Jeden z naszych kierowców wyglądał jak taki włoski Suger Daddy. Oni w ogóle są dość przystojni, a ten był na dodatek bardzo inteligentny. Opowiadał nam o historii ich kraju, kulturze, o tym jak wygląda Islam w Azerbejdżanie i co warto zjeść czy zobaczyć. Miał za sobą parę lat pracy na lotnisku i biegle mówił w kilku językach. Od niego dowiedzieliśmy się, że 20 stycznia nie ma co jechać na wycieczkę, bo obchodzą wtedy rocznicę Krwawego Stycznia i ten jeden dzień w roku wszystko jest zamknięte. W 1990 roku gdy Azerbejdżan chciał się odłączyć od ZSRR, radziecka armia pod pretekstem ochrony Ormian zaczęła strzelać do ludzi cywilnych (w tym dzieci, kobiet i ratujących ich lekarzy). I tuż przy Alei Szyitów, czyli którzy wtedy zginęli (pamiętajcie, że Szyita to święty wojownik Islamu) odbywają się co roku uroczystości. Nie poszliśmy na to, bo uznaliśmy że może to nie być bezpieczne. Azerbejdżan ma kosę z Armenią, obchody były tuż przy płomieniach i pomimo tych nieprzeciętnych sposobów kontroli (tak jak mówiłam: przez bramki przechodzisz raz po raz, ale tu ma kradzieży czy pijanych osób na ulicach) lepiej tam nie być. Tym bardziej, że nas przygnała by tam ciekowość, a tam wiele osób płakało wspominając tych, którzy zginęli. My tam byśmy nie pasowali. To była ICH uroczystość. Niemniej jednak wkleję Wam fotki z tych przepięknych obchodów zrobione przez jednego bakijskiego fotografa. My w tym czasie byliśmy na drugim końcu miasta, tuż przy crossintcie, nazywanych przez nich Crescent (faza księżyca, kiedy księżyc staje się rogalikiem).






<><>
Choinkę rozebrałam, a dzieci przejął Diabli, który na drugi tydzień ferii jest w Polsce! Na rękę mi to BARDZO, bo mam dużo do nadgonienia, a tak nie muszę się o nich martwić. Dziś zresztą jestem poza domem, a wracając nie będę musiała zajeżdżać do sklepu (na obiad zrobię sobie jakiś kluchy). Gdzieś ktoś za ścianą brzdąka na gitarze i właśnie doszłam do wniosku, że bardzo lubią ten dźwięk.
Zalinkuję Wam (i sobie też) stronę o paszportach. Bo niezłe są nasze POLSKIE paszporty i w rankingach naprawdę lokujemy się wysoko. Dzieciaki to poczuły: Unia daje zupełnie nowe poczucie komfortu przy przekraczaniu granic. Śmiesznie było tylko, bo te azerskie celniczki uśmiechały się Mieszka jak koty do śmietanki i zgrabym ruchem ręki przywoływały go do pustego przejścia dla paszportów dyplomatycznych (szedł, one patrzyły w jego paszport oraz na niego i ON przechodził a MY staliśmy)…

