🐝Lato 2025 ➡️200% normy jeśli chodzi o zaległości!

Łucja pojechała na Spice Latte (dla posiadaczy złotej karty w jej ulubionej kawiarni przedpremiera jest tydzień wcześniej), wiec zróbmy podsumowanie lata! Trendowe już wisi na szafie, więc teraz czas na całą resztę.

Dobre było! I WAŻNE. Chyba nigdy wcześniej nie udało nam się załatwić TAK wiele rzeczy! Nie udały mi się wyprawy, które planowałam (miał być Śląsk, Bieszczady na koniec lata, Jura z Bibi i zakwaterowanie w schroniskach). Miałam tam być w TYM roku, bo specjalnie wyrobiłam sobie legitymację nauczycielską! Zresztą zapomniałam jej też zabrać do Finlandii i tak naprawdę jej NIE użyłam (zniżka w schroniskach i zniżka przy wejściach do muzeów). UDAŁY się za to inne rzeczy! Przede wszystkim mega fajna była Turcja, która planowałam od ubiegłorocznych wakacji. Podobały nam się także Helsinki i otworzyliśmy sobie wrota na Suwalszczyznę, która kusić nas będzie chyba już zawsze. Byliśmy tylko na jednym festiwalu (Re:tradycja w Lublinie) i omijały nas koncerty, chociaż były świetne (J.LO była podobno wyjątkowa). Zabrakło tradycyjnej wyprawy nad polskie morze, ale Bałtyk, choć w wersji litewskiej się pojawił. Byliśmy na odpuście (Wigry), na dwóch wystawach (Alfons Mucha i polskie malarki), a cenę drożdżówek przebił hit lata, czyli POZIOMIANKI. To także kolejny rok z rzędu, kiedy dzieci SAME sobie czasami organizowały czas. Szli pojedynczo (Łucja) lub całą ekipą na miasto. Na lunch, na kawę, na gofry. Łucja pracowała i ma jeszcze jedną większą fuchę nagraną na wrzesień. Bibi został wyrobiony paszport i psa odbyła swoją pierwszą ZAGRANICZNĄ podróż!

Globalnie lato 2025 było ciepłe. Fale upałów dotarły nawet nad Skandynawię. Nasiliły się tzw.coolcations, czyli cele wypoczynkowe w CHŁODNYCH krajach. Moim zdaniem bardzo popularna był Finladia i „Pribałtika”, czyli Litwa, Łotwa i Estonia. Martwiliśmy się konfliktem w Palestynie i był pewien spadek zainteresowania wypoczynkiem na Bliskim Wschodzie, ze względu na ryzyko wojny.

NIE były to wakacje DŁUGIE, połowę zorganizował dzieciom Diabli, a w tych odcinkach, które mieliśmy na miejscu ogarnialiśmy głównie różne lekarskie zaległości (najważniejsze to tematy wokół Lilki). Pierwszą część lata zajęły rozterki naukowe Łucji (wyniki matur, przyjęcia na studia) i za ROK czeka nas TO samo. WAŻNYM elementem była renowacja ogródka i zostało to zrobione, a było tego SPORO. Kusi mnie, żeby podjechać po hortensję, ale podoba mi się JUŻ TERAZ, to co żeśmy wymyślili. Mega ważnym elementem było też lakierowanie podłogi i to BYŁ tak DAWNY plan, że realnie czuję, że wszystko zaległe jest ogarnięte. Zmieniłam też operatora Internetu i to TEŻ był kolos decyzyjno-organizacyjny. Ach, mam też NOWY telefon i w sumie też się już do niego przyzwyczaiłam.

🐝Transport – była wyprawa autem do Pałągi (przy okazji wyszło na jaw, że bardzo się męczę w aucie powyżej 300 km dziennie), ale TO lato należy do samolotów. Bo zaczęliśmy loty traktować w sposób taktyczny i dotarliśmy do momentu, gdy wylot NIE musi być z miejsca, do którego wracamy. Łucja leciała na Sycylię z Polski, a wracała do Hamburga. Ja jechałam do Hamburga pociągiem, stamtąd leciałam do Helsinek, ale wracałam z Finlandii bezpośrednio do Polski. To nie jest żadna wiedza tajemna, ale musiał nam się przełącznik w mózgu uruchomić.

🐝Napój – uwielbiam kwas. Nawiozłam sobie tych butelek z Litwy sporo i JEDNA mi została. I przecudowny był także turecki Ayran. Wchodziliśmy do sklepu, dzieciaki brały wody, a ja pod sklepem jeszcze zerowałam butelkę z Ayranem. Turcy mają różne te ayrany i wszystkie są pyszne.

🐝Potrawa – NIE zrobiliśmy tego lata żadnego przyjęcia. Nie dopadła nas żadna kulinarna nowość, za to dopracowałyśmy do perfekcji knedle i zrobiłyśmy pierwsze PIEROGI z jagodami! Chcemy wrócić do gofrów i korci nas pewien przepis z brzoskwiniami. Raz tego lata piekłyśmy z Lilką brzoskwinie by powstał SIDE i bardzo to było dobre!

🐝WZRUSZ – to oczywiście jest bardzo indywidualne, ale dla mnie najbardziej poruszający moment to wydarzenie sprzed tygodnia, gdy w kościele niedaleko Bolonii odczytano listę 12 tysięcy palestyńskich oraz 16 izraelskich dzieci, które zginęły od początku trwającego konfliktu. Nie przekłada ta liczba wagowo na którąś stronę. Każde dziecko jest ważne i bezcenne.

🐝Seriale – to jest niezłe. Hitem lata były PREQUELE. W mojej głowie to był zawsze średnio udany gatunek (tak było z GOT-em i z Władcą Pierścieni), ale to co pojawiło się w moim Uniwersum TEGO lata było REWELACYJNE. I Dexter, i Outlander, i Yellowstone. Wiedzieliście jaki szałowy będzie prequel Rockiego?

🐝WTOPA – zabolał roaming w Turcji, ale naliczoną opłatę odkręciłam, nie udało mi się natomiast nic zrobić z przegapionym 800+ za czerwiec.

🐝Letnie trendy w niskich social mediach – one zawsze są mega irytujące, bo na początku nie rozumiesz co wszystkich bawi. No więc, była Balerina Capuccina vs Crocodilo Bombardillo, czyli jakaś kretyńska bajka, z której ludzie uczyli się włoskiego ORAZ 6/7 które nie znaczy ABSOLUTNIE nic. Potem było to tańczenie Bamboleo, które wykonują głównie latynosi i jeszcze inne tańce, którymi katowałam dzieci „Zobaczcie, mamusia JUŻ potrafi”. Internet jest wspaniały i może dostarczać dużo radości. Korzystajmy z tego!

🐝Muzyka – nie zarejestrowałam żadnego hitu. Na początku lata pomyślałam, że może będzie to Azizam, ale jednak nie. Za to BARDZO dobrze słuchało mi się muzyki fińskiej (Mikael Gabriel). To zabawne słuchać piosenek, których w żaden sposób NIE rozumiesz! Zresztą, później, na Litwie złapałam też Saulius Prūsaitis ir RONDO i to wywołało we mnie taki sentymentalny nastrój jak rumuński O-zone 20 lat temu!

🐝Sport – i chyba znowu wygrywa chodzenie! Kajaczki były tylko raz, na rowerze śmigałam głównie ja (na kolejkę), a pływanie było tylko w Turcji.

🐝ZWROTPas Stanleya… Co tzn? No właśnie. Jak jechaliśmy na Litwę Łucja nie chciała sprawdzać knajp, w których możemy jadać (w sensie wyszukiwać polecajek i super miejscówek). Nie pamiętam o co wtedy chodziło, ale zdecydowałam, że WSZYSTKO sprawdzę sama. I znalazłam knajpę w Kownie, gdzie mieliśmy zjeść lunch. I uparłam się, że MUSIMY do niej iść. I nie mogliśmy JEJ znaleźć… Łucja się WTEDY włączyła, że TEJ knajpy nie ma. I żeby mi to udowodnić zaprowadziła mnie pod miejsce, gdzie wcześniej była. Dodajmy, że była godzina 14-sta, to miał być nasz pierwszy posiłek tego dnia, Bibi szczekała i ogólnie napięcie było SPORE. Od tamtej pory, jeżeli panna się nie chce w coś włączyć to pytam się: Czy naprawdę jesteśmy gotowi na kolejny Pas Stanleya? Tak się tamta knajpa miała nazywać… A ONI mi są potrzebni do tego, żeby te nasze wyjazdy wypalały!

🐝🐝🐝

Przyszłoroczne lato rysuje się podobnie. Też będziemy mieć rozterki naukowe (Lila i Mieszko). Ponadto Łucja ma JUŻ gotowe plany wyjazdowe, więc jeśli tylko uda się JEJ na nie zarobić, to czemu nie? Ja bardzo bym chciała takiej wyprawy, co to nam się TEGO lata NIE udała, plus może uda nam się ponownie wpleść w grafik samozbiory? NIC tego lata nie zbieraliśmy! MAŁO było również Hamburga, a to naprawdę wspaniałe miasto… No i grill koniecznie, skoro już ogródek przygotowałam! Lato to trudny okres, bo z jednej strony temperatury zmniejszają Twoją pracową produktywność, z drugiej tłumy ludzi wszędzie zniechęcają do podróżowania. Wypoczynek to większa sztuka niż się wszystkim wydaje! Wrzucam Wam obrazek, który multimedialnie stworzyła Lila na wystawie Alphonsa Muchy!

🥣I Heard The Chef Here is Really Hot!

Ustaliliśmy z Diablim grafik ferii zimowych. Ja wstępnie zaklepałam drugi tydzień, ale później odkryłam, że jest pewna komplikacja, więc do niego zadzwoniłam.

  • Ogólnie jest jedna rzecz, która nam uciekła. Szkolne ferie kończą się, zanim zaczną się ferie akademickie. One chyba są w całej Polsce tak samo…
  • Wiem. Już też to odkryłem. Łucja ma od ósmego lutego, czyli zaczyna tydzień po feriach całej reszty.
  • Dokładnie. Nie wiem jak TO połączyć, bo ona tak na sztywno podchodzi do tych studiów, że nie wiem czy się ją uda wyrwać przed sesją…
  • Lepiej niech się nie wyrywa. Najwyżej przyjedzie do mnie sama i pojedziemy sobie do Danii. Też tak to czuję, że straciłem jedynego sojusznika na wyjazdach. Została mi buntowniczka [Lila], gość, któremu wszystko jedno [Mieszko] i łobuz [córa Diabla].
  • No właśnie! Letnich wyjazdów, też absolutnie nie da się w tej chwili zaplanować…

Nawet Lilka uważa, że przejście Łucji do kolejnego etapu edukacji trochę rozbija nam całą dotychczasową rutynę. No ale za rok obie panny będą już na tym samym etapie, więc tylko ten rok będzie taki niespójny.

🥣🥣🥣🥣🥣🥣

Za to zabraliśmy dzisiaj dziadków na pot-y! Znaleźliśmy takie, pod którymi łatwo zaparkować, dzieciaki są w tej technologii biegłe i chociaż dziadek (WIADOMO) kiedyś już pot-ów próbował, to miejsce na obiad zostało zaaprobowane! Dostaliśmy FARTUSZKI, żeby się NIE pobrudzić, panny przygotowały każdemu indywidualny (!) zestaw sosów, który miał wzbogacić wywar, Mieszko zajmował się przewracaniem mięs na grillu (bo był gar z wywarem i ruszt) i ogólnie wszyscy byli zadowoleni! Ach, być może kojarzycie, że jeżeli gdzieś pojawia się rolka z pot-ów to często leci z komentarzem/hasztagiem: I Heard The Chef Here is Really Hot, bo tym CHEF-m na ogół jesteś SAM! No dobra, u nas szefował Mieszko 😀

🌌”Niech Twoja poduszka, ZAWSZE będzie zimna”

Wyświetlił mi się filmik z gościem, któremu w nocy, w sypialni, coś zaczęło stukać w ścianę. Włączył nagrywanie w telefonie i postanowił ODKRYĆ co mu stuka… Zakładał, że za ścianą utknęło jakieś zwierzę. Szczur lub kuna. TEŻ bym tak założyła. Chociaż szczury nie lubią chodzić w górę, więc obstawiałabym bardziej kunę… Na pewno nie myszy, bo je słychać inaczej. Jakby nie było facet poszedł po piłkę i wyciął w tym karton-gipsie mały prostokąt. Przyłożył przezroczyste plastikowe pudło, żeby to COŚ nie wskoczyło mu do domu i po chwili w tym mini okienku, w ścianie, pojawiła się czarna główka… szpaka! Okazało się, że w tamtej ścianie miał wcześniej komin i ptak po prostu wpadł do środka. Skrzydlaty przybysz przecisnął się przez szczelinę w ścianie i co tu kryć, wygrał życie. W komentarzach ludzie mu dziękowali. Fakt, wycięcie dziury w ścianie wiąże się z tym, że później będziesz musiał to załatać. I musiało mu się CHCIEĆ robić to w nocy. I to, że to zrobił, było bardzo wzruszające. Jedno podziękowanie przypominało modlitwę. I nie pamiętam czy było to w języku jaki znam, czy wcisnęłam „tłumaczenie”, ale były tam między innymi słowa: Niech Twój puchar zawsze będzie pełny, a Twoja poduszka ZAWSZE zimna.

Ależ to dobre życzenie! Z utęsknieniem czekam na jesień, bo źle mi się śpi w lecie. Wstaję w nocy, przewracam te poduchy, przeszkadza mi pościel i (cały czas za szybki) świt. Dużo dobrego ma lato, ale w konkurencji SPANKO jesień nie ma sobie równych!

🌌🌌🌌

Równolegle, za nami kolejny odcinek diagnozowania Lilki. Kolejny lekarz, kolejny test, kolejna płatność. Nie wiem KIEDY to się skończy, a strasznie to drogie i męczące. ALE zdobyłyśmy wczoraj zwolnienie z wuefu dla panny! Ten wuef jej nie leżał, to było źródło stresów i rozpaczy i cieszę się, że to mamy. Dotarłyśmy natomiast na miejsce WCZEŚNIEJ i poszłyśmy sobie PRZED na gofra! I też na to popatrzymy TAK, że zrobiłyśmy sobie dzień dbania o siebie!

⛰️Gdzie zaczyna się tajemnica, kończy się sprawiedliwość.

-„Schronisko, które przetrwało”, S.Gortych, czyli druga książka z cyklu „Karkonoska seria kryminalna”.

Wystraszyłam się, że oduczyłam się czytać. Brałam książkę i po dwóch stronach odkładałam z myślą, że nie pamiętam co przeczytałam. I wczoraj mnie olśniło, że książka, z którą tak walczę, ma włożoną zakładkę jeszcze z majowych matur! Czyli, może to ta książka TAKA trudna, chociaż niby przygodowa? Odłożyłam ją i wzięłam kolejną z kopczyka. I boom! Historia o górskim obozie dla młodych faszystów, gdzie hartowano ich ducha walki od razu mnie wciągnęła! A dodatkowo, temat był aktualny, bo gadaliśmy na obiedzie u dziadków o literaturze dla dzieci. Ogólnie ja uważam, że to co było KIEDYŚ nie jest fajne (cała proza, którą podtykano jeszcze mi, NIE pasuje do współczesnej koncepcji świata). Wszystkie te historie o bohaterskich dzieciach, które giną za dorosłych (dziadka ulubiona książka to Serce Amicisa albo Chłopcy z Placu Broni) nijak do wiedzy o dziecku nie pasują. To było złe, że nieletni idealiści poświęcali się w imię konfliktów i problemów stworzonych przez innych. Ja wiem, że dzieci lubią robić to co dorośli, ale od tego są dorośli, by dzieci w ten DUŻY świat za szybko nie wpadały.

⛰️⛰️⛰️

Poniedziałek. Od dziś do piątku mamy zaplanowane trzy wizyty lekarskie, plus może uda nam się spotkać NA tygodniu z dziadkami? Wczoraj rano szalałam z odkurzaczem i mopem, czyli dom jest z grubsza ogarnięty. NIC do szkoły nie kupujemy. Mieszko nie ma nastroju, a Lilka zeszyty już ma. Brakuje jej jednego podręcznika, ale chce go kupić na giełdzie szkolnej (pozostałe ma po Łucji oraz niektóre zdobyłam jeszcze w czerwcu). Sporo ich ubiegłorocznych podręczników jest cały czas niesprzedane (ten temat ogarnia Łucja przez vinted), ale tu też ruch zacznie się dopiero od września. Tornistry są (chyba nawet wyprane), a Łucja sprawiła sobie większą torebkę, do której mieści się jej tablet.

⛰️

Pokażę Wam Babę-Jagę z Jarmarku w Lublinie. Już wisi – w mojej sypialni!

Где твоя родина, где твой дом родной?

-zapytałam z wyrzutem Miaustrę, gdy wróciła do domu wyperfumowana męskimi perfumami. ZNOWU!

Jest wiersz Surikowa, który znają wszyscy Rosjanie. Coś jak nasza inwokacja z Pana Tadeusza. Uczą się go w szkole WSZYSCY i to doskonały przykład idealizowania archetypu sielskiej wsi. Zaczyna się od słów: Вот моя деревня/ Вот мой дом родной (oto moja wieś, to mój dom rodzinny) i ja to sparafrazowałam Miustrze pytając ją: Gdzie Twoja ojczyzna (rodina), gdzie Twój rodzinny dom? BO kocica się włóczy po całym osiedlu. Dociera nawet gdzieś bardzo daleko i całe szczęście, że ją znają, bo miała by przydomek kota BEZDOMNEGO! Jak wyjeżdżamy i zaangażowani są wszyscy, to niektórzy szykują dla NIEJ legowiska przed domem, by mogła tam ODPOCZĄĆ…

🥧🥧🥧

Niedziela. Szykujemy się na obiad do dziadków i miałyśmy z Lilą burzę mózgów CO zrobić na deser? Łucja chciała knedle, ale NIE mamy twarogu. Mogą być jabłka z kruszonką, ale panna najstarsza tego NIE chciała. Zrobiłyśmy więc pistacjowe tiramisu. Krem pistacjowy (pistacje zmiksowane z migdałami w takiej formie marcepanu) Łucja przywiozła z Sycylii. Wymieszałyśmy to z mascarpone i ze śmietanką, a biszkopty zanurzyłyśmy w ciepłym mleku migdałowym. Robiłyśmy z Lilą we dwie, ale zawołałam Łucję i Mieszka, żeby zobaczyli jak wygląda UKŁADANIE biszkoptów, bo może mają ochotę ułożyć? NIE mieli, ale oboje wsadzili palec w krem i uznali, że smaczne… Towarzyszyła nam natomiast Bibi, która bardzo chciała by ją POPROSIĆ, by ułożyła biszkopty, ale NIE zaproponowano jej tego… Deser jakby nie było gotowy, smakuje bardzo dobrze, więc zabieramy z nami w gościnę!

👩‍🎨Pędzel a płeć?

Śmiesznie było wczoraj. ➡️Wracaliśmy z tego Lublina tą samą trasą, którą wracaliśmy od dziadków, w CZASACH, gdy jeszcze mieszkali daleko od nas… Jest tam przy drodze knajpa, gdzie ZAWSZE się zatrzymywaliśmy! I tak TEŻ zrobiliśmy wczoraj! A TAM nas POZNALI! Strasznie się ucieszyli, a kelnerka, gdy przyjmowała zamówienie, wszystko pamiętała (wiecie, że to nawet mogło być 10 lat?). Tradycyjnie wjechały więc rosołki, które są u nich wybitne oraz barszczyk z krokietem dla mnie. I ona zapytała: Rosołki z zielonym, czy BEZ zielonego? Wiec odpowiedziałam: Z zielonym. Dorośli. I ona strasznie się śmiała z tego że DOROŚLI i już nie marudzą, że ZIELONE im pływa. A potem przyniosła pierogi i jeden talerz ze schabowym i mówi: Wiadomo dla kogo. I postawiła przed Mieszkiem. Bo on przecież ciągle głodny!

Byliśmy także wczoraj na wystawie „Co babie do pędzla?!” Wystawę miałam na liście do odwiedzenia, więc jak już byliśmy w Lublinie to zajrzeliśmy! To bardzo fajna wystawa, na której zebrano prace polskich malarek złotego okresu polskiej sztuki (tytuł wystawy to okrzyk jednego z malarzy z tamtego okresu). Nie uczono ich wtedy proporcji, nie znały anatomii, więc tworzyły głównie portrety innych kobiet (chętnie też pozowali im poeci) i krajobrazy. Ale wypracowały własne style i niektóre osiągnęły taki poziom mistrzostwa, że ich prace są aukcyjnie nie do przebicia.! ROLECZKA plus kilka fotek:

Z wizytą w mieście Koziołków!🐐

Jedna znajoma zwierzyła się przed wakacjami CZEGO się boi najbardziej (w perspektywie wakacji). Otóż co roku, dopada ją urlopowa choroba, czyli jakieś choróbsko, które zaczyna się dokładnie razem z jej dniami wolnymi. To podobno taki mechanizm dość częsty, gdy ciało po dużym stresie reaguje odpuszczeniem i przypomina o sobie. Ciekawe, nie? Gadałam o tym z pannami i Lilka uważa, że to objaw ZBYT spokojnych wakacji… Bo jak człowiek sobie napnie, to NIC się w nas NIE rozpręży! 🙂

I dziś pojechaliśmy do Lublina! Odbywają się tam różne festiwale, a w ten akurat weekend jest spotkanie twórców rzemiosła i rękodzieła. Pojechaliśmy tam po PAJĄKA dla mnie. Takiego słomkowego cuda wieszanego pod sufitem. I ceny tego są astronomiczne… Wiedziałam, że rękodzieło rośnie na wartości, ale że AŻ tak, to się nie spodziewałam :/ Poza tym bardzo, ale to bardzo brakuje wystawców z innych krajów. Dawno temu (przed wojną) byli i Ukraińcy, i Białorusi i Słowacy. Tym pierwszym nie w głowie sztuka, tych drugich wykluczono, a Słowacy nie wiem jakie mają wytłumaczenie… ALE miasto Koziołka jest ogólnie urocze, cudowne są tam piekarnie, poszliśmy też na wystawę, którą mieliśmy w planach, ale o niej JUTRO. Dziś wrzucam Wam fotkę koziołka i ROLECZKĘ! A jak klikniecie w relację to usłyszycie też jak tam w Bramie Krakowskiej pięknie grali!

🎨Belle époque na plakacie?

  • Mieszko, nic nie masz pozytywnego w tym SWOIM Internecie!
  • Co?
  • Jajco! Widzę, że patrzysz się w swój telefon i się nawet nie uśmiechasz. Mój feed jest na tyle zabawny, że ja się cały czas śmieję! Chyba zacznę Ci przysyłać MOJE treści to Ci się algorytm zmieni!
  • Nie, dziękuję!

Dziś wyciągnęłam ekipę na immersyjną wystawę! Rok temu byliśmy na Fridzie, a w tym roku wybraliśmy Alphonsa Muchę. To taki Czech, sprzed ponad 100 lat, który wstrzelił się w secesję i plakaty i stworzył obrazy, które są kopiowane od tak dawna, i tak licznie, że nikt nawet nie pamięta, że gdzieś był tego początek. Filmy fantastyczne (wydaje mi się, że Łowca Androidów oraz wszelkie fabuły, gdzie jest klasa BARDZIEJ uprzywilejowana), gry komputerowe (na wystawie przywołują Arcade, co to jest jakoś powiązana z League of Legends ;), motywy w edytorach graficznych i wzory na odzieży. Odnajdziemy jego Epopeję Słowiańską wszędzie! Tu macie roleczkę, a niżej fotkę dla zachęty!

🥗Smaki i smaczki

  • Wiesz Lila, chciałabym kupić różne kwasy i je wszystkie testować. Ten np. ma dużo więcej słodu – powiedziałam wieczorem do Lilki. Chwilę wcześniej otworzyłam lodówkę i odkręciłam nakrętkę od kolejnej butelki przywiezionej z Litwy.
  • Jesteś zupełnie jak Mieszko! On chciałby testować kabanosy, a Ty kwasy!
  • Nie jestem!!! To zupełnie różne rzeczy!

Dziś ja pracowo przy kompie, a smarki załatwiają swoje sprawy. Łucja pojechała do Internisty – chciała kilka skierowań, plus ma ostatnio pokrzywkę. W ogóle, dużo mieliśmy alergii tego lata: ja mam uczulenie na zimno, Lila ma teraz drugą fazę na pyłki (czego nie miała), a i Łucja też „szwankowała”. Kazałam jej zapisywać godziny i sytuację oraz robić zdjęcia i doktor była TAK zachwycona przygotowaniem panny do wizyty, że aż sfotografowała ten jej dziennik, by pokazywać innym pacjentom jako przykład. Lilka pojechała na ADOS-a, czyli badanie do diagnozy, a Mieszko za chwilę idzie do barbera (już go zapisałam).

🥗🥗

Pokażę Wam ich wczorajszy lancz. Skończyło się tak, że panny wylądowały na greckich mezze, a Mieszko uznał, że w menu nic mu nie pasuje, więc poszedł sobie w tym czasie na kebaba… I w sumie bardzo dobrze! A potem wszyscy poszli razem na matchę i panny powiedziały, że wakacje mogłyby się skończyć, bo wszędzie pełno turystów i trzeba czekać w kolejkach do knajp. 😀 No cóż, tak to już jest z wakacjami, że wszędzie tłoczno.Za to potem nie będzie pogody! Zresztą wielkie mi halo, postać sobie w kolejce po matchę!

Dajcie trochę mniej tej ostrej przyprawy.

-Łucja do mnie i do Lili. Ta czarna przyprawa to pieprz i NIE dałyśmy jej mniej, bo PIEPRZ lubimy!

Dziś jest dzień poprawkowych matur. One były trudne w tym roku – podobno dlatego, że to pierwszy rocznik, który szkołę kończył NIE w pandemii, a wiadomo, że jak egzaminy są trudne, to najbardziej uderza to w uczniów słabszych (ci dobrzy na tym wygrywają, bo jest większa dywersyfikacja punktowa wśród najlepszych). Dużo było także odwołań i liczba tych skutecznych jest tak duża, że możemy prognozować, że jeżeli nie będzie zmian w zasadach odwołań od oceny, to za rok egzaminy będą oceniane łagodniej. To zresztą akurat bardzo słabo świadczy o solidarności zawodowej nauczycieli, bo arkusze odwołujących się – opiniują (wysoko odpłatnie) inni egzaminatorzy! Niemniej jednak, podczas kiedy ja siedziałam w komisji poprawiających się nieszczęśników, którym nie udało się w maju, dzieci poszły sobie na lanczyk!

Czekam AŻ mi przyślą zdjęcia JAK coś jedzą, ale ponieważ nie mogę się doczekać, wkleję Wam, co, w ramach projektu DOM, przyniósł nam SIERPIEŃ. Nie za wiele, ale może jeszcze coś dojdzie? Jak by nie było, mamy kolejny talerzyk- półmisek, w truskawki, który upolowałyśmy z Lilką na końcach wyprzedaży na początku sierpnia oraz grawitacyjny MŁYNEK do pieprzu. Poprzedni młynek został ZUŻYTY. Rozwaliłyśmy go z Lilką, bo pieprz w kuchni używamy często i z upodobaniem, wbrew sprzeciwowi Łucji. Czasem mieszamy różne odmiany i ten młynek nie jest idealny, bo mieli za DROBNO (!), ale także go rozwalimy i kupimy kolejny! W bonusie, w layoucie niżej macie hot łapkę Miaustry!