…rozpoczęłam badania terenowe przed jutrzejszym świętem. Wracałam z miasta i zamiast jechać prosto do domu podjechałam pod cukiernię, która w ubiegłym roku zdobyła pierwszą nagrodę w kategorii: najlepsze pączki. Były rzeczywiście wybitne (co zdegustowaliśmy w domu sprawiedliwie dzieląc nożem na TRZY części), ale cena była konkretna, więc kupiłam TYLKO trzy (różne). A na fali zdobycznych sukcesów podjechałam jeszcze pod wiralowego pączka, o którym usłyszałam TU. Nie czujemy jednak pączkowej sytości, więc od jutra cd polowań na PĄCZKI!!
Nie wiem jak Łucja będzie TAM świętować FAT Thursday, ale po dniach żywienia się bajglami i tacosami panna była wczoraj w China Town i Little India i zjadła NORMALNY obiad. To ogromny sukces, bardzo jesteśmy z niej dumni, bo panna na wyjazdach żywi się na ogół slice-ami pizzy, lodami (nie TYM razem) i kawą. Odkryła także wczoraj, że może korzystać ze zniżek studenckich, chociaż ma wyłącznie wirtualną legitymację, więc była w muzeum. Musical na Broadwayu odpuszcza, bo kupiła kosmetyki, które zamawiała Lilka i nie ma za co na PORCJĘ większej sztuki!













