Dziś uśpiliśmy Miaukę. Źle było od wakacji, ale to jest właśnie ten absurd ze zwierzętami, bo NIC nie wiesz. Ogólnie u ludzi walczy się o każdy dzień. I rozumiem ludzką decyzję, że ktoś może mieć dość. A co ze zwierzętami? Czy one chcą żyć, nawet jeśli towarzyszy temu ból czy wolałaby odpuścić i niepotrzebnie je męczymy? Operacja nie wchodziła w rachubę, bo nie przeżyła by narkozy. Chemia mogła wydłużyć jej życie o kilka miesięcy, ale wet powiedziała, że to ją wymęczyło i nic nie dało w zamian. Ale z drugiej strony NIE chowała się po domu jak kot, który wie, że to koniec. CAŁY czas łaziła za mną. Nie mogła spać i wskakiwać wyżej niż na metr. Każde jedzenie rozpoczynała i chwilę później chciała coś nowego. I człowiek wiedział, że trzeba jej jakoś te lata bezinteresownego mruczenia dla nas wynagrodzić, ale ostatnie dwa tygodnie to była katastrofa. Parę dni temu byłyśmy z nią u weta (moim pomocnikiem w tych sprawach jest zawsze Lilka) i dok powiedziała: proszę się oswoić z tą myślą. Stan kota nie ulegnie poprawie. Koty dobrze maskują ból, ale ona to bardzo cierpi. Dziś wróciłam z pracy i cały dom był w kociej krwi, a kotka próbowała to wszystko umyć (bo zwierzęta myją ślady własnej krwi, żeby zmylić drapieżnika). I na okrągło myła też siebie zaostrzając stany zapalne. Pojechałyśmy i uśpiłyśmy. Najpierw dostała znieczulenie i jak zaczęło działać, to kocica zaczęła mruczeć. Chwilę później była już nieprzytomna i wtedy dostała zastrzyk. Zostawiliśmy ją tam razem z kocykiem, bo przecież w środku zimy nijak dołu nie wykopiemy. Kocica miała chyba taki pomysł na siebie, że doczeka wiosny, bo wychodziła ostatnio częściej (ona tak na metr od domu odchodziła) i sprawdzała, czy ziemia przy domu już miękka i można ją rozkopywać. I nasłuchiwała kocurów, bo już je słychać. Był to najdłużej towarzyszący mi w życiu kot i miała pomiędzy 14-ście i 16 lat.
A i jeszcze. Jak do nas przyszła to sobie pomyślałam, że zawsze w przełomowych momentach dołączały do mnie stare zwierzęta płci żeńskiej. Jakby chciały mnie wesprzeć swoją wiedzą długiego życia i wielu doświadczeń. I jak ONA przyszła (8 lat temu), to sobie pomyślałam, że taka starsza kocica będzie teraz o mnie dbać. I rzeczywiście dbała. Polowała na myszy, kuny, ba nawet raz z pól szczura przyniosła. Wychowała Bibi, a jak ktoś zaczynał krzyczeć to go gryzła. 😀 WIĘC nikt, na nikogo NIE krzyczał. Najchętniej spała z Łucją, a najczęściej siedziała i patrzyła na Mieszka jak gra.
Mam dla Was foteczkę niedawną. To poranek. Widać tył Lilki, która sypia w bonecie i takiej białej narzutce. Sceneria to moje łóżko i te czerwone poduchy nie powinny w pościeli leżeć, ale jak coś oglądamy na telefonach, to sobie podkładamy. Pod kołdrą zaś śpi Miauka. Bardzo jestem szczęśliwa, że była z nami. Że nas wybrała i zamieszkała z nami. Była nam potrzebna i cieszę się, że i my się jej przydaliśmy!

