
Jako dziecko zawsze zazdrościłam innym dziewczynkom, że one WIEDZĄ. Wiedzą kiedy są głodne, wiedzą jak coś zrobić i jak coś powinno wyglądać. Tak sobie myślę teraz, że to pewnie była jakaś wersja PRL-owego autyzmu, ale ja potrzeb nie posiadałam. Jadłam, bo była pora jedzenia i nakładałam czapkę, bo taka była pora roku. Nie było także tak, że ja jadałam słodycze, bo jedzenie było związane z wydatkiem kalorycznym na sam proces i zwyczajnie mi się nie chciało. Ba, co tam jako dziecko, u mnie ta faza utrzymała się do 30-stki i tak naprawdę uzdrowił mnie Diabli, dla którego WSZYSTKO było ważne. Smak potraw, długość rękawków w koszuli, kształt uchwytu w kubku (to ważne gdy kupujesz nowe) czy ułożenie firanek. To zresztą rozwaliło nasze małżeństwo bo NIE da się mieć czystych dzieci, wysprzątanego domu, pysznego obiadu, idealnych wakacji i pracującej żony. Ach i jeszcze bujnego pożycia małżeńskiego i aktywnego social-life. Niemniej jednak do momentu poznania go, zazdrościłam koleżance, która sama robiła jogurt, osobom do których się wchodziło to ktoś mówił: U Ciebie zawsze pięknie pachnie i co ciekawe bardziej tym osobom, które ten ZAPACH poczuły. Ja jako nastolatka piłam wodę, bo tak trzeba i bez tego mogę zemdleć i dystopijny świat, gdzie ludzie łykają tabletki zamiast jedzenia wydawał mi się rajem. Btw. to moje bycie samą od lat już właściwie 11-stu to też nie jest żadne poświęcenie, lecz bardziej ulga z tematu, który mi odpadł… Chociaż TAKŻE zazdroszczę innym, że im się udaje i chce to połączyć, więc próbują!
Cieszę się bardzo, że dzieciaki mają po ojcu potrzebę SMAKU i są w dużo lepszym kontakcie z własnym ciałem niż byłam ja. Oni chodzą na lunczyki, kłócą się o to co będą jedli i co im smakuje. SĄ dla nich tematy WAŻNE. Wiedzą jakie tkaniny są przyjemne w dotyku i kupując coś muszą to dotknąć i przymierzyć. I przyszło mi TO do głowy wczoraj wieczorem, gdy Liliana wróciła z koncertu, weszła do kuchni, otworzyła szafkę ze szklankami (WIE gdzie w domu są szklanki) i nalała sobie wodę mówiąc, że strasznie chce się jej pić. A potem nalała JESZCZE jedną szklankę. Mi nalewała wodę Lutka i mówiła: Napij się, więc wypijałam.
🎶🎶🎶🎶
ALE z jakiego koncertu??? No właśnie. I to jest NIUS tej notki! Bo panna była wczoraj na kolejnym koncercie! Bilet kupiła sobie jeszcze w lutym, dwa dni temu mi przypomniała – wczoraj drukowałyśmy go wraz z jakąś zgodą, bo panna jednak jest niepełnoletnia i wieczorem gwiazda pojechała na występ Alessi Rose. Ja też nie mam pojęcia kto to jest 🙂 Nieważne-> ważne, że panna się ładnie ubrała, pomalowała i SAMA pognała, żeby śpiewać pod sceną jakieś piosenki (tu znalazłam czyjegoś tik-toka z kolejką PRZED koncertem). Wróciła koło północy z CHRYPĄ…


