Szłam ostatnio do jednego urzędu. Miejsca o niezwykłej wadze państwowej, do którego często prowadza się szkolne wycieczki. Było wcześnie rano, staliśmy przed biurem przepustek i czekaliśmy aż zbierze się grupa. Ja robiłam small talki z różnymi rodzicami, gdy w polu widzenia pojawiły się dwie wyjątkowe babki. Obie miały sądzę, że koło 60-tki, ale wyglądały wspaniale. Idealne włosy (bez czapek, chociaż było lodowato), świetne makijaże, gładkie płaszcze i błyszczące kozaki. Wiem, ile kosztuje (również czasowo i emocjonalnie) taki wygląd i nie zakładałam także, że przyjechały miejską komunikacją.
- Ale paniusie – odezwała się jedna matka stojąca obok mnie.
Ogólnie dość oceniająca wydała mi ta „konstrukcja”, ale ponieważ jestem człowiekiem unikającym konfliktów za wszelką cenę, powiedziałam coś innego:
- Ależ ona ma piękną torebkę! – rzeczywiście była piękna. Z jasnej tłoczonej skóry i dość duża. Elegancka i pojemna. Teczkę A4 można było by spokojnie wrzucić.
- Ja to nie noszę torebek, tylko plecak – i obróciła się szybko do mnie placami, żeby mi pokazać mały skórzany plecak.
- Ja też tylko plecak. – tak jest, bo wszędzie łażę z laptopem i do plecaka mi się po prostu mieści.
- Kiedyś nosiłam buty na obcasach. Przed ślubem. Nawet takie z 10 centymetrowym obcasem.
- Ooo, no ja się nie nauczyłam.
- A ja umiem, ale teraz NIE muszę. Mam męża, dzieci, po co ja mam się starać, jak już wszystko mam.
No i nie leżała mi ta rozmowa. Streściłam ją znajomej na psim spacerze i znajoma, co to jest prawniczką od rozwodów powiedziała: „Niech przyjdzie do mnie. Opowiem jej jak bardzo jest w błędzie, myśląc, że wszystko sobie już w życiu ułożyła. Ludzie się mylą częściej niż im się wydaje”.
I fakt, ale w tej historii była jeszcze jedna niefajna rzecz. Coś co wyłapałam później. Takie archaiczne i staroświeckie przekonanie, że jest się lepszym, bo się KOGOŚ ma. I to nawet nie chodzi o to, że ten ktoś NIE ucieknie, ale zwyczajnie poczucie wyższości, że osiągnęło się coś co się innym nie udało. I bardzo jest to niesprawiedliwe i nieprawdziwe, że można tak myśleć. Chciałam Wam dziś, wpadający tu single, powiedzieć, że my TEŻ mamy wszystko, że bycie samemu nie czyni Cię gorszym, że tworząc samych siebie możemy być pełni i szczęśliwi. I że SAMO bycie w związku tego nam nie gwarantuje i to czy będzie nam dobrze, zależy od nas samych, a nie od tego, czy jesteśmy z kimś czy nie. Zresztą, nie czujcie się przytłoczeni tą ilością balonów i serduszek wokół, bo w końcu ostatnio mieliśmy Tłusty Czwartek, a idzie już kolejne święto, czyli Chiński Nowy Rok 🙂

৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ
- Babko, mogę się do Ciebie przytulić? – zapytałam pannę Ł., gdy po porcji pierwszego odsypiania jet lagu, zjadła coś, wykąpała się i ponownie wróciła do łóżka. Ona dziś ma i pracę i randkę (w końcu WALENTYNYKI), więc JUŻ intensywnie.
- No nie wiem. Miałam ochotę na chillkę z tik tokiem…
- To się położę obok Ciebie. Pamiętam jak byłaś takim małym bobaskiem. Miałaś ogromne, okrągłe oczy i wielkie murzyńskie usta.
- To racist było, matko.
- A na taką wspaniałą pannę mi wyrosłaś!… Nie zrozumiałam tej rolki, którą właśnie obejrzałaś. Komu ją wysłałaś?
- Lili i Mieszkowi.
