buraczane czipsy

Spać poszłam wczoraj z Lilianą. Oglądamy razem serial Travelers i tak z rozpędu panna uznała, że noc TEŻ należy nam się wspólna. Zasnęła szybko, a ja akurat kończyłam książkę, więc doczytałam, poszłam zmyć maseczkę, wróciłam, wzięłam kolejną książkę, przeczytałam stronę, zamyśliłam się: CZY zaczynać ją czytać, bo może lepiej coś skończyć, a taką CAŁĄ to zabrać na ferie?, zgasiłam lampkę i doszłam do wniosku, że MUSZĘ znaleźć telefon i włączyć budzik… Pamiętałam, że leżał gdzieś między nami, lecz zdecydowałam się znaleźć go bez światła. I tak macam tę Lilkę po ciemku, chociaż pomiędzy nami, tuż przed oczami, tak na wprost, coś ciemnego miałam…

  • WEŹ GO. Przecież Ci podaję – odezwała się w końcu Liliana podtykając mi ten ciemny przedmiot bardziej pod nos 🙂

Pada. Może tak pada już drugi miesiąc, bo lato było za długie? Jeszcze październik był taki strasznie upalny i może teraz mamy taki przedłużony listopad? Robi mi się pasztet z grochu (groch, pieczona marchewka, dużo podsmażonej cebulki, zielona pietruszka, pul-biber i trochę soli), za chwilę wróci Mieszko i zupełnie nie mam pomysłu co na obiad. Mamy taką warzywną innowację zwiększającą spożycie warzyw a polegającą na pieczeniu plastrów warzyw bulwiastych. Slice-y pietruszki, marchewki, a nawet buraka, upieczone z oliwą i czasem podsypane papryką lub curry schodzą nam błyskawicznie!