-11°C

tak się panny gościły

Dalej zimno. Najgorsze jest to, że rury z wodą są lodowate i terma z wrzątkiem schodzi na jedną osobę. Wczoraj było o to niezła awantura, że ktoś zużył CAŁOŚĆ, a potem mnie olśniło, że poniżej 10 tak się dzieje. No i autko drugi dzień pod rząd się zastanawiało, czy ONO powinno odpalać? Plus zrobiłam kiks z cyferkami (gdzieś tam podałam zły nip) i faktura co to miałam mieć na ją zwróconą zwrócona być NIE może. ALE byłam na rynku i chociaż sprzedających można było na jednej ręce policzyć to mam i jajka przepiórcze i jabłka. A panny były na pomidorowym ramenie (Łucja wynalazła miejscówkę na ich dzisiejszy lunch jeszcze w Meksyku i przysłała Lili linka) oraz przyszły mi mailem dwa vouchery (super!). Odkryłam także jedną fajną wystawę, gdzie jak zrobi się cieplej zabierzemy dziadków, a Lilka przyniosła ze szkoły prezent… mikołajkowy. Na Wigilię klasową NIE poszła, potem była w sanato, potem przez tydzień szkoły NIE było wychowawczyni, a potem były ferie. A teraz, w połowie lutego, dostała swój prezent i wyobraźcie sobie, że jest zadowolona! Zgodnie z zamówieniem tajemniczy darczyńca dał jej klamry do włosów, które już nosi i uzupełnił prezent pluszowym aniołkiem i świeczkami zapachowymi!