punch

  • Mamusiu, a dziś Cię boli? – zapytało moje najstarsze EMPATYCZNE dziecko.
  • Nie. Chociaż w sumie tak…Tak trochę. Jakby ktoś mi wczoraj z piąchy przyłożył.
  • A przyłożył Ci kiedyś ktoś?
  • Nie. Ale tak to sobie wyobrażam 🙂

Jedna z porannych awantur z Lilką, w tym tygodniu, dotyczyła komórki. Bo ona ciągle nie ma Internetu i wciąż musi prosić nauczycielkę o net (gdy robią coś na jakichś aplikacjach), bo jej się akurat skończył. „A wszyscy w klasie mają telefony na abonament!!!”. No więc wybuchłam, że DLACZEGO mi nie przypomniała! Było mówione, że od 16-go roku życia przechodzą na abonament – bo wcześniej mają pre-paidy, na których rzeczywiście na okrągło nie mają środków. Zbiegło to się w czasie z telefonem od mojego operatora telefonicznego, zapadła więc szybka decyzja, w piątek dotarł do nas kurier, a po 24 godzinach, czyli WCZORAJ, numer Lilki został podpięty do sieci z abonamentem. I JUŻ działa! W ten sposób obie panny mają w tym momencie telefony w takim formacie, że zawsze i zewsząd mogą wykonać do mnie połączenie, lecz co za tym idzie, muszą też już obie uważać w strefach przygranicznych oraz pilnować by nie przekroczyć abonamentowego pakietu z netem.

Na niedzielny obiad tradycyjnie dotarliśmy do dziadków! Zawieźliśmy im nasze ciasto z rabarbarem, które nie wygląda efektownie, ale bardzo nam smakuje. Robię je razem z Lilką, która pilnuje bym nie rozpędziła się z wodą różaną, którą bardzo w ciastach lubię! Ciasto za każdym razem wychodzi trochę inne (czasem mieszamy mąki i dodajemy jeszcze kukurydzianą i kokosową/ bywa, że jako tłuszcz wjeżdża masło i biała czekolada/albo, że dodaję adwokatu lub likieru pomarańczowego) – bo przepis jest zmienny, ale efekt zawsze świetny!

Dodaj komentarz