Piknikownia

mój, Łucji, Mieszka

Dziś, w podgrupach, obstawiliśmy TRZY pikniki! Piknik pracowy miałam ja i jako członek teamu społeczność było to bardzo aktywne i bardzo wyczerpujące, piknik zarobkowy miała Łucja (ona obstawiała dziś jakąś tam strefę piknikową producenta pieczywa (u niej były lamy!!!) i na pikniku gminnym wylądował też Mieszko (bo było stanowisko Erasmusa, na którym miał opowiadać o projekcie w którym wziął udział). Wszyscy mieliśmy to w wersji bardzo długiej (Łucja wyszła z domu zanim wstałam) i padamy na nosy (Mieszko miał noc wcześniej nocowankę u kumpla i na dodatek miał zarwaną noc). Ja do jedzenia NIC nie dostałam, za to jak wracałam to zajrzałam do fast foodu, Łucja zjadła jakieś pieczywo czosnkowe, za to Mieszko wszamał karkówkę. Domu i Bibi pilnowała Lila i bardzo dobrze, że przynajmniej ona ten upalny dzień przesiedziała w cieniu! Btw. z takich lżejszych tematów panna średnia zmiksowała ostatnio środek ugotowanego bobu z przyprawami i nazwała to polskie awokado (tylko, że zawierające więcej białka). Ależ to jej pyszne wyszło!