
Och, w jakich strasznych bólach przyszło nam dzisiaj RANO wstawać! Któż to wymyślił zimowe poranki?? [chyba, Bibi, bo była zachwycona, że TAK wcześnie był spacer]. Wszyscy rano na hasło szkoła burczeli na siebie i NIE był to łatwy start tygodnia…Wychowawczyni Mieszka na ostatnim zebraniu wyliczyła, że po feriach, BEZ weekendów, do końca roku szkolnego jest 90 dni i jak by tu nie mówić, jest to już liczba dwucyfrowa. Zimno, dogrzewam kominkiem, ale i tak poranna ekipa na korkach szczękała mi zębami.
W tym tygodniu mam dwa dni poza domem, panny na środę ustawiły się lunch (dużo mają do omówienia), a w szkole Mieszka powinny się pojawić jakieś szczegóły dotyczące jego Erasmusa. Chciałam się też spotkać z dziadkami, bo chciałam im pokazać jeden sklep. Udało mi się także zapisać panny na te wizyty lekarskie, co to je miałyśmy zaległe (laryngolog i ortopeda) i mam ustawionego kuriera na odbiór zepsutego AGD. Znajoma namawia mnie na jakieś zamawianie warzyw bezpośrednio z Włoch, bo jej raz na dwa tygodnie przywożą karton pysznych pomidorów, czerwonych pomarańczy i dojrzałych cukinii i powiem Wam, że tak bardzo nie ma nic smakowitego na rynku, że nie wiem czy się nie skuszę. Warzywa przywożą drogą lądową (to ważne, bo w samolocie by przemarzły), a ile można tych kaszowych wariacji? Zapisałam na jedno szkolenie, mam ochotę na jakieś warsztaty i lecimy z tym koksem!
🏔🏔🏔
- Fajne były te ferie z ojcem, Lila? Mieszko zadowolony.
- Fajne.
- A ta góralka to w jakim wieku była? Nieźle tam o Was dbała.
- Ona taka mocno w typie ojca.
- Oooo… Nie mógł się poświęcić? Domek w górach by się przydał.
- On powiedział, że nie zawsze umawiał się tylko z blondynkami.
- No tak. Była też „Czarna Rozpacz” – to brunetka w jego portfolio związkowym, której historię słyszeliśmy kilka razy…
- Ale ta Sofie z Austrii miała bąbelka. I ojciec z nią gadał po niemiecku, żebyśmy nie rozumieli.
- Czyli gdzieś był jakiś narzeczony. No cóż, narzeczony nie ściana, mógł dla tego domku zaryzykować dla nas!
