Otoczyłam się biegunem północnym. Zaczęłam serialowo czwarty sezon Detektywywów (świetne, chociaż HBO dawkuje te odcinki), a aucie wygrzmiała mi Enklawa, czyli kryminał na Wyspach Owczych. Z audiobookami wyszło zabawnie, bo wzięłam w bibliotece jedną ksiażkę Remka Mroza, a drugi ten kryminał, a w domu doczytałam, że to też ON napisał, tyle, że pod pseudonimem (czyli pożyczyłam dwie ksiażki jednego autora). Dzień w zimie, na tym skrawku lądu na Atlantyku, trwa – PIĘĆ godzin. MAŁO, ale to i tak nic, bo w akcja Detektywów toczy się na kole podbiegunowym i tam OSTATNIE słońce zachodzi 17 grudnia. Potem zapada ciemność i wtedy wszystkim odbija.
U nas zima już chyba w odwodzie, a tak postwyjazdowo weszłam na mój telefoniczny rachunek i jest dobrze. Pilnowałam się, żeby nie zalogować się do netu nigdzie poza hotelem, albo do spota, który tworzyła Lilka udostępniając nam swój zasięg (bo przedpłaconą kartę Azercell zainstalowaliśmy na jej telefonie), LECZ raz odebrałam telefon. Bo dzwoniły trzy numery i one nie miały whatsupa. Rozmowa przychodząca trwała 30 sekund, kosztowała mnie 4,99, więc uważam, że wyszło bardzo dobrze, bo to jedyny dodatkowy koszt na rachunku. Z innych podróżniczych ciekawostek przyszły nasze kartki z Rzymu. Zrobiłam kiksa, bo nakleiliśmy znaczki włoskie, lecz wysłaliśmy z poczty Watykańskiej. Celowo, bo kojarzyłam, że oni jakieś niesamowite pieczątki dają, ale nie przyszło mi do głowy, że to jednak inne państwo i mają prawo nie uznać znaczka z INNEGO jednak kraju. Ogólnie więc byliśmy na etapie, że kartki nie doszły i NIE dojdą. Niemniej jednak krótko przed naszym wyjazdem do Azji pocztówki dostali wszyscy w Polsce – przyszły BEZ pieczątki, a wczoraj dotarła kartka do Niemiec, do Diabla. I to jest słuchajcie, mega, gdyż on dostał pocztówkę z Rzymu z pieczątką z… San Marino! To jest w końcu JESZCZE inne Państwo i na dodatek oddalone o 400 km!?


<><>
- Synu, zjadłeś obiad w szkole? Bo w domu tylko pieczarkowa. Potem będą frytki i pieczone warzywa.
- Nie.
- DLACZEGO?
- Bo walnęła mi to buraczki.
- NIE mogłeś powiedzieć, że nie chcesz buraczków? Albo żeby dała Ci obok?
- Ona nie słucha.
- Mam pójść do szkoły porozmawiać, że Ty nie jadasz warzyw??? Dobra, zrobię też szarlotkę…
































































































