No to poszłam. Och, jakże mi się NIE chciało, ale szkołę Mieszka mam blisko, lubię ją, a ta „obecność obowiązkowa” mnie zaniepokoiła… Niepotrzebnie, bo było o wyprawie do kina, rekolekcjach, nadchodzących wycieczkach, próbnych egzaminach i balu ośmioklasisty. Weszliśmy w te szczegóły typu „kiedy próby” i „jaki temat”, ale mnie MĘCZYŁO coś innego… WIĘC zapytałam:
- Mam pytanie o pary. Czy można jakoś wywrzeć na NICH presję, żeby ci co nie mają, to muszą mieć? ŻE już, że decyzja do poniedziałku. A jeśli nie ma dziewczynek, to może będą jakieś chętne w siódmych klasach?
- Ale Mieszko ma parę. – odpowiedziała mi wychowawczyni. – Już od września.
- JA NIC nie wiem, ale bardzo MNIE to cieszy! Kogo?
- Nie wiem czy możemy powiedzieć…
- BARDZO proszę.
- Mieszko idzie z Laurą. Oni są wzrostem podobni.
- Och, jak strasznie się cieszę!
Byłam JEDYNYM rodzicem, który NIE wiedział!!! I to by było na tyle, jeśli chodzi o rewelacyjną relację z moim synem! No cóż, tak to z tymi chłopakami jest. Za to, podczas kiedy on włóczył się pożegnalnie po ulicach Tokio, ja z przyjemnością byłam na wystawie o kulturze Azji. W jakim kraju mężczyźni zawsze mają nakrycie głowy, ile języków używa się 49 ajzatyckich krajach (2 tysiące!) i dlaczego nie można stać na progu jurty!




ദ്ദി ˉ͈̀꒳ˉ͈́ )✧
No dobra, wrzucę Wam go, bo chłopaki zaczynają się już pakować!


