Zaduszki

Dzieci wczoraj wieczorem przejął Diabli, a dziś dołączyłam do nich podczas ich wyprawy na cmentarz. Towarzystwo miało okazję zaobserwować dyskusje między nami (jakie toczone są w „normalnych rodzinach” przy okazji lokowania zniczy), czyli Jak Ty to ustawiasz?!, oraz Nawet świeczki nie potrafisz zapalić!, ale w gruncie rzeczy wszystko przebiegło bardzo pozytywnie. Dziś było chłodniej niż wczoraj, ale cały czas pogoda sprzyjała spacerom i zrobiliśmy dziś wszyscy kilometraż konkretny!

A potem się rozłączyliśmy, ja ruszyłam do Bibs. Powrót trwał długo, bo nie dość, że wybrałam komunikację miejską kursującą dziś dziwnie, to wpierw zorientowałam się, że nie dałam Lili jej rzeczy… Panna zapomniała je wczoraj zabrać z domu (cała ekipa wraca do mnie jutro) i napisała mi, że NIE przeżyje i musi to mieć… Zawróciłam, a ona samotnie ruszyła w moją drogę. Po drodze Łucja jej pisała, żeby kupiła matchę, co nie wiem czy się wydarzyło, ale gdy w końcu we dwie się spotkałyśmy wysłałyśmy na grupę foteczkę…