Miałam dziś ciężki dzień bo byłam na pożegnaniu z uczniem. Dzieciak miał lat dokładnie tyle co Lila i takie zdarzenia są całkowicie przerażające. Dywan z kwiatów był od ołtarza do drzwi kościoła, a płaczący koledzy z klasy rozkleili całą kaplicę. No bo przecież, siedemnastolatkowie to tacy twardziele co NIE płaczą.
Chciałam to potem odreagować i z rozpędem pojechałam do lodziarni, ale ja przecież lodów NIE lubię, więc zmęczyłam te dwie gałki, zrobiło mi się zimno, więc wróciłam do domu i zajęłam się obiadem. I po raz kolejny potwierdzam, że codzienność i rutyna to najlepsze lekarstwo na wszystko!

🕸️🕸️🕸️
Z lżejszych tematów przesuwamy nasze WIECZORNE rytuały na wcześniejsze pory. Było tak, że od 22-giej już był po-kąpielowy chill i ja przez godzinkę sobie czytałam książkę, ale przenosimy to o pół godziny WCZEŚNIEJ, tak, że CISZA nocna i EGIPSKIE ciemności będą w domu od 22:30! Śpi się dobrze, wstaje się trudno, czyli jesień JUŻ jest!
