Kaczy żer

Czy wiecie, że zwykła sałatka jarzynowa ma różne nazwy w zależności od regionu Polski? Podobno na Mazurach nazywają ja „kaczy żer”, bo co by do niej nie wrzucić to smakuje dobrze! My z Lutką uważamy, że musi być jabłko, ale NIE należy dawać cebulki, bo smak wtedy robi się za ostry 😉 Co dom, to przepis inny, ale jak widać nazwy RÓWNIEŻ mogą być różne.

Za nami śniadanie z dziadkami, teraz dzieci są z Diablim i coraz to liczniejszym kuzynostwem (dochodzą nowe gałęzie z dziećmi i jak dostałam fotkę z spaceru to ekipa jest świetna) i wracają do mnie jutro rano! Potem jedziemy oblać dziadków, a na wtorek dzieci znowu lądują z ojcem. Ja we wtorek już mam robotę więc jest mi to na rękę!

A pierwsza tura dobrze. Pogadaliśmy o edukacji i o tym czy jest jakiś model, który byłby idealny. Zeszło nam na wojnę i doszliśmy do wniosku, że powojenne pokolenie wojnę pamiętało. Nawet jeśli, tak jak dziadkowie, urodziło się po, to w lasach były niewypały, a wspomnienia rodziców i starszych przyjaciół były świeże. Nasze pokolenie było karmione Klossem i „4 pancernymi” i z tam patykiem bawiąc się z partyzantów też temat znaliśmy. Za to obecne pokolenie, które jest zastroskane ekologią i kondycją świata, do wojny się nie nadaje. Dziadek się martwił tym, że Mieszko nie jest sportowcem, ale w ich pokoleniu sporty zespołowe są wypierane (to co robił Diabli czy mój brat, czyli ustawki żeby sobie pograć w koszykówkę zniknęło). Za to masowo chodzą na siłownie i każdy byt jest odłączony od innych. Jak tańczą to chętnie znikają w słuchawkach na Silent Disco, rozmawiają przez komunikatory i nie mają problemu by sami pójść do kina czy knajpy. Oni są inni niż wszystkie wcześniejsze pokolenia i nie fair jest wciąganie ich w dramaty wcześniejszych epok. To wcale nie znaczy, że stworzą coś lepszego, ale na pewno będzie to inne niż to co jest teraz.

Fotki dzień I. Tematem przewodnim było założenie psu króliczych uszu.

Naplotkowała sosna, że już się zbliża wiosna…

-Tuwim, „Wiosna”

Mam na tych sobotnich biegowych porankach znajomą z psem. Właściwie to wszystkie są z psem, ale jej pies jest psem trudnym. Biega w kagańcu, szelkach i jest do właścicielki przypięty kilkupunktowym pasem. Zresztą bardzo się z tym psem lubię, bo on taki podobny do Bibki, tyle że szczuplutki. Pobiegałyśmy i zaczęłyśmy gadać. O ciastach na świętach, o nadchodzących wyborach i cenach na rynku. I podjechał koleś na parking, przy którym stałyśmy. Zwyczajny koleś. Lat ze 35-38, z lekkim brzuchem, z gołymi łydkami, brodą i w sumie to taki dość pozytywny. Wyszedł z auta, poszedł kawałek ścieżką biegową, wrócił, wyjął torbę z auta i poszedł do pobliskiego hotelu. Bibi cały czas za nim łaziła i nawet miałam ochotę krzyknąć do niego: Proszę jej tak nie ignorować!, ale pojawił się temat gołębi (bo przyuważyłam jeden pustostan, gdzie gołębie mieszkają jak pszczoły w ulu) i odwróciło to moją uwagę. Potem znów gadałyśmy i parę minut później przyjechał kolejny gość. Tym razem auto aż się trzęsło od basów z radia, a tylną szybę ozdabiały szaliki klubów sportowych. Wyszedł pokrzywiony facet, trzasnął drzwiami i od razu zapalił papierosa… Bibi była gdzieś w innym końcu parkingu i nowy przybysz ją w ogóle nie zainteresował, za to ten pies mojej znajomej rzucił się na niego. Tyle, że był przypięty tymi różnymi pasami i ona go utrzymała. Jak typ odszedł mówię do niej:

  • Niezła jesteś. Od początku wiedziałaś, że na niego skoczy!
  • A widziałaś jak gość wyglądał? Tamten porzedni w ogóle go nie zainteresował.
  • Dokładnie tak! Ciekawe dlaczego?
  • Tamten był normalny. A z tym jest coś nie tak. Zobacz jak on idzie – i kiwnęła mi na sylwetkę znikająca gdzieś tam za zakrętem.

Jechałam później do domu i o tym myślałam. Praca nauczyciela narzuca Ci potrzebę walki ze streotypami. Jak coś Ci się nie podoba to zwalcz to. To tylko szablon i schemat, który masz w głowie. Wszyscy powinni być postrzegani jednakowo. A to jednak pułapka, bo ignorujesz coś co czujesz i coś co może Ci się przydać. Intuicja i przeczucia są bardzo ważne!

Na tegoroczną Wielkanoc 🐣 życzę Wam, żebyście postawili na intuicję 🌸 Na spontaniczność, emocje, wrażenia i smaki. Ktoś zaproponuje Wam serniczek, a Wam na języku rozłoży się smak na śledzia- Go for it! Jeśli nie macie ochoty kogoś odwiedzać, odpuście sobie. Jeśli czujecie, że nic nie wzbogaci tak sałatki jarzynowej jak jabłko, albo nawet gruszka, wrzućcie ją tam. Jeśli pomimo ciepłej pogody (ależ upały nas w tym roku dopadły!) nie zachce się Wam spaceru, otwórzcie szeroko okna i gapcie się w niebo.

i jeszcze do sklepu muszę zajrzeć po jakieś czekoladowe jajka!

Chwilę przed Wielkanocą ja oczywiście SIĘ przeziębiłam. Winna jest za CIEPŁA kołdra, bo kilka nocy pod rząd budziłam się mokra. Piecyki już w całym domu wyłączone, ale taki puch to grzeje, że hej. Wczoraj więc wymieniłam sobie pościel na letnią! Pomińmy to, że pies, który sypia na dole od razu przylazł na górę i zwalił się na środek, bo to nieważne… Spało się LEPIEJ i całą noc przespałam! Dziś zmieniam również dzieciom, a ponieważ mam luźniejszy dzień zabrałam młodszą część (Łucja ustawiła się z jakąś „zaniedbaną” koleżanką na lunch) na zakupy. Mieszko w środę wrócił ze szkoły w krótkich spodenkach (nałożył wuefowe) i ma je do POŁOWY uda. Pojechaliśmy więc kupić mu ze 3 pary nowych, przy okazji Lilka chciała spodnie dresowe, a ja dobrałam trzy koszulki z dekoltem w serek, bo LUBIĘ. Wyszła z tego duża wyprawa, bo przy takim hurcie chcieliśmy dotrzeć gdzieś gdzie to trochę mniej kosztuje, ale teraz już jesteśmy i myślę, że powinnam trochę DOM ogarnąć…

  • Lil, widziałaś ten filmik Nakarmionej Stareckiej z Tokio?
  • Wysłałaś mi. Fajnie.
  • Nie uważasz, że to, że tak po człowieku widać, że czymś jest zakręcony, to jest cecha rasy białej? Że w kulturze azjatyckiej nie ma takiego epatowania emocjami?
  • Nie uważam. Wystarczy popatrzeć jak wyglądają Azjaci, którzy robią sobie zdjęcia pod Pałacem Kultury. Po prostu na wakacjach jest się bardziej shameless. Japończycy, którzy przechodzą obok pleneru z sypiącą wiśnią widzą ją codziennie.

donica

Dzieciaki już od dziś mają wolne i panny ustawiły się z babcią na zakupy. Urodzinowe Lilki i cykliczną/doroczną inaugurację kolekcji wiosennych! Nie do końca nam to wyszło, bo Łucja nocowała u Matiego i rano nie zdążyła wrócić. Ściemniliśmy więc babci, że panna umówiła się z nim na śniadanie na mieście, BO on jutro na całe święta wyjeżdża (rzeczywiście tak jest) i chcieli się spotkać. Babcia była niepocieszona, więc na spotkanie zabrałam jeszcze Mieszka. Wyprawa zakupowo udała się średnio, bo pannie L trudno jest cokolwiek kupić, LECZ bardzo fajnie to sobie wykombinowałam, bo ich zawiozłam, rozsiadłam się w przestrzeni cooworkingowej (baa, nawet na chwilę zamknęłam sie boxie akustycznym, bo akurat miałam egzamin) i po prostu razem z nimi po tych dwóch godzinach wróciłam! Nie było więc problemu, że albo jeżdżę w te i wewtę, albo Lutka musi ich przywieźć, bo wszystko ładnie sie dopasowało. Zresztą pokazałam potem Lutce miejsce gdzie siedziałam, że tak wygląda współczesny model pracy. Idzie się do kawiarni po napój, tu można pogadać, a tu się pracuje. Więcej takich miejsc, bo są fajne!

W donicy przed domem zasadziłam narcyzy. Chciałam tradycyjnie cebulę, ale nie było! Więc kupiłam narcyzy, wywaliłam wrzosy i kapusty i przed domem mamy JUŻ wiosnę! Wyniosłam na dwór drzewko oliwkowe i w kolejnych latach nie planuję go już przezimowywać w domu. Byłam również wczoraj z M u dentysty, ubytków rzeczywiście nie ma, mleczaków już też nie, za to przydałby mu się aparat na zęby, żeby trochę wyciągnąć do przodu dolną szczękę (może w PRZYSZŁYM roku).

Elektryzujacy marzec

Dobrze wiecie jak wygląda home office, bo wczyscy przechodziliśmy pandemię. Coś tam robisz w kompie, potem wstajesz, idziesz zrobić sobie herbatę, po drodze załadujesz połowę zmywarki albo wytrzesz blaty w kuchni. Potem wracasz do kompa, włączasz jakąś randomową stronę (z kosmetykami, z wakacjami, ubraniamia, pocztą, social mediami), potem chwilę popracujesz, a potem robisz wszystko od nowa.

Mieliśmy w kuchni taki kącik z urządzeniami, które używane są często. Toster, blender, gofrownica i spieniacz do matchy (fakt, nie używany chyba od roku). Dwa kontakty i sporo kabli. Co ktoś podchodził uruchamiał to co potrzebuje i wyłączał z kontaktu. I wściekałam się, bo raz po raz tą gofrownicą przypiekał się jakiś kabel, najczęściej od blendera. I wczoraj, w tym okienku kreatywnego-równoległego ogarniania domu, kiedy chwilę wcześniej czyściłam blaty w kuchni, zabrałam się za miksowanie kolejnej porcji masła z czosnkiem niedźwiedzim. TYM blenderem z uszkodzonym kablem, leżącym chwilę wcześniej na mokrym blacie… Domyślacie się co się stało? Dokładnie! TAK mi wywaliło korki, że z kontaktu poszedł dym… Buf. Wyszarpałam wtyczkę i poszłam włączyć korki. Wywaliło mały bezpiecznik od TEGO kontaktu, wywaliło wszystkie domowe bezpieczniki i wywaliło korki zewnętrzne. Włączyłam wszystkie TRZY i otworzyłam laptopa, żeby zamówić nowy blender, bo przecież muszę mieć na święta! I A TAM nie działał Internet… Światła? Nie działają… Terma? Nie działa. Kuchenka? Miga, czyli działa… W części domu prąd był, ale wyglądało na to, że odcięło całą fazę. GRUBO. Spaliłam instalację?? Strach i rozpacz… Zadzwoniłam więc do elektrowni (w międzyczasie przyszły kidoski na korki i siedziały nabzdyczone, że lekcja będzie nie multimedialna, a tradycyjna z podręcznikiem) i zamówiłam ekipę. Poiformowano mnie, że jeśli sieć zewnętrzna to naprawią, ale jeżeli wewnętrzna to nie i że wtedy mogę być obciążona kosztami wezwania oraz, że czas dotarcia to do 5h… Byli po dwóch godzinach… Co Pani robiła? No nic. Była włączona zmywarka, może pstryknęłam światłem w łazience, albo uruchomił się jakiś piecyk? Chodzili, sprawdzali, korki dobrze, ale dlaczego nie ma fazy… Ach, ktoś źle opisał korki na osiedlu i w moich rzeczywiście poszedł bezpiecznik. Wyminienili i DZIAŁA! Ależ wspaniale! Podziękowałam, powiedziałam, że są jak strażacy i pewnie wszyscy się cieszą na ich widok, więc taka radość klienta to dla nich stan codzienny, ale powiedzieli, że jeżdżą głównie na odłączenia prądu i ludzie są bardzo wtedy niemili.

Zabroniłam więc dzieciom KORZYSTAĆ z tego kontaktu z dymem (Mieszko kazał nakleić tam naklejke z Picatchu, żeby nie zapomniał), gorfownica będzie używana w INNYM miejscu, a nowy blender już zamówiłam!

Z cyklu DO domu, na marzec, jest więc blender, który będzie do odbioru w sklepie mam nadzieję wkrótce oraz pościel! Pościel mamy ze szwedzkiego sklepu, w którym byliśmy w piątek. Pościel nie była nam potrzebna, ale mieliśmy voucher, który chcieliśmy zrealizować, a przy okazji zjedliśmy tam obiad. Śmieszna była z tym historia, którą dla rozładowania tej elektryzującej opowieści Wam przytoczę!

  • Ojej zobaczcie jaka niezła akcja – powiedziałam do dzieci – Wszystkie podstawowe zestawy obiadowe są -50%.
  • Pewnie dlatego tyle ludzi…
  • Dokładnie tak, Lila! Co kto chce? Wszyscy klopsiki, a Łucja klopsiki wegańskie?
  • Roślinne.
  • Mamo, a mogę dostać nie 8, a 12 klopsików?
  • Mieszula, ale to się NIE opłaca, bo tylko zestawy podstawowe są na promce. Ale możemy wziąć 4 zestawy podstawowe i się nimi na naszą trójkę podzielimy. Rozumiesz?
  • Nie.
  • Zamiast trzech, weźmiemy cztery i się nimi podzielimy. Lila, Ty rozumiesz?
  • Oczywiście.
  • Przemyśl to Mieszulkis, to logiczne.

I wzięłam 4 podstawowe z mięsnymi klopsikami i jeden z roślinnymi i stanęliśmy do zatłoczonej kasy. I gdy nadeszła pora płacenia, odsunęliśmy się od wózków, żeby babka na kasie zobaczyła co wybraliśmy, a wtedy Mieszko wykrzyknął:

  • O, nie! Matko, wzięliśmy pięć zestawów!
  • Tak ma być.
  • DLACZEGO?

I w tym momencie Lila nie wytrzymała i powiedziała:

  • G-wno

Bo panna czasem bywa wulgarna, ale gość który stał za nami i cały czas słuchał o czym rozmawiamy zaczął się głośno śmiać 😀

głową już przy wyborach

  • Pozwolę się wręczyć Pani moją ulotkę, bo widzę, że Pani też z pieskiem- powiedział gość z jeepa, jadący po mojej ulicy. Ja szłam z Bibsem, w ubłoconych kaloszach na jeszcze bardziej ubłocone pola, a on z okna wręczył mi swoją ulotkę, na której pozuje z uroczym kundelkiem.
  • O dziękuję! Partia się zgadza… W sumie nie zapoznałam się jeszcze z kandydatami… Na ile my osób głosujemy? Jedną? Dwie?
  • To ja Pani wytłumaczę- gość zjechał na pobocze, wysiadł, wyszedł do mnie i zaczął mi wyłuszczać – Jednego kandytata skreśla Pani z listy, którą ja nazywam „najbliżej skóry”, czyli do rady gminy…
  • Aaa, to myślałam o mojej sąsiadce.
  • Drugiego, do Rady Powiatu.
  • To np. Pana?
  • Tak, ale niekoniecznie, chociaż namawiam. Trzeci krzyżyk jest na prezydenta, wójta lub burmistrza.
  • A kto w tym roku kandyduje, gdybym nie chciała na TĘ osobę, która była wcześniej?
  • Jest TA osoba, jest jedna osoba polityczna i jest taka młoda dziewczyna..
  • Wiem! Taka z ciemnymi prostymi włosami?
  • Tak.
  • Ona mi się podoba.
  • Dużo chce zrobić i ma doświaczenie w samorządach. A ostatni głos oddaje Pani do sejmiku wojewódzkiego.

Podobają mi się wybory samorządowe. Podoba mi się, że samorządowcy są tacy aktywni i pełni pomysłów na nasze najbliższe otoczenie. Mam więc już kandydatów do trzech pierwszych rubryk, a ten ostatni może mi się jakoś nawinie?

Poza tym wtorek. Jestem świeżo po bitwie z Lilianą, która rano doszła do wniosku (właśnie kiedy byłam na spacerze z Bibs), że ona jednak NIE idzie dziś do szkoły, bo niezbyt dobrze wygląda. I że nienawidzi TAM chodzić. Nie poszła na dwie pierwsze lekcje, ale w końcu ja wywiozłam na przystanek. Mam do zrobienia kilka telefonów i rozmów, a ona podsłuchuje. Marzy mi się box akustyczny, gdzie będę mogła się wyłączyć w takich momentach, ale narazie powiedziłałam, że ma iść. Są sytuacje, kiedy może nie iść, ale powód, który podała, to zły powód. Jutro było by jeszcze gorzej, bo doszedł by wątek, że ona nie wie co oni robili i lepiej pójdzie po świętach… Miałam więc plan, że pojadę do piekarni i może do sklepu, ale w sytuacji takiego czasowego poślizgu, wróciłam prosto do domu, bo niewiadomo czy ona za chwilę jednak nie przyjdzie i wtedy NIC nie zrobię!

Kartki! Zrobione w weekend – wysłane wczoraj!

ostatnia prosta przed Wielkanocą!

Zabrałam się za jakąś czasochłonną prezentację (królowa prezentacji – Łucja- poleciła mi rewelacyjne slideGO) i odkryłam, że skasowałam folder ze wszystkimi zdjęciami z 2023… Na szczęście miałam fazę na robienie kopii zapasowych i na przenośnym dysku mam fotki do września, a pozostałe są jeszcze na kartach pamięci. Pewnie dobrze by je ponownie przejrzeć, żeby z 900 fotek z Rzymu znów zrobiło się sto, ale i tak ulga wielka, że gdzieś to jest. Uff, uff, uff. Poza tym nasilają się bitwy samorządowe, baa, okazało się, że mój dyrektor z poprzedniej szkoły kandyduje i nie ma opcji, bym na niego zagłosowała- chociażby dlatego, że głosuję na sąsiadkę!

Nie udało mi sie wykonać TRZECH ważnych telefonów, więc TO zrobię jutro. Z Mieszkiem w tym tygodniu mam przegląd dentystyczny (w sumie to chcę sie upewnić, bo na scallingu mówili, że zdrowe ma zęby) i ściąganie osadu u Lilki. Towarzystwo ma szkołę do czwartku i wtedy się ustawili z babcią na zakupy. Jeśli chodzi o przygotowania do świąt to zlikwidowałam pajęczyny na suficie! Ciast nie piekę, chociaż pewnie wege pasztet zrobię. W całym domu mam za to już króliecze dekoracje! Bonusowo marzy mi się myjnia dla mojego autka! Jest w nim nowa maskotka – kotek z Wilna, który już polubia się z pieskiem z Hamburga!

Tryptyk z marzeniem

Pojechaliśmy z torcikiem do dziadków, zjedliśmy pyszny obiad, a świeczki zostały zdmuchnięte po raz pierwszy! ALE zanim tam dotarliśmy był foch, że włosy NIE tak się ułożyły i może jedźmy sami (bez NIEJ) i zjedzmy ten obiad w JEJ intencji. I to siłowanie się, i krzyki trwały dwie i pół godziny. W końcu panna dała się namówić i wsiedliśmy do auta. Torcik o kuszącej nazwie Malinowa Chrupka smakował głównie dzieciom, ale przecież o to chodzi! Poza tym pogadałam z dziadkami o tym jak kiedyś wypoczywano, bo wałkowaliśmy to wczoraj po drodze. Pytały się mnie dzieci, gdzie JA jeździłam z rodzicami jak byliśmy MALI i prawda jest taka, że ten PRL, którym tyle osób się zachłystuje to był beznadziejny. Rodzice pracowali przez sześć dni w tygodniu, a my przez te sześć dni chodziliśmy do przedszkola. Niedziela była dniem prania i sprzątania. Wakacji też było mniej i wszystkie nasze wyjazdy dziś Krzycho wymienił. W tym roku byliśmy w Iwoniczu, w tym roku pojechaliśmy pod namiot do Ulanowa, ale wróciliśmy po jednym dniu, a jednej zimy pojechaliśmy na narty. Pewnego razu byliśmy też na jakiś wczasach pracowniczych w Krynicy – btw. tamten wyjazd zapamiętałam, bo dorośli grali w brydża, a dzieci biegały samopas po ośrodku i pamiętam, że schowałam się za firankę, bo jeden duży chłopak chciał mnie zbić i ja tą chwilę lęku zapamiętałam. Z całą pewnością, NIE było tak, że jednego lata i połaziło się po Bieszczadach i zajrzało do Pacanowa i posiedziało u dziadków. U babci za to spędzaliśmy praktycznie całe lato do momentu kiedy „dorośliśmy” i rozpoczęły się wyjazdy kolonijne. Dziadek się oburzył, że to wcale nie było mało, ale to nie zarzut, lecz refleksja, że model relacji z rodziną oraz urlopu był inny. Być może teraz przeginamy w drugą stronę, być może tworzymy za miękkie społeczeństwo, ale to dobre, że kolejne pokolenia chcą dbać o swój life-work-balance i będą aktywności wypoczynkowo-relaksacyjnych pilnować!

Z odwiedzinami u Bartka

Chciało mi się na jakąś przyrodę pojechać… Patrzyliśmy na prognozy, kiedy to nie będzie padać i znaleźliśmy takie okienko w zielonym miejscu. Daleko, bo aż w Górach Świętokrzyskich, ale towarzystwo ochoczo przytaknęło, dołączył do nas Mati i pojechaliśmy! Te atrakcje w północnej części regionu jeszcze nie są takie bardzo górzyste: skałki porozrzucane po pięknych lasach i dużo ciszy. Zajrzeliśmy przy okazji do dębu Bartek, bo był tuż obok i sezon na wiosenne wycieczki w zielone uważam za otwarty! Btw. dąb jak to on. Suchy, popodpierany, ale życie na nim kwitnie. Przyczajają się na nim huby, ptaki szukają miejsca na gniazda! Tu roleczka, a niżej kilka fotek:

  • Ej, a co pamiętacie z ostatniej wizyty tutaj? To było z 10 lat temu – [teraz jak sprawdziłam to prawie 11]
  • To było wtedy kiedy Mieszko rozwalił sobie głowę?
  • Tak, Łucja. Mieszkaliśmy w schronisku i on skakał z łóżka na łóżko…
  • Skakał z Lilką, bo ja z Tobą nosiłam bagaże i wpadł na kaloryfer.
  • Dokładnie. I jechaliśmy do Kielc na szycie tej głowy jakąś dziwną trasą, po ciemku i jeszcze nie byłaś moim nawigatorem.
  • Czy to TO miejsce z okien którego było widać górę?
  • Tak, Lila. Poszliśmy wtedy też na Łysą Górę.
  • Pamiętam, że z okna schroniska było widać Dino.
  • Mamo, a zajrzymy do Dino? Bo tam są lody lauda.
  • NIE, MIESZKO. Ty w kółko o jedzeniu!

biorytm tam gdzie był wcześniej

Gdzieś po drodze, w tym tygodniu, minęła rocznica mojej pracy. Nieźle. Chyba nigdy tyle w jednym miejscu nie pracowałam, a co więcej chętnie chwilę jeszcze w niej pobędę. Dużo rzeczy nie wiem. Nie wiem czy będę miała pracę na wakacje, a jeżeli tak, to czy będę mogła wziąć urlop. Obecne nasze plany na lato są więc bardzo płynne i jedyny zaklepany element to wakacje dzieci z Diablim. Poza tym w poniedziałek ma być jakaś rewolucja w zadaniach i kompetencjach, więc może będę psioczyć, ale na razie jestem zachwycona. Jest różnorodnie, przyjaźnie i ciekawie. Nie wyobrażam sobie, że można mieć lepszą robotę. Mam ogromną elastyczność i to, że daję radę z wszystkimi zaległymi sprawami medycznymi to opcja niezwykła. Btw. Z miesiąc temu zorientowałam się, że nie boli mnie szyja! Miałam tak ze dwa lata, że nie mogłam się ruszyć. Co gwałtownie się obróciłam, to tak mnie ściągało, że aż się zwijałam. Gdzieś po drodze dowiedziałam się, że to nerwy i spięcie, no ale co mi było po tej wiedzy? A tu, tymczasem, jakoś tak się życiowo rozluźniłam, że przestało boleć. Poza tym wyszłam z dołka kreatywności i widzę różne możliwości, i to też jest stan w którym czuję się bardzo bezpiecznie. No dobra, kasa cały czas poniżej średniej krajowej, ALE w edukacji nigdy nie płacono dobrze, a tym razem mogąc przesuwać mój dzień, mam przynajmniej przestrzeń by myśleć co tu jeszcze mogłabym zrobić.

Piątek. Mamy plany na weekend! Nie jakieś wielkie, ale bardzo się na nie cieszę. Chcemy sobie zrobić jednodniową wycieczkę i nie wiadomo było czy nam się uda, bo u Łucji w szkole są Dni Otwarte i trzecie klasy zajmują się oprowadzaniem przyszłych kandydatów. Niemniej jednak za taką aktywność są punkty i dużo osób chciało je zdobyć. Panna ich nie potrzebuje, gdyż nie ma punktów ujemnych, czyli mam ją dla NAS!