inwazja, a właściwie jej zapowiedź (śniegu i świątecznej aury)

Wczoraj Diabli przysłał filmik, jak tam u nich, w zachodnich landach sypnęło śniegiem… Obejrzałam i wracając z nocnego spaceru z Bibs, podniosłam w aucie wycieraczki! Jak z każdej strony idzie ta zima, to chyba znaczy, że dojdzie? SŁUSZNIE, bo chociaż najbardziej bałam się oblodzenia, to jak mnie tak przypruszyło śnieżkiem w nocy to chwilę rano z odśnieżaniem walczyłam! No i poranny Mieszko mruknął, KIEDY on dostanie kurtkę zimową i ocknęłam się, że obiecywałam mu na black friday, ale to dopiero za tydzień, a nie JUTRO! Wariant załóż pod spód sweter za bardzo nie przejdzie, bo rękawki są za krótkie…

Natomiast gdy wyrwałam się na szybkie zakupy spożywcze, uderzyła mnie świąteczna aura w sklepie. Lada moment Mikołajki! Z pannami jakby łatwiej, ale dla Mieszka wymyśliłam piżamki! To co ma, to jakaś całkowita katastrofa, wybiera się w końcu do sanatorium i strój nocny powinien mieć.

Jechałam rano, w tym okienku co to je miałam, na zakupy. Osiedlem szła sąsiadka ze swoją czwórką dzieci. Takiego strasznego drobiazgu. Zatrzymałam się przy niej i przez okno mówię:

  • Nigdy tak na siebie nie patrzyłam, jak szłam z trójką, ale wiesz, że jesteś bohaterką?
  • Dzisiaj rano się popłakałam. Myślałam, że nie dam rady.
  • Będzie łatwiej!

I taki mam listopadowy apel, żebyśmy o te mamy małych dzieci dbali, bo to jest taka robota, że trudno sobie wyobrazić!