Pojechałam na rynek po… ziarenka dla Rogera. Bo jest, pilnuje domu i czekał na nasz powrót!🏡 Wiem, że nie należy za bardzo karmić ptaków, gdy nie ma śniegu, ale to i tak niejadek, więc żeby wiedział, że jedzenie JEST. Łatwo go poznać. Skrzydełko cały czas jest nie idealne, ale ten ptak to prawdziwy furiat (mam do takich słabość). Tłucze wszystkie inne ptaki, a ja tak myślę, że muszę jakieś domki dla kosów obejrzeć, bo może mu TAKI sprawię? Sprowadzi wtedy jakąś dziewczynę i będzie jej śpiewał? Bo u kosów jest tak, że samczyk nie pomaga przy nakarmieniu potomstwa, lecz ŚPIEWEM dodaje żonie otuchy. Cudowne, nie?
Niżej macie Bibs (ogon po środku) na porannym spacerze. Wskoczyła w krzaczory i przegoniła bażanta (widać go)! A u bażantów jest tak, że wzbija się ON, bo w ten sposób odciąga drapieżnika od gniazda. Jeśli założymy, że Bibi jest takim drapieżnikiem (nie jest – nawet gdy trafi na gniazdo, to powącha i odejdzie) to ZADZIAŁAŁO i Bibs pognała za hałaśliwie lecącym bażancim grubaskiem.

<><>
- Mieszko, jak szłam rano z Bibi, obok Twojej szkoły, to coś pięknie pachniało… – Mieszko miał dziś na 10-stą, więc załapał się na zakupy z piekarni.
- Sprawdzę co dziś będzie na obiad – i zaczał szukać w telefonie szkolnego menu.
- Jakimś takim smażonym frykasem…
- Schabowy.
- Świetnie. To zjedz w szkole obiad, bo w domu będą warzywka!
Jeszcze czosnek Wam pokażę. To już polski, dlatego takie malutkie główki. Z niego w kwietniu będą wysadzać duże czosnki. On MOŻE leżeć dłużej, więc wzięłam warkocz i podzielę się nim z babcią! 🏵

