Chciało mi się na jakąś przyrodę pojechać… Patrzyliśmy na prognozy, kiedy to nie będzie padać i znaleźliśmy takie okienko w zielonym miejscu. Daleko, bo aż w Górach Świętokrzyskich, ale towarzystwo ochoczo przytaknęło, dołączył do nas Mati i pojechaliśmy! Te atrakcje w północnej części regionu jeszcze nie są takie bardzo górzyste: skałki porozrzucane po pięknych lasach i dużo ciszy. Zajrzeliśmy przy okazji do dębu Bartek, bo był tuż obok i sezon na wiosenne wycieczki w zielone uważam za otwarty! Btw. dąb jak to on. Suchy, popodpierany, ale życie na nim kwitnie. Przyczajają się na nim huby, ptaki szukają miejsca na gniazda! Tu roleczka, a niżej kilka fotek:
















<><>
- Ej, a co pamiętacie z ostatniej wizyty tutaj? To było z 10 lat temu – [teraz jak sprawdziłam to prawie 11]
- To było wtedy kiedy Mieszko rozwalił sobie głowę?
- Tak, Łucja. Mieszkaliśmy w schronisku i on skakał z łóżka na łóżko…
- Skakał z Lilką, bo ja z Tobą nosiłam bagaże i wpadł na kaloryfer.
- Dokładnie. I jechaliśmy do Kielc na szycie tej głowy jakąś dziwną trasą, po ciemku i jeszcze nie byłaś moim nawigatorem.
- Czy to TO miejsce z okien którego było widać górę?
- Tak, Lila. Poszliśmy wtedy też na Łysą Górę.
- Pamiętam, że z okna schroniska było widać Dino.
- Mamo, a zajrzymy do Dino? Bo tam są lody lauda.
- NIE, MIESZKO. Ty w kółko o jedzeniu!
