biorytm tam gdzie był wcześniej

Gdzieś po drodze, w tym tygodniu, minęła rocznica mojej pracy. Nieźle. Chyba nigdy tyle w jednym miejscu nie pracowałam, a co więcej chętnie chwilę jeszcze w niej pobędę. Dużo rzeczy nie wiem. Nie wiem czy będę miała pracę na wakacje, a jeżeli tak, to czy będę mogła wziąć urlop. Obecne nasze plany na lato są więc bardzo płynne i jedyny zaklepany element to wakacje dzieci z Diablim. Poza tym w poniedziałek ma być jakaś rewolucja w zadaniach i kompetencjach, więc może będę psioczyć, ale na razie jestem zachwycona. Jest różnorodnie, przyjaźnie i ciekawie. Nie wyobrażam sobie, że można mieć lepszą robotę. Mam ogromną elastyczność i to, że daję radę z wszystkimi zaległymi sprawami medycznymi to opcja niezwykła. Btw. Z miesiąc temu zorientowałam się, że nie boli mnie szyja! Miałam tak ze dwa lata, że nie mogłam się ruszyć. Co gwałtownie się obróciłam, to tak mnie ściągało, że aż się zwijałam. Gdzieś po drodze dowiedziałam się, że to nerwy i spięcie, no ale co mi było po tej wiedzy? A tu, tymczasem, jakoś tak się życiowo rozluźniłam, że przestało boleć. Poza tym wyszłam z dołka kreatywności i widzę różne możliwości, i to też jest stan w którym czuję się bardzo bezpiecznie. No dobra, kasa cały czas poniżej średniej krajowej, ALE w edukacji nigdy nie płacono dobrze, a tym razem mogąc przesuwać mój dzień, mam przynajmniej przestrzeń by myśleć co tu jeszcze mogłabym zrobić.

Piątek. Mamy plany na weekend! Nie jakieś wielkie, ale bardzo się na nie cieszę. Chcemy sobie zrobić jednodniową wycieczkę i nie wiadomo było czy nam się uda, bo u Łucji w szkole są Dni Otwarte i trzecie klasy zajmują się oprowadzaniem przyszłych kandydatów. Niemniej jednak za taką aktywność są punkty i dużo osób chciało je zdobyć. Panna ich nie potrzebuje, gdyż nie ma punktów ujemnych, czyli mam ją dla NAS!