Taki trochę niedosyt, że dziś Dzień Dziecka, a moje dzieci są już za duże na te wszystkie atrakcje, co to na nie jeździliśmy. Nawet ich pytałam, czy chcą gdzieś w tłum pojechać i usłyszałam, że NIE. No to poszliśmy na wybory! A właściwie śmy, bo z Łucją, a później upiekłyśmy tartę z rabarbarem, która wyszła nam dobra choć… specyficzna. Zabraliśmy ją na obiad do dziadków i tam ją nawet doceniono!
Oglądałam wczoraj cudowny wywiad. Jest o wyborach, więc nie musicie go oglądać dziś, albo możecie wyłączyć głos, bo nie o słowa w nim chodzi. Wywiad przeprowadza córka z ojcem (byłym prezydentem). I ten rodzaj porozumienia, który między nimi widać, jest zjawiskowy. EKLEKTYCZNY. On szanuje jej zdanie, pozwala zadawać pytania, jest między dużo ciepła, dotykają się w sposób mówiący o akceptacji i mam wrażenie, że w procesie wychowawczym dominowało wsparcie i dialog. Nie mogę powiedzieć nic złego o moich rodzicach, lecz mam poczucie, że jako dziewczynka zawsze byłam postrzegana jako mniej ważna. Może to we mnie tkwi skaza patriarchalnego pokolenia i wcale tak NIE było, że byłam gorsza, ale życzę Wam dzisiaj, żebyście w swojej rodzinie mieli TYLKO budujące relacje. Byście jako dzieci czuli się ważni i wysłuchani i byście potrafili takie emocje odtworzyć tworząc kolejne pokolenie!

