
Chwilę przed Wielkanocą ja oczywiście SIĘ przeziębiłam. Winna jest za CIEPŁA kołdra, bo kilka nocy pod rząd budziłam się mokra. Piecyki już w całym domu wyłączone, ale taki puch to grzeje, że hej. Wczoraj więc wymieniłam sobie pościel na letnią! Pomińmy to, że pies, który sypia na dole od razu przylazł na górę i zwalił się na środek, bo to nieważne… Spało się LEPIEJ i całą noc przespałam! Dziś zmieniam również dzieciom, a ponieważ mam luźniejszy dzień zabrałam młodszą część (Łucja ustawiła się z jakąś „zaniedbaną” koleżanką na lunch) na zakupy. Mieszko w środę wrócił ze szkoły w krótkich spodenkach (nałożył wuefowe) i ma je do POŁOWY uda. Pojechaliśmy więc kupić mu ze 3 pary nowych, przy okazji Lilka chciała spodnie dresowe, a ja dobrałam trzy koszulki z dekoltem w serek, bo LUBIĘ. Wyszła z tego duża wyprawa, bo przy takim hurcie chcieliśmy dotrzeć gdzieś gdzie to trochę mniej kosztuje, ale teraz już jesteśmy i myślę, że powinnam trochę DOM ogarnąć…
<>
- Lil, widziałaś ten filmik Nakarmionej Stareckiej z Tokio?
- Wysłałaś mi. Fajnie.
- Nie uważasz, że to, że tak po człowieku widać, że czymś jest zakręcony, to jest cecha rasy białej? Że w kulturze azjatyckiej nie ma takiego epatowania emocjami?
- Nie uważam. Wystarczy popatrzeć jak wyglądają Azjaci, którzy robią sobie zdjęcia pod Pałacem Kultury. Po prostu na wakacjach jest się bardziej shameless. Japończycy, którzy przechodzą obok pleneru z sypiącą wiśnią widzą ją codziennie.
