Dobrze wiecie jak wygląda home office, bo wczyscy przechodziliśmy pandemię. Coś tam robisz w kompie, potem wstajesz, idziesz zrobić sobie herbatę, po drodze załadujesz połowę zmywarki albo wytrzesz blaty w kuchni. Potem wracasz do kompa, włączasz jakąś randomową stronę (z kosmetykami, z wakacjami, ubraniamia, pocztą, social mediami), potem chwilę popracujesz, a potem robisz wszystko od nowa.
Mieliśmy w kuchni taki kącik z urządzeniami, które używane są często. Toster, blender, gofrownica i spieniacz do matchy (fakt, nie używany chyba od roku). Dwa kontakty i sporo kabli. Co ktoś podchodził uruchamiał to co potrzebuje i wyłączał z kontaktu. I wściekałam się, bo raz po raz tą gofrownicą przypiekał się jakiś kabel, najczęściej od blendera. I wczoraj, w tym okienku kreatywnego-równoległego ogarniania domu, kiedy chwilę wcześniej czyściłam blaty w kuchni, zabrałam się za miksowanie kolejnej porcji masła z czosnkiem niedźwiedzim. TYM blenderem z uszkodzonym kablem, leżącym chwilę wcześniej na mokrym blacie… Domyślacie się co się stało? Dokładnie! TAK mi wywaliło korki, że z kontaktu poszedł dym… Buf. Wyszarpałam wtyczkę i poszłam włączyć korki. Wywaliło mały bezpiecznik od TEGO kontaktu, wywaliło wszystkie domowe bezpieczniki i wywaliło korki zewnętrzne. Włączyłam wszystkie TRZY i otworzyłam laptopa, żeby zamówić nowy blender, bo przecież muszę mieć na święta! I A TAM nie działał Internet… Światła? Nie działają… Terma? Nie działa. Kuchenka? Miga, czyli działa… W części domu prąd był, ale wyglądało na to, że odcięło całą fazę. GRUBO. Spaliłam instalację?? Strach i rozpacz… Zadzwoniłam więc do elektrowni (w międzyczasie przyszły kidoski na korki i siedziały nabzdyczone, że lekcja będzie nie multimedialna, a tradycyjna z podręcznikiem) i zamówiłam ekipę. Poiformowano mnie, że jeśli sieć zewnętrzna to naprawią, ale jeżeli wewnętrzna to nie i że wtedy mogę być obciążona kosztami wezwania oraz, że czas dotarcia to do 5h… Byli po dwóch godzinach… Co Pani robiła? No nic. Była włączona zmywarka, może pstryknęłam światłem w łazience, albo uruchomił się jakiś piecyk? Chodzili, sprawdzali, korki dobrze, ale dlaczego nie ma fazy… Ach, ktoś źle opisał korki na osiedlu i w moich rzeczywiście poszedł bezpiecznik. Wyminienili i DZIAŁA! Ależ wspaniale! Podziękowałam, powiedziałam, że są jak strażacy i pewnie wszyscy się cieszą na ich widok, więc taka radość klienta to dla nich stan codzienny, ale powiedzieli, że jeżdżą głównie na odłączenia prądu i ludzie są bardzo wtedy niemili.
Zabroniłam więc dzieciom KORZYSTAĆ z tego kontaktu z dymem (Mieszko kazał nakleić tam naklejke z Picatchu, żeby nie zapomniał), gorfownica będzie używana w INNYM miejscu, a nowy blender już zamówiłam!
<><>
Z cyklu DO domu, na marzec, jest więc blender, który będzie do odbioru w sklepie mam nadzieję wkrótce oraz pościel! Pościel mamy ze szwedzkiego sklepu, w którym byliśmy w piątek. Pościel nie była nam potrzebna, ale mieliśmy voucher, który chcieliśmy zrealizować, a przy okazji zjedliśmy tam obiad. Śmieszna była z tym historia, którą dla rozładowania tej elektryzującej opowieści Wam przytoczę!
- Ojej zobaczcie jaka niezła akcja – powiedziałam do dzieci – Wszystkie podstawowe zestawy obiadowe są -50%.
- Pewnie dlatego tyle ludzi…
- Dokładnie tak, Lila! Co kto chce? Wszyscy klopsiki, a Łucja klopsiki wegańskie?
- Roślinne.
- Mamo, a mogę dostać nie 8, a 12 klopsików?
- Mieszula, ale to się NIE opłaca, bo tylko zestawy podstawowe są na promce. Ale możemy wziąć 4 zestawy podstawowe i się nimi na naszą trójkę podzielimy. Rozumiesz?
- Nie.
- Zamiast trzech, weźmiemy cztery i się nimi podzielimy. Lila, Ty rozumiesz?
- Oczywiście.
- Przemyśl to Mieszulkis, to logiczne.
I wzięłam 4 podstawowe z mięsnymi klopsikami i jeden z roślinnymi i stanęliśmy do zatłoczonej kasy. I gdy nadeszła pora płacenia, odsunęliśmy się od wózków, żeby babka na kasie zobaczyła co wybraliśmy, a wtedy Mieszko wykrzyknął:
- O, nie! Matko, wzięliśmy pięć zestawów!
- Tak ma być.
- DLACZEGO?
I w tym momencie Lila nie wytrzymała i powiedziała:
Bo panna czasem bywa wulgarna, ale gość który stał za nami i cały czas słuchał o czym rozmawiamy zaczął się głośno śmiać 😀