- Te krzyżówki są niesamowite – chwaliłam się w piątek Lutce – czas mija nie wiadomo kiedy! Jak przewodnicząca komisji powiedziała, że 10 minut do końca, to się zdenerwowałam, że jeszcze jedna mi została!
- Tylko wstyd się przyznać, że się je rozwiązuje, bo one są za proste.
Powiem Wam, że nikt nie umie tak oblać kubłem zimnej wody jak moja mama 😀 Ja tu płonę samozachwytem, ze robię fitness dla mózgu, a ona jak zwykle jest lepsza! Trudno… Zawsze tak było!
Tymczasem kolejny tydzień i wakacje już zdecydowanie bliżej niż dalej! Mieszko walczy o stopnie, bo siostry mu kazały (ale np. z takiej plastyki to warto bo to przecież wpada na świadectwo ośmioklasisty za rok), a obie panny mają naprawdę konkretną alergię. Za rok musimy to jakoś tak rozegrać, by jednak na przełomie maja i czerwca wyrwać się na pierwszą wakacyjną eskapadę w inny klimat. Ja mam dalej egzaminy (dziś WOS) i właśnie się zorientowałam, że przegapiłam wizytę u psychologa Lili w ubiegły wtorek. Dziś chcemy także podskoczyć z Łucją do dziadków, bo babcia ma nam zrobić zupę na dobry początek tygodnia! Foteczki DWIE Wam pokaże. Pierwsza jest z 2011 roku i macie na niej mnie i pół rocznego Mieszeczka. Druga jest z weekendu. Byliśmy w TYM samym miejscu (wychodzi na to, że nie było nas tam przez 14 lat!) i spróbowaliśmy odtworzyć sytuację!


