Ferie, ferie i po feriach

Niektórzy dopiero zaczynają, lecz my już PO. Mój wielki plan, że się wyśpię, nie wypalił, baa, dziś o poranku wstawanie OCZYWIŚCIE bolało, a co gorsza pierwsza rysująca się na horyzoncie laba to Wielkanoc. Będzie to pod koniec marca, czyli przed nami DWA pełne miesiące szkoły! U Lili i Mieszka właściwie zaczął się drugi semestr, u Łucji zaczyna się od dopiero w połowie lutego i dobrze, bo może uda się jednak tę matmę wyciągnąć?

Nie mamy żadnych lekarskich planów (na chwilę obecną jest to tylko alergolog 1x w miesiącu dla mnie i dla Lilki), więc noworocznie ruszamy z przeglądem stomatologicznym, który rozciągnięty finansowo w czasie potrwa pewnie do maja. Przyszły badania krwi i hormonów Lilki, które były robione w czwartek i wszystko jest w porządku. W przyszłym tygodniu będzie i Tłusty Czwartek i Chiński Nowy Rok, za to TEN tydzień musimy po prostu przetrwać. Chciałabym podjechać do biblioteki, bo nie mam żadnego audiobooka, a w ubiegłym tygodniu jak tam byłam, to nadziałam się na REMONT. Mam jedną urzędową sprawę w środę i tak mi się marzy, żeby UMYĆ od środka okna w kuchni, bo są niewyobrażalnie brudne i jak się zapala światła, to po prostu to widać. W telefonie mam info, że w czwartek powinno być zebranie u Mieszka, ale młody mówi, że na dzienniku nie ma żadnego meila, więc może nie ma? Czytam Futurium (jakoś tak chciało mi się rosyjską literaturę na wyjazd) i podoba mi się ta książka. Za to Łucja rozpoczyna właśnie Przedwiośnie, a jak pewnie pamiętacie, bohater tej powieści Żeromskiego, Cezary Baryka, jest właśnie z Azerbejdżanu (niżej ostatnia porcja fotek) i marzy o kraju rodziców, który wyobraża sobie jako krainę szklanych domów. Ha, szklane domy to tak naprawę, TAM były!