donica

Dzieciaki już od dziś mają wolne i panny ustawiły się z babcią na zakupy. Urodzinowe Lilki i cykliczną/doroczną inaugurację kolekcji wiosennych! Nie do końca nam to wyszło, bo Łucja nocowała u Matiego i rano nie zdążyła wrócić. Ściemniliśmy więc babci, że panna umówiła się z nim na śniadanie na mieście, BO on jutro na całe święta wyjeżdża (rzeczywiście tak jest) i chcieli się spotkać. Babcia była niepocieszona, więc na spotkanie zabrałam jeszcze Mieszka. Wyprawa zakupowo udała się średnio, bo pannie L trudno jest cokolwiek kupić, LECZ bardzo fajnie to sobie wykombinowałam, bo ich zawiozłam, rozsiadłam się w przestrzeni cooworkingowej (baa, nawet na chwilę zamknęłam sie boxie akustycznym, bo akurat miałam egzamin) i po prostu razem z nimi po tych dwóch godzinach wróciłam! Nie było więc problemu, że albo jeżdżę w te i wewtę, albo Lutka musi ich przywieźć, bo wszystko ładnie sie dopasowało. Zresztą pokazałam potem Lutce miejsce gdzie siedziałam, że tak wygląda współczesny model pracy. Idzie się do kawiarni po napój, tu można pogadać, a tu się pracuje. Więcej takich miejsc, bo są fajne!

W donicy przed domem zasadziłam narcyzy. Chciałam tradycyjnie cebulę, ale nie było! Więc kupiłam narcyzy, wywaliłam wrzosy i kapusty i przed domem mamy JUŻ wiosnę! Wyniosłam na dwór drzewko oliwkowe i w kolejnych latach nie planuję go już przezimowywać w domu. Byłam również wczoraj z M u dentysty, ubytków rzeczywiście nie ma, mleczaków już też nie, za to przydałby mu się aparat na zęby, żeby trochę wyciągnąć do przodu dolną szczękę (może w PRZYSZŁYM roku).