🏡🍇🍷narracja o zbyt gorącej jesieni

Strasznie ciepły nam się zrobił ten weekend. 28 stopni to zdecydowanie za dużo jak na drugą połowę września! Golić łydki, czy to chwilowe? Zasadziłam wrzosy (też zdobyczne, po likwidacji ogródka letniego), rozwiesiłam pranie (pierwsze tej jesieni ciemne pranie z zagubioną papierową chusteczką) i zrobiłyśmy z Lilką tiramisu, która panna uznała za ZBYT słabe, by je zabierać na obiad do dziadków. Btw. Panna średnia uczy się do właśnie do matury. Wymyśliła sobie rozszerzanie przedmiotu, którego nie rozszerzała cały ogólniak, a klasie czwartej NAWET go nie ma! Zawaliła się kursami oraz materiałami i się uczy! Bardzo jestem z niej dumna! Śmignęłam też na rowerze do Łucji, żeby sprawdzić jak tam sobie radzi i czy nie zrobiła jakiegoś większego bajzlu, bo właściciele kotów w przyszłym tygodniu wracają. NIE zrobiła. Poprawiłam tylko narzuty na kanapach i tyle. TEŻ panna jest ZUCH!

🏡🍇🍷

U dziadków na obiedzie pogadaliśmy za to o przetwarzaniu odzieży. Dziadek pamięta pierwszy charity shop, który zobaczył wiele lat temu w Stanach i nie mógł się nadziwić, że ludzie oddają odzież, ktoś ją pierze i potem się sprzedaje. True, za PRL-u potrzebne było wszystko. Przerabiało się, przekazywało i trzymało aż się rozpadło. Niezłą refleksję czyjąś kiedyś przeczytałam, że patrząc na sterty wyrzuconych ubrań najbardziej zdumiewa, że KTOŚ to kupił za pieniądze, które by zarobić musiał z czegoś zrezygnować. Z jakiejś wspólnej kolacji, z ważnej rozmowy, z czasu, który spędziłby na czymś co lubi. Banał, ale bardzo trafny!