çaj mali

Intensywny miałam ten tydzień i kryzys przyszedł w czwartek wieczorem. Byłam przemoczona, niewyspana, głodna i zmęczona. Praca z dziećmi jest ekstremalna. Wymaga bycia pozytywnym, czujnym, uważnym, empatycznym i myślącym. To trudniejsze niż kontroler lotu, bo na dodatek pracujesz w hałasie i nie nie masz przerw. To może być bardzo satyfakcjonujące, lecz zdecydowanie nie męczą tylko własne dzieci, a moje to na dodatek jakoś mnie ładowały.

Wieczorem, po kąpieli, pomyślałam, że już po mnie. Przede mną był kolejny pełen atrakcji dzień, a w bliskiej przyszłości musiałam się jeszcze zgramolić na dół by włączyć pralkę i zmywarkę… I zeszłam i pomyślałam, że zrobię sobie gorzką i gorącą herbatę. Ale gdy woda się gotowała pomyślałam, że spróbuję coś INNEGO. I zaparzyłam sobie herbatę górską, którą przywieźliśmy z Albanii (to był taki wiecheć przewiązany sznurkiem, który pocięłam i wrzuciłam do wielkiego słoja). I pewnie, nie jest TO jakieś panaceum na wszystko, ale tak zaskoczyłam mój organizm, że rano obudziłam się ozdrowiona!

Weekend. Dziś pobiegałam, a teraz sprzątam, prasuję (bo cały tydzień tego nie robiłam) i mopuję (podłogi akurat obsychają, więc przysiadłam). Przy okazji krzyczę na dzieci, tym zarzutem typowej polskiej matki: NIKT, w TYM domu, mi nie pomaga, więc wszyscy chodzą jak w zegarku. Mieszko rozwiesił pranie, panny się nie wychylają, a na obiad pewnie wpadnie zięć.

trochę egzotyki w szare dni końca jesieni

Miałam kiedyś znajomego, który pracował w Martini (marce tego słodkiego, różnokolorowego wermutu). Wjeżdżało się na któreś tam piętro w stołecznym biurowcu, otwierały się stalowe drzwi szybkiej windy, a za nimi czekał tropik. Palmy, muzyka i opalone recepcjonistki w słomkowych kapeluszach. I dress code to były koszule w kwiaty. Inna planeta!

TAKIE same wrażenie jest gdy wchodzi się na Targi Turystyczne, bo jest to impreza, na której jestem co roku. Co roku są inne kraje i chociaż nie było tych, co to nie polowałam, bawiłam się doskonale. Przede wszystkim poznałam cudowną Jamimę, która próbowała mnie przekonać, że Uganda jest tym o czym marzę. Jest bezpiecznie, jest pyszne jedzenie i mam przyjechać i ona mi we wszystkim pomoże (mam jej wizytówkę). Równie gorąco namawiano mnie na Sri Lankę i Madagaskar. Ale żeby nie było tak idealnie, bardzo duży sektor był w tym roku w ramach turystyki medycznej i z jednej tureckiej kliniki robiącej pośladki, biegł za mną Turek, żeby mi dać namiary do nich. No cóż, muszę chyba zrobić też tyłek… Wyszłam stamtąd w doskonałym humorze, bo świat jest piękny i to jak go odbieramy zależy głównie od nas. W stercie ulotek i breloczków mam kolejną książeczkę z mapą polskich schronisk młodzieżowych, przygotowaną wycieczkę po Wietnamie, namiary na jakąś rumuńską sieć hoteli i szczegółową mapę Madagaskaru (babka z którą rozmawiałam, mówiła, żeby jechać na samo południe, bo tam są baobaby). Tu macie dość suchą roleczkę, tutaj jest filmik organizatora, na którym jestem na samym początku przez jakąś sekundę – NIŻEJ wkleiłam SCREENA tego wielkopomnego momentu (GDY zapoznaję się mapą targów), a zaraz pod nim parę od komórkowych foteczek!

  • Lila, czy masz pojęcie, że Mieszko na Ugandę powiedział NIE? Bo uważa, że tam jest niebezpiecznie?
  • Bo to Mieszko.
  • A co myślisz o tym Turku co spojrzał na mnie i uznał, że chcę zrobić pośladki? Chyba wyczuł, że to TAKI potencjał, że jest co powiększać.
  • Chyba co odsysać.
  • Na Ciebie zawsze można liczyć. Masz ochotę robić dziś Andrzejki? Obiecywałam sobie jakieś wróżby…
  • Może za rok.
  • Okej.

przysmaki z baru mlecznego

Łucja rano budzi się przede mną. Ale jak ona wstaje, to ja też się budzę. I tak było tej nocy. Po prostu wiedziałam, że już nie śpi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak z ich pokoju błysnęło krótkie niebieskie światło. „Oho, sprawdza godzinę i oświetla sobie kupkę z ubraniami. Zaczekam aż pójdzie do łazienki i będzie światło z łazienki.” Ale coś nie szła, więc zrobiłam coś czego nienawidzę, bo bolą mnie od tego oczy i „spojrzałam na komórkę w ciemnościach”. CZWARTA. I ona zasnęła, a ja już NIE. I dzieje się tak zawsze, gdy szykuje mi się gęściejszy w atrakcje dzień!

Dziś byłam na wystawie o dziejach kuchni. O street food-zie (wiecie, że on był już w średniowieczu?), o tym jak wydobywano krę z rzeki by zasilać lodem pierwsze lodówki i o tym co gospodynie trzymały w spiżarniach. Jak w wolnej kapitalistycznej Polsce zaczęły namnażać się budki z wietnamskim żarciem i dlaczego w renesansie nie jadano warzyw. O piknikach, kocykówkach i barach mlecznych.Byłam z dzieciakami ze szkoły i wystawa była na tyle super, że moje domowe smarki również muszę zabrać! Jakby nie było, wracałam do domu późno i byłam tak strasznie głodna, że w pierogarni kupiłam pierogi, żebyśmy dziś obiad zjedli w klimacie baru mlecznego!

A tu spójrzcie na ten eksponat na górze. Mały gliniany dzbanuszek na trzech nóżkach. Z dziurą na patyk. MAM TAKIE coś! To się wkłada do ogniska i tam się wytapia boczek. Och, jakie to pyszne i mam na to ochotę!

na listopadowe emocje zawsze można liczyć

Telefon mam na stałe wyciszony. Śmieszna sprawa, bo jestem z pokolenia co to kiedyś kupowało dzwonki na telefon, a teraz wszyscy mamy tylko wibracje. Ale nie ma sensu go odciszać i po prostu oddzwaniam. Tej nocy telefon na chwilę się zaświecił, ale nawet nie wykonałam ruchu w jego stronę, bo przecież noc. Za to rano kiedy chciałam sprawdzić godzinę, zobaczyłam wiadomości od Diabla, że w nocy wycięli mu wyrostek robaczkowy i przysłał mi kilka zdjęć z wenflonem.

Tyle lat po rozwodzie, a on cały czas jest mistrzem podnoszenia mi ciśnienia… A teraz opowiem Wam jak to było… W okolicach siedemnastej Diabli zaczął sprawdzać w Internecie dlaczego tak boli go brzuch. Doktor gugiel zdiagnozował wyrostek, więc Diabli wsiadł w auto i pojechał do szpitala (normalnie Rambo), gdzie diagnozę potwierdzili.

  • O Boże Łukasz. Wiesz, że TO wszystko przez te wziewne badziewie i ciągłe diety, które Ci nie są potrzebne? Do kiedy będziesz w szpitalu?
  • W piątek wychodzę.
  • A szwy? Wykorzystaj DOBRZE niemiecki system zdrowotny!
  • To była laporoskopia. Mam cztery małe dziurki w brzuchu.
  • A co mówił lekarz?
  • Schwester Eugenia coś do mnie mówiła, ale nie zrozumiałem.
  • Pewnie, że teraz czas na gastroskopię.
  • Starczy mi skopi na ten rok.

Dobrze, że wszystko się tak skończyło, jest nam ten człowiek potrzebny, jest dla nas i dla mnie ważny. Może i przeszłość taki były mąż, ale to jednak rodzina!

A tak w ogóle to miałam DZIŚ Wam opisywać jaki nam wybitny ramen wczoraj wyszedł! A tak fotkę przynajmniej wrzucę!

Jajka przepiórcze, wywar wołowy (zrobiłam go na piechotę), pieczona dynia (była w miodzie i przyprawach, więc z jednej strony się skarmelizowała), podpieczone z sosem sojowym grzyby shimeji, makaron ryżowy, szczypior (on cały czas nam rośnie w donicach przed domem) i kapusta kiszona (to zaproponowała Lilka)

dynia, jabłka, gruszki, orzechy i suszone śliwki!

Jakoś bez sensu mi ostatnio wychodzą zakupy. Ciągle odkrywam, że czegoś nie mam i w sumie to mogłam to kupić. Takich dziwnych rzeczy. Skończył się proszek do czyszczenia wanny, papiery do pieczenia (a pieczemy dużo), albo niebieskie worki na śmieci (papier). No więc co jadę, to zgarniam jakieś dziecko, albo dzieci. Umawiamy się gdzieś po drodze, albo już na miejscu w sklepie (tak jak wyżej) i razem JAKOŚ powoli uzupełniamy zapasy!

Byłam też na rynku – bardzo był napięty ten poranek, ale wszystko z grafika się zmieściło i odczulanie z Lilka się udało, a dom mam zawalony warzywkami i smakołykami z rynku! Rozpoczęliśmy też jesienno-zimową kurację tranem i witaminą D3. Tyle, że spacer z Bibs był błyskawiczny, ale to wieczorem zrobię z nią większą pętlę!

  • Łucja, kojarzysz tego blondynka z piekarni, który nie mógł się zdecydować, którą z NAS podrywa?
  • Tak. Co z nim?
  • Obraca tę brunetkę, która z nim pracuje. Dziś jak rano weszłam, było dużo chichotów na zapleczu, a potem wyszedł taki rozemłany.
  • NIE!!!!
  • Lila powiedziała TO samo!

Łatwowierność i chciwość pomimo upływu wieków wciąż pozostawały niezmienne

-„Amulet z Samarkandy” – przed wyjazdem zawaliłam się literaturą KAŻÐĄ, która cokolwiek miała wspólnego z Uzbekistanem (nawet jeśli to baśń czy fantastyka) i nadrabiam do poduszki kolejne książki!

Założyłam dziś rano rajstopki… Cudowne uczucie ciepła wokół ud i łydek! No dobra, trochę później na spacerze z Bibs, doszłam do wniosku, że dziś nie jest zimno i tak do końca to nie było potrzebne, ale umówmy się, że zaczynamy sezon na ciepełko!

Poniedziałek! Ależ to będzie tydzień! Większe urwanie głowy mają chyba tylko w Stanach, bo tam akurat w czwartek będzie Thanksgiving! To co NAS też obejmie, to Black Friday, na który nawet jeśli nie robicie zakupów warto mieć baczenie.➡️ Tego dnia, w sklepach będą tłumy. U nas nachodzi to z Andrzejkami i bardzo bym chciała w tym roku jakąś sobie wróżbę zrobić! Mam aż trzy dni poza domem (znowu), a dziś jadę na obowiązkowe zebranie do Łucji (tradycyjnie, mamy zagrożenie z matmy, z którego zakładam, że panna wyjdzie, bo ma jeszcze dwa zaległe sprawdziany, z tematów, które zna). Jutro mam odczulanie z Lilką i nie wiem jak to rozegrać, bo nie mamy szczepionki (gdyż „trawy” znowu wywiało z hurtowni). Chcę też dotrzeć na jedne targi i wymienić wianki na drzwiach (sobie i dziadkom), bo to już prawie grudzień! Gdybym także znalazła chwilę to powinnam przejrzeć fotki, bo w przyszłym tygodniu można by pomyśleć o składaniu i zamawianiu kalendarzy, które będą pod choinkę!

Książkownia, bo należy już myśleć o Mikołajkach! Córka kości będzie dla Lilki. Myślę, że to będą Igrzyska Śmierci w nieco bardziej fantastycznym wymiarze. To cały cykl i szczerze mówiąc wszystkie tegoroczne książki są takie, że ja TEŻ chcę je przeczytać. Panna dostanie też Potomków złych ludzi, czyli historię o ludziach z Sandomierszczyzny. To dzieło polskiej pisarki, którym wszyscy zachwycają. Łucja dostanie kosztowne Persepolis, bo pannę ten świat półwyspu arabskiego mocno ciekawi, a ta pozycja była głośna i kultowa. Dla niej też będzie Okrutna siostra, czyli kolejne dzieło tej samej babeczki, która napisała Córkę króla Moczarów (obie to czytałyśmy i nam się podobało, więc zakładam, że to będzie podobne w klimacie). Młody dostanie Sixteen souls, czyli jedną z wyżej ocenianych ostatnio książek dla nastolatków. W zestawie są też trzy książki, które zamawia wnukom dziadek: Mleczarz będzie dla Łucji. To mocna książka o Irlandii i przemocy, ale panna ostatnio przerabiała literaturę łagrową, więc to będzie uzupełnienie pewnej wiedzy. Lila dostanie od dziadków Dzieci ziemi i nieba czyli fantastykę przemieszaną z historią (panna nie lubi książek romantycznych i zawsze jak Łucja coś jej podetknie, to potem ze mną to omawia, że nie wie jak Łucji mogło się TO spodobać), a Mieszko Frostpunk, czyli zbiór opowiadań połączonych z jakąś istniejącą już grą. U niego czytanie idzie gorzej, ale może opowiadania to jest coś co pójdzie mu lepiej?

Chochoł

W tym biegu uciekło mi kupno kaptura ogrodniczego na moją oliwkę, która zostanie na zimę na zewnątrz. Po jesiennym przesadzaniu donica jest dość ciężka, zresztą roślinka nigdy nie lubiła tego lądowania w domu na te 3-4 miesiące. Kaptur z worków z agrowłókniny pospinanych spinaczem zmontowałam więc sama! Nie wiem czy to wystarczy, na wszelki wypadek przesunęłam ją jeszcze bliżej ściany domu i zastawiłam wiklinowym koszem, żeby nie zawiewał na nią śnieg i na wiosnę SPRAWDZĘ czy zabiegów ochronnych wystarczyło!

Zaraz będę mieć smarki i ruszamy do dziadków! Zawiozę dziś seniorom jednego audiobooka wraz z książką… Rosja od kuchni, to chyba najlepsza książką tego roku, a sam brytyjski Guardian polecił ją parę dni temu jako najlepsze czytadło końca roku! Sama wciągnęłam wersję papierową, ale dziadek jest nieczytający, więc dokupiłam audiobooka (na stronie Empiku już Black Friday). Słuchając warto jednak mieć też wersję papierową, bo np. rozdział o Stalinie jest skomplikowany i czasem dobrze jest przekartkować do tyłu, by lepiej tę sieć zależności rodzinnych zrozumieć.

Poranna, spacerowa (refleksyjna) Bibi z lekko ośnieżonym grzbietem!

Przyprawa musi płynąć

Zwycięstwo celebruje się w świetle, lecz wykuwa w ciemności

Obejrzałam wczoraj pierwszy odcinek serialowej Diuny. DOBRY. Będzie bolało to dawkowanie odcinków, jak to na HBO, ale NIE dam rady czekać kilka tygodni, żeby mieć od razu całość. Tym bardziej, że fora i internetowe teorie, już po pierwszym odcinku, inspirująco się mnożą… Mówi się, że to będzie nowa Gra o Tron i BARDZO mi się ten początek spodobał. Ach, i to ma być kilka sezonów! Obejrzę to pewnie ponownie z dziećmi (jak mi jutro wrócą) i pewnie dostrzegę wtedy jeszcze więcej szczegółów! Fabuła jest skomplikowana, oglądać trzeba uważnie i poniedziałki nabrały zupełnie nowego smaku!

W weekend wolny od atrakcji nadganiam zaległości ostatnich 10 dni. Wczoraj wieczorem nagrałam sobie głosówkę, żeby o niczym nie zapomnieć i pierwszy punkt z listy (pomijając poranne, sobotnie bieganie –btw. dziewczyny TEŻ oglądają Diunę!), czyli zapisanie Mieszka na jakiś tam wolontariat, już odfajkowane! Porozkładałam po szafkach wyprane majtki i skarpetki i chyba powinnam sobie kupić, do MOJEJ szuflady, pudełka segregujące rajstopy, skarpetki krótkie i skarpetki długie. Pochowałam także cienkie szale, a jesienne wiatrówki i kamizelki wylądowały w pralni. Na wieszakach mamy ciepłe szaliki, a przy drzwiach CIEPŁE buty. Zmieniam także pościel młodemu, więc za oknem wietrzy mi się konstrukcja z poduszek i kołdry ułożonych na suszarce!

biały piątek (sypnęło śniegiem, że hej!)

We wtorek byłam w Kutnie! Tym razem odwiedziłam z uczniami muzeum i naprawdę mi się tam podoba. W Kutnie jest Pałac Saski, który jest najlepiej zachowaną budowlą z okresu Saskiego (był tam Napoleon i bywali królowie!) i powiem Wam, że niezłe jest patrzenie na portrety i słuchanie o życiu króli, mając naszą obecną medyczną wiedzę. Na początku tego roku patrzenie na obrazy zmieniła mi histeria.sztuki, która dopatrywała się w nagich malarskich aktach różnych chorób, które dopadają kobiety przez stulecia. Tak mnie to skrzywiło, że nudne portrety i ryciny są żywą historią.

I dziś znowu jadę, choć nie tak daleko! I biało wszędzie!

  • Mieszulkis, a na co masz ochotę w weekend? Może jakieś kinko? – zapytałam Mieszka, bo ruszyliśmy wczoraj po południu na poszukiwanie kurki zimowej.
  • No nie wiem. Ostatnio ciągle byłem w kinie. I nie bardzo mi się chce.
  • A może Gladiator? Tam gra Pedro Pasqual!
  • Tata już chciał z nami na to iść, bo on przyjeżdża na weekend. I pytał się nawet co myślę o cesarstwie rzymskim.
  • Zadał Ci TO pytanie??? 😀

inwazja, a właściwie jej zapowiedź (śniegu i świątecznej aury)

Wczoraj Diabli przysłał filmik, jak tam u nich, w zachodnich landach sypnęło śniegiem… Obejrzałam i wracając z nocnego spaceru z Bibs, podniosłam w aucie wycieraczki! Jak z każdej strony idzie ta zima, to chyba znaczy, że dojdzie? SŁUSZNIE, bo chociaż najbardziej bałam się oblodzenia, to jak mnie tak przypruszyło śnieżkiem w nocy to chwilę rano z odśnieżaniem walczyłam! No i poranny Mieszko mruknął, KIEDY on dostanie kurtkę zimową i ocknęłam się, że obiecywałam mu na black friday, ale to dopiero za tydzień, a nie JUTRO! Wariant załóż pod spód sweter za bardzo nie przejdzie, bo rękawki są za krótkie…

Natomiast gdy wyrwałam się na szybkie zakupy spożywcze, uderzyła mnie świąteczna aura w sklepie. Lada moment Mikołajki! Z pannami jakby łatwiej, ale dla Mieszka wymyśliłam piżamki! To co ma, to jakaś całkowita katastrofa, wybiera się w końcu do sanatorium i strój nocny powinien mieć.

Jechałam rano, w tym okienku co to je miałam, na zakupy. Osiedlem szła sąsiadka ze swoją czwórką dzieci. Takiego strasznego drobiazgu. Zatrzymałam się przy niej i przez okno mówię:

  • Nigdy tak na siebie nie patrzyłam, jak szłam z trójką, ale wiesz, że jesteś bohaterką?
  • Dzisiaj rano się popłakałam. Myślałam, że nie dam rady.
  • Będzie łatwiej!

I taki mam listopadowy apel, żebyśmy o te mamy małych dzieci dbali, bo to jest taka robota, że trudno sobie wyobrazić!