Chuchro ogląda ściółkę 🌲w skansenie

  • I wyobraź sobie, że jak nazwałam jednego „chuchro” to się uspokoili! – tłumaczę Mieszkowi jak rozwiązałam konflikt dwóch dziesięciolatków.
  • A co tzn?
  • Chuchro? No chudzielec. LILIANA, on nie zna kolejnego słowa!! A niby taki genialny…
  • A „ściółkę” JESZCZE pamięta?!? – odkrzyknęła Lila.
  • No właśnie, Mieszko. A pamiętasz jeszcze co znaczy „ściółka”?
  • Naszczułka? Nie.
  • Ściółka! Takie miękkie leśne podłoże z igłami. Jakie było to trzecie słowo, którego ostatnio nie znałeś?
  • Skansen.
  • NO! I żebyś chociaż nie bywał w lesie, albo skansenach to bym zrozumiała!

Mam teraz egzaminy ośmioklasistów (wczoraj polski, dzisiaj matma, a jutro siedzę na niemieckim). Oni są nieprzytomni i powiem Wam, że przez te cztery lata szkoły średniej dzieciaki robią jednak niewyobrażalny skok rozwojowy. ALE za to, ich egzaminy są KRÓTSZE i wczoraj jak wróciłam do domu dałam radę dotrzeć jeszcze na rynek! Za wiele już nie było, ale kupiłam nasze ukochane truskawki (ależ to Bizancjum, że mamy naszą ulubioną ODMIANĘ truskawek – Azja) i młode ziemniaki. Bałam się, że ten początek czerwca tak nam przeleci bez rolnych smakołyków, a tu się udało! Ach i jeszcze kurki kupiłam, bo podobno w lasach jest już od tego deszczu pełno!

🌲🌲

Czerwone owoce już zjedzone – Łucja dostała je w koktajlu, bo późno wróciła i od razu padła. I dziś RANO pognała znowu! Tym razem na plan „Ojca Mateusza”. Miała być w tłumie kuracjuszy w sanatorium, ale był mały plot twist 😀