- Lila, masz ochotę na kanapkę z miodem? – zapytałam córkę wieczorem w niedzielę.
- A mamy chleb?
- Była końcówka drożdżówki. Z tostera rewelacja.
- Nie. U cioci, na deser, był… SERNICZEK.
- Fajnie. – tak mi dogryzła na mój cukrowy głód!
Urzeczone naszymi kulinarnymi sukcesami porwałyśmy się dziś na risotto! I odkryłyśmy, że kupić ryż arborio, jeżeli nie ma akurat tygodni tematycznych w dyskontach, WCALE nie jest łatwo. Koniec końców kupiliśmy ryż do risotto w torebkach i rozrywałyśmy te torebki… A dziwiłam się ostatnio Lutce, że ona tak robiła, bo nie znalazła w sklepie swojego ulubionego ryżu jaśminowego!
🐢🐢🐢
Ubija nam się rok szkolny. Zapisałam Mieszka na obiady (będą od czwartku) i byłam na rynku (jabłek jest już DUUUŻO odmian!). Lilce doszedł jeden przedmiot (geografia terenowa), co jest dziwne, bo w czwartej klasie przedmiotów się NIE dodaje, ale może to będzie zupełnie fajne? U młodego w przyszłym tygodniu jest zebranie, za to u Lilki będzie pewnie on-line, co bardzo mnie cieszy. Łucja przegląda przedmioty na jakie będzie się zapisywać – sama musi sobie ułożyć grafik i do wyboru ma ponad 700 (!!!!) różnych zajęć! Nie ma np. ochoty na literaturę japońską, bo za nią nie przepadamy, a panna uważa, że te „beżowe” okładki zwiastują nudę, ani na konwersatoria, nawet jeżeli będą dotyczyć parzenia herbaty po japońsku. Ciekawi ją za to turystyka w krajach arabskich i jakiś klub filmowy. Niemniej jednak wszystko się rozegra, wcale nie w żółwim tempie, jak ruszą zapisy!

