabinę to TEŻ po tygodniu musiałam oddać! CO on będzie TERAZ z tą piłką robił??
  • To nie ma znaczenia. Przywieź.
  • ALE gdybym wzięła bez pytania z garażu, to CAŁE lato nie była by użyta! Mogłam wziąć bez pytania!
  • Ale TAK byś nie zrobiła. Ojciec mówi, żebyś od razu włożyła do auta, bo później zapomnisz. ROZUMIEM.

Niemniej jednak postanowiłam się dostosować do porady Lutki i zawołałam Mieszka do pomocy. SYNU, TNIEMY! Ja działam z sekatorem, on przycinał konary i wykarczowaliśmy SPORO. Bluszczy, rachitycznych drzewek i poplątanych krzewów. Bo wywalam iglaki. One u mnie się NIE udają. Żółkną i usychają. Jest za mokro i ziemia jest twarda, więc nie mogą zapuścić korzeni. Doskonale za to przyjmują się hibiskusy i z nich zrobię żywopłot. Przycięłam też bluszcz i DOBRZE, że zabrakło mi czasu by to zrobić na wiosnę, bo były tam WTEDY gniazda ptaków! CO odkryłam wczoraj! Zbiłam na nowo i pomalowałam także rozpadający się karmnik.Tempo pracy mieliśmy duże, jesteśmy podrapani przez gałęzie, a ja mam na palcach odciski. Miałam sobie zrobić, przed nadchodzącym tygodniem, foot spa, ale nie dam rady włożyć ręce w sól i zabieg przekładam na połowę tygodnia!

🎬Nieporządek w domu rodzi w dzieciach apatię i choroby

-„1923” – jaki TO jest doskonały serial!

TO lato będzie należeć do seriali Showmaxa. One są są po prostu wybitne. Zaczęło się od 1883 (prequela Yellowstone, do którego przymierzałam się długo – no bo, film o kowbojach?). I to było złoto. Później włączyłam sobie prequela Dextera, który był doskonały. Wszystko mi się podobało. I dobór aktorów, i plot i wszystko tworzyło całość z Dexterem, którego pamiętałam. Potem z dużą obawą podeszłam do sequela Dextera, który rozkręcał się powoli i na dodatek nie pasował mi aktor, który gra jego syna. Ale wątek w psychopatą- rewelacja! Aż od razu sprawdziłam KIEDY kontynuacja (w Polsce we wrześniu). No a potem, tak trochę bez przekonania włączyłam 1923 (kontynuacja 1883) i to chyba jest najlepszy serial na świecie. Jest różnorodny i wielowątkowy, a ŻADEN wątek nie wydaje mi się MAŁO fascynujący. Kwestia w tytule wpisu, to txt, który usłyszały nastoletnie Indianki wychowywane przez zakonnice. Wykrzewianie pogaństwa. Brutalne, jednostronne i okrutne. Włączcie sobie koniecznie, bo warto!

🎬🎬🎬

  • O której jedziemy do dziadków?
  • Pewnie tak jak zwykle, ale wcześniej musimy się zająć pieczeniem brzoskwiń z kruszonką. Po prostu jutro rano zabierzemy się za wszystko, Lila.
  • Ojej, myślałam, że dziś jest niedziela. Czyli musimy jeszcze jakiś obiad dla tych darmozjadów ogarnąć.
  • Mieszko dostatnie resztę sosu bolognese, tylko musimy makaron ugotować, a dla nas może być zupa z cukinii. Druga tura wyszła nam bardzo dobra.
  • Zupę z cukinii rozlejszesz sobie do pojemników do pracy, a dziś zrobimy pieczoną cukinię.
  • Ale ja mam już cztery pojemniki zupy z naszej pierwszej partii!!! I nie wiem ILE ja będę to pracy chodziła. Zresztą, MOŻE chciałabym coś innego!?

Pokażę Wam rameczki! Wieszamy w tym roku kartki, których mamy dużo i właśnie włożyłam w ramki pocztówki z Finlandii. Do mojego pokoju pójdzie Filifonka z rozwianym włosem. Filifonki to były bardzo uporządkowane istoty (taka kalka idealnej gospodyni – zresztą wszystkie Muminkowe postacie to wg mnie mniej lub bardziej dysfunkcyjne odbicia z prawdziwego świata), a TA jedna bała się burzy i nie znajdowała spokoju w idealnym porządku! A dzieciom (albo pannom, albo Mieszkowi) zawieszę Tatusia Muminka, który gra na harmonii, a zabawa jest tak przednia, że nawet nieśmiali Hatifnatowie, którzy wyrastali z nasion wysianych w noc Świetojańską (i byli kryptofanami Tatusia Muminka, za jego podróżniczą pasję) kołyszą się w rytm muzyki!

🍝Dzień spaghetti i sosu szpinakowego!

Szłam na spacer z Bibs i sąsiadka (która zresztą jest radną), pakowała auto. Widzisz, że ktoś się zbiera na wakacje, bo zawsze wygląda to tam samo: bagażnik otwarty na oścież, a z domu się donosi mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Więc zagadałam, że widzę, że wakacje, ona potwierdziła, że jadą do Łeby i NAWET jeśli będzie padać, jest przeszczęśliwa, że posiedzi sobie nad morzem! A potem jeszcze zapytała, kiedy my ruszamy i ja odpowiedziałam, że my właśnie wróciliśmy z Finlandii (bo ta rozmowa dwa tygodnie temu była) i jesteśmy Helsinkami zachwyceni. WTEDY okazało się, że jej mąż pracował TAM przez kilka lat, ona go zawołała, on wyszedł z domu i zaczął mówić CO koniecznie MUSIMY zobaczyć. I teraz taka akcja… Idę wczoraj z Lilą i ON wyjrzał i mówi:

  • Pani zaczeka! – i poleciał do domu. Lila spojrzała na mnie, więc mówię:
  • Może będzie strzelał? Co robimy?
  • Zróbmy Cospleya. Ja zasłonię oczy, a Ty kucniesz.
  • DOBRZE.

Ale gość wybiegł, daje nam CZTERY paczki repelentów i mówi:

  • Pani ciągle gdzieś jeździ, a komary są straszne! To najlepsze co jest!
  • Ooo, dziękuję! Chcieliśmy jeszcze nad jeziora poskoczyć!
  • To się przyda!

Dużo wydarzyło się w TYM tygodniu rzeczy niekoniecznie łatwych, lecz AŻ dwukrotnie zostałam CZYMŚ obdarowana! Ba, żeby zamknąć osiągnięcia TEGO tygodnia, zdradzę WAM, że dziś zainstalowałam NOWY Internet! Światłowód po kablu! Już jest podłączony, ba, dumna jestem, bo mam już także rozwiązaną umowę z poprzednim dostawcą i ponieważ MUSZĘ odesłać wszystkie urządzenia to poradziłam sobie także z demontażem urządzeniem na DACHU! Po prostu jeden z tych instalatorów, wszedł na MÓJ dach i mi ten ruter zdemontował!

Przy tym Internecie była zabawna akcja. Oni byli we wtorek, potem w środę, no i dziś. No i taki młody informatyk-technik, który przybywał za każdym razem, jakoś TAK ciepło mi w biust zerkał. Lilka – panny NIE wynurzały się z pokoju, kiedy te wszystkie remontowe (bo to było i wiercenie, i łażenie po dachu) rzeczy się działy, zapytała czy on jest bardziej 30 czy 40, więc odpowiedziałam, że bardziej 30 i że te 30 mam nadzieję, że tyle MA… I słuchajcie DZIŚ podpisywałam z nim umowę i musiałam wpisać PESEL. On spojrzał na to, a potem już patrzył TYLKO na suszące się na tarasie pranie… 😭

🫐🥟Sukces na miarę naszych możliwości!

Próbowałam sobie przypomnieć wszystko co pamiętam z MOICH pierwszych wakacji za granicą. Miałam wtedy 10 lat, pojechaliśmy z rodzicami do Jugosławii, a na dachu malucha był drugi „maluch” bagażu. Mieszkaliśmy w namiocie i podróż wydawała mi się bardzo długa. Nie pamiętam ciepłego morza, ale pamiętam, że od dziadka dostawaliśmy codziennie jakiś pieniążek za który mogliśmy kupić sobie coś w sklepiku kempingowym. Na ogół wybieraliśmy pierwszy w życiu jogurt, a potem odkryliśmy, że za dwa jogurty możemy kupić komiks. Co z tego, że w nieznanym nam języku, skoro komiks w PRL był bardzo cenną relikwią! I w sumie pamiętam też trochę rozczarowanie, bo wakacje u babci były fajniejsze. Mniej stresu, więcej przyjemności i żadnych napięć. Opowiadałam o tym wszystkim dzieciakom.

  • Jechaliśmy długo, bo wszędzie się zatrzymywaliśmy. Pierwszy postój był koło Lwowa, w Rosji, gdzie dziadek kupił lornetki.
  • Chyba na Ukrainie?
  • Nie, Lila. Wtedy to było ZSRR. Kolejny postój był na w Rumuni, a jeszcze kolejny w Bułgarii. W Jugosławii sprzedaliśmy te lornetki, a coś co kupiliśmy w Rumunii sprzedaliśmy w w Bułgarii. Wszyscy TAK robili.
  • Nie wszyscy. Tylko dziadek.
  • Powiem mu to 😉 – powiedziałam i DZIADEK był dumny, że wnuczka TAK go ocenia ;) – I pamiętam, że koło naszego namiotu położył się w śpiworze jakiś student.
  • Australijczyk?
  • Nie. Nie było Australijczyków we wschodniej Europie. To chyba by też Polak.
  • W sensie, jak w tym memie. Nie ma TAK odległego miejsca na świecie, gdzie nie spotkasz Australijczyka na gap year-ze. Tak jak w Albanii.
  • No tak 🙂 TO taki był demoludowy Australijczyk! A co Ty pamiętasz ze swoich pierwszych zagranicznych wakacji? To była Bułgaria, bo jak byłaś gdzieś tam tylko z Łucją, to byłaś za malutka.
  • Pamiętam żółwia. I że zamówiłam sobie rosołek i cieszyłam się, że jakieś normalne jedzenie będzie, a oni go podali z pomidorem. To było straszne rozczarowanie! No i w Rumunii strasznie się bałam, bo Łucja nas nastraszyła wampirami. Cieszyłam się, że tylko jedną noc tam śpimy!
  • No bo jechaliśmy przez Transylwanię!

Mieszko i Łucja TEŻ pamiętają żółwia. Mieszko jeszcze pamięta kawałek plaży, a Łucja hotel i wszyscy (łącznie z Łucją) bali się WTEDY strasznie wampirów – czyli ta dziecięca pamięć jest jednak bardzo wybiórcza. Gadałam także z dziadkiem i on przypomniał mi, że na na dachu, jadąc do tej Jugosławii mieliśmy też 20 litrowy kanister, bo w Rumunii nie było benzyny i że mieliśmy zaproszenie od gościa z Zagrzebia (dzięki któremu mogliśmy odbyć tę podróż), ale tam nie dotarliśmy. I miał jeszcze w zanadrzu kilka historii o kombinacjach z celnikami na granicach, bo to w sumie było jego pierwsze zderzenie z takimi mechanizmami.

🫐🥟🫐🥟🫐🥟🫐

Łucja miała wczoraj spotkanie z koleżankami. Koniec końców wylądowały w domu u jednej, bo jej rodzice mają firmę ze sklepami po całej Polsce i często ich nie ma. Dziewczyny spędziły więc noc na plotach: „Jak ich dalsze plany?”. Te, co się chciały gdzieś tam dostać, dostały się, choć niekoniecznie tam gdzie planowały. A jedna, która weekendowo pracowała u Wietnamczyka (noworoczna premia to były bilety do Wietnamu na Chiński Nowy Rok) dostała się na poznański UAM, na właśnie wietnamistykę! Bardzo ciekawe to życie innych, LECZ MY, z Lilianą, w TYM czasie zrobiłyśmy WCZORAJ pierogi! TO nasze pierwsze pierogi, miały więc różne kształty i różną grubość ciasta, ale w przepisie miało nam wyjść 35 sztuk i tak też, z pół kilogramem jagód, wyszło! Na fali sukcesu Lila zaproponowała, że na święta możemy zrobić USZKA, powiedziałam o tym Lutce i babcia jest pomysłem zachwycona. Ostatnie lata kupowała i jej NIE smakowały. Ba, okazuje się, że potrafi składać i ma przepis na farsz! My (tymczasem) popracujemy na CIASTEM!

jagodowe łapki Lili

Tunelowo 🕳️

Czytałam ostatnio o tunelowej perspektywie patrzenia na świat. Typowej dla osób w depresji. Zarówno tej farmakologicznej, jak i sezonowej. Łatwo nam TO sobie wyobrazić. Takie widzenie świata, kiedy widzimy tylko jego mały wycinek, a wszystko wokół jest szare, rozmazane i nieważne. I nie ma argumentu, który nas przekonał, że nie jest TAK źle, bo przecież jest tyle dobra wokół. Bywa. Miewamy tak. Wszyscy.

Jestem w tym terapeutycznym cyklu z Lilką. Mega jest babka, na którą trafiłyśmy, ale jest to wszystko strasznie drogie. TAK, że autentycznie zastanawiam czy to jest tego warte? Moje zdanie na temat psychologii i tego czy jest nam potrzebna jest takie, że NIE. Że to wytwór fanaberii i zmanierowania współczesnych czasów, ale a)goni nas czas, więc skazani jesteśmy na rozwiązania komercyjne, b) realnie osoba tworząca diagnozę jest niesamowita. Jak dwa tygodnie temu z nią rozmawiałam (w sprawie panny) i ona zadawała pytania, to autentycznie każde wywoływało u mnie: „Aa, no tak. Lilka TAK ma.” – Czy jest spostrzegawcza? – Nie. Widzi tunelowo. Nawet jak wysiada z auta muszę krzyknąć, żeby się rozejrzała. – Czy mocno się koncentruje na zadaniach, które ma do wykonania? – Tak. I jak się na czymś koncentruje, to wszystko inne przestaje istnieć – Czy lubi dwuznaczność? – Nie. Utknęła na zadaniu z matmy bo nie widziała, czy pokrywka jest jego częścią. To było dla niej najważniejsze. – Czy ma na punkcie czegoś obsesję? – Tak, swoich włosów i swojej cery. – Czy lubi niespodzianki? – NIE. – Czy jako dziecko inicjowała zabawy? – Nie. Wymyślała Łucja. Ona sie dostosowywała. – Jak wyglądają jej poranki? Lubi ciszę. Łucja wsiada ze mną do auta i podpina swojego spotify, a Lilka musi mieć ciszę. – Bo zbiera siły na cały dzień. Jakby nie było, panna właśnie ma wizytę, za dwa tygodnie jeszcze jedna i mam nadzieję, że zamkniemy ten etap i nie będziemy do tego świata terapii nigdy wracać.

👷🏼👷🏼👷🏼

Kotka Wam pokażę. To kotek sąsiadów, bo od soboty do soboty, zajmujemy się ich zwierzyńcem. To tacy sąsiedzi, którzy bardzo rzadko wyjeżdżają, za to my, ZAWSZE wrabiamy ich w opiekę na Miau. Ochoczo więc teraz chadzamy, te 2 x dziennie, by zapewnić sąsiedzkiemu kocińcowi atrakcje i towarzystwo!

🌥️chmurzasty wtorek

Mam znajomą, która ostatnio miała dołek. I tak zaczęła marudzić mężowi, że w NICZYM nie jest dobra (btw. NIEPRAWDA). I że nawet w bieganiu jest słaba, chociaż robi to od tak dawna! I bardzo mi się spodobało co ON jej odpowiedział. Nic w stylu, dla mnie jesteś najlepsza, albo że w czymś tam jesteś zupełnie niezła, lecz jej przytaknął. Fakt, we wszystkim jesteś słaba i są lepsi od Ciebie. Ale czy to przeszkadza Ci w byciu szczęśliwą? I dokładnie tak! Jeżeli czujecie, że pchacie tę kulę spraw i wszystko idzie NIE do końca tak jak byśmy chcieli, to prostu bądźmy sobie szczęśliwi! Bardzo to mądre!

🌥️🌥️🌥️

Tymczasem odbębniłam kolejne badanie (usg piersi), uruchomiłam dwie urzędowe sprawy, przejrzałam imprezy cykliczne w Polsce w sierpniu i byłam rano na rynku. Pojechałam BEZ Lili, bo odwoziłam wcześnie Łucję na kolejkę (panna grzała na kolejny plan), więc wykorzystałam to by RUSZYĆ po warzywka (panny zamówiły dużo zielonego, więc wzięłam sałatę masłową, sałatę rzymską, ogórki, kalarepkę i pak choi-a). Chciałyśmy także z Lilą zacząć zamrażać owoce, żeby były do zimowych owsianek, ale owoce nam ZA szybko znikają. Zdążyłam poporcjować i wrzucić do zamrażarki truskawki, ale borówkę Mieszko wyżarł prawie do końca. Mamy jeszcze jagody, ale WPIERW chcemy z Lilka zrobić podejście do PIEROGÓW!

dziś panna udawała fankę na koncercie i tak ją ubrali. W życiu tak się nie ubierała na koncerty!

🥒Cukinia gigant

  • Mamo, czy jak chodziłaś do szkoły, to piłaś wodę mineralną?
  • Nie, Lila. Tak jak Wy macie, że dostajecie wodę do szkoły, to nie było. Nie było plastiku. Mleko było w szklanych butelkach, chyba bywały też oranżady, ale one też były w szklanych. PRL to nie były fajne czasy.
  • Tata mówił, że po wuefie pili wodę z kranu.
  • Możliwe. My mamy takie memy, że ja w podstawówce po 8 godzinach bez płynów, moje dziecko, które zapomniało wody i czeka aż mu ją przywiozę na pierwszej przerwie, plus zdjęcie ususzonej mumii 😀 Miałam koleżankę, która czasem w zimie przynosiła termos z herbatą, ale nie było takich malultkich termosów jak teraz, tylko ona miała taki duży, ze szklaną kapsułą w środku, więc wrażliwy na upadki. Zazdrościłam jej tego, chociaż bałam się potłuczonego szkła.
  • A kiedy zaczęłaś pić wodę?
  • Wydaje mi się, że na początku ’90 pojawił się trend na wodę, jako taki fit wariant. Nikt nie mówił o nawodnieniu, ale modny stał się aerobik. Wcześniej piło się herbatę i kompoty. Albo taki gazowany napój z saturatora. Z sokiem. Ach, były też syfony!

Poniedziałek. Rozmawiałam ostatnio ze znajomą o tych rzeczach, co to człowiek je na wakacje ogarnia. Takie, które mu się cały rok kumulowały i teraz nadgania! Na ten tydzień mamy aż trzy wizyty lekarskie, chcę zabrać ekipę na jedną wystawę, ale muszę się wstrzelić w dzień, kiedy Łucja będzie dostępna i może uda mi się umówić z ekipą od nowego Internetu. Z rzeczy lekkich chcemy zrobić przegląd majtek i skarpetek. No i musimy też wymyślić jakiś sposób na przetworzenie cukinii-giganta, którego dziś rano dostałam od dalszej sąsiadki! Ona ma takie mini-pole i takie jej giganty powychodziły! Szłam z Bibi na spacer, zachwyciłam się zbiorami, to i dostałam!

Jak widać, Miaustra TAKŻE jest zdumiona TAKIM warzywem!

🍪French Vanilla Truffle Mousse

Powiem Wam, że studia Łucji wywołują dużo emocji. Spotykam na psich spacerach różnych znajomych z dziećmi w tym samym, lub podobnym wieku i przekrój reakcji jest konkretny. Od „super!” do „po co?”. Po drodze jestem uświadamiana, JAKIE za tym idą zagrożenia i umówmy się, że WIEM. Że jak panna zwiąże się edukacją ze światem arabskim to nie wjedzie do Stanów. Nie zobaczy święta Dziękczynienia, nie ruszy w trasę Route 66, nie zwilży ja para z Niagary i nie obklei jej kurz Nowego Jorku, Teksasu czy Orleanu. Procedury wizowe będą ją od razu odrzucać. Ba, to będzie problem, gdyby chciała mieć tam przesiadkę w drodze na Kostarykę czy do Chile… I niewiele da wyrobienie drugiego, równoległego paszportu, bo system Esta będzie kopał też w listach lotniczych pasażerów. I WIEM, że wybór takiego kierunku to decyzja polityczna i nowy prezydent, który nadejdzie w ’29 roku niekoniecznie coś zmieni. Ognia emocji dolewa też to, że panna w drugiej turze rekrutacji dostała się na także pedagogikę, czyli może szybko zmienić na coś NORMALNEGO. Z drugiej strony, Łucja zapytana przez Lilę, dlaczego i jak będzie ten wybór uzasadniać, powiedziała, że było jej pierwsze zawodowe marzenie – jeszcze podstawówce i że gdy wracaliśmy z Uzbekistanu i lecieliśmy nad niezachmurzonym Iranem to pomyślała, że to niesamowite, że ten kraj ma własną strefę czasową.

🍪🍪🍪

Z lżejszych tematów, zdradzę Wam, że dziś na obiad do dziadków przygotowałyśmy deser z Dojczlandu. Jest tam w sklepach SPORO półproduktów, które mieszasz z mlekiem, śmietanką, mascarpone, itp i wychodzą z tego niezłe cuda. To pewnie wszystko jest NIE najzdrowsze, ale jako takie szybkie ciekawostki na podwieczorek, są to całkiem fajne produkty. Czat mi zrobił kolaż z marki, którą kojarzycie, ale marek, wersji i wariantów jest dużo i jest w czym wybierać!

📷Sztuki trzy

  • Lila, chciałabym żebyś tak się do mnie do mnie uśmiechała jak do tej kanapki z fetą…
  • Tak?
  • Nie. NIE tak. Do NIEJ uśmiechasz się LEPIEJ.
  • Nie uśmiecham się do ludziny.

Przeczytałam ostatnio niezły artykuł o kanibaliźmie na ziemiach polskich (link, ale uprzedzam, że wersja jest niestety płatna). Ciekawe, bo wynika z niego, że tego typu przypadki były związane z rytuałami (przejmowanie energii i mocy po pokonanych wrogach) i oszczędnością (zjadano tych, co zginęli – jak wiemy to nie byli tylko ludzie starzy). Nikt nie polował na ludzi, bo a)człowieka trudno upolować, b) 18 tysięcy lat temu na terenie dzisiejszej Polski ludzi było ok 1500 SZTUK, więc leśna zwierzyna była zdecydowanie łatwiej dostępna, c)ludzina jest mało wartościowa i niskokaloryczna. I ogólnie TO słowo jest w NASZYM słowniku nowe. W takim formacie słowotwórczym znaliśmy tylko gęsinę, strusinę i sarninę! Dzieciom o tym wszystkim opowiedziałam i jak widać słowo zapamiętali!

📷📷📷

Dzisiaj zrobiliśmy przegląd zeszytów i książek po poprzednim roku szkolnym – z tych po Łucji sporo zostaje, bo może przydadzą się Lilce, a w ramach sobotnich ATRAKCJI ułożyłam sobie ekipę do corocznego zdjęcia! Tym co od niedawna przypomnę, że punktem wyjścia jest fotka z 2012 roku, którą po prostu odtwarzamy co roku, w lecie!

Mieszko jest w tym wieku, że NIE można go dotykać, stąd trudności z POZOWANIEM…