Poste Italiana

Otoczyłam się biegunem północnym. Zaczęłam serialowo czwarty sezon Detektywywów (świetne, chociaż HBO dawkuje te odcinki), a aucie wygrzmiała mi Enklawa, czyli kryminał na Wyspach Owczych. Z audiobookami wyszło zabawnie, bo wzięłam w bibliotece jedną ksiażkę Remka Mroza, a drugi ten kryminał, a w domu doczytałam, że to też ON napisał, tyle, że pod pseudonimem (czyli pożyczyłam dwie ksiażki jednego autora). Dzień w zimie, na tym skrawku lądu na Atlantyku, trwa – PIĘĆ godzin. MAŁO, ale to i tak nic, bo w akcja Detektywów toczy się na kole podbiegunowym i tam OSTATNIE słońce zachodzi 17 grudnia. Potem zapada ciemność i wtedy wszystkim odbija.

U nas zima już chyba w odwodzie, a tak postwyjazdowo weszłam na mój telefoniczny rachunek i jest dobrze. Pilnowałam się, żeby nie zalogować się do netu nigdzie poza hotelem, albo do spota, który tworzyła Lilka udostępniając nam swój zasięg (bo przedpłaconą kartę Azercell zainstalowaliśmy na jej telefonie), LECZ raz odebrałam telefon. Bo dzwoniły trzy numery i one nie miały whatsupa. Rozmowa przychodząca trwała 30 sekund, kosztowała mnie 4,99, więc uważam, że wyszło bardzo dobrze, bo to jedyny dodatkowy koszt na rachunku. Z innych podróżniczych ciekawostek przyszły nasze kartki z Rzymu. Zrobiłam kiksa, bo nakleiliśmy znaczki włoskie, lecz wysłaliśmy z poczty Watykańskiej. Celowo, bo kojarzyłam, że oni jakieś niesamowite pieczątki dają, ale nie przyszło mi do głowy, że to jednak inne państwo i mają prawo nie uznać znaczka z INNEGO jednak kraju. Ogólnie więc byliśmy na etapie, że kartki nie doszły i NIE dojdą. Niemniej jednak krótko przed naszym wyjazdem do Azji pocztówki dostali wszyscy w Polsce – przyszły BEZ pieczątki, a wczoraj dotarła kartka do Niemiec, do Diabla. I to jest słuchajcie, mega, gdyż on dostał pocztówkę z Rzymu z pieczątką z… San Marino! To jest w końcu JESZCZE inne Państwo i na dodatek oddalone o 400 km!?

  • Synu, zjadłeś obiad w szkole? Bo w domu tylko pieczarkowa. Potem będą frytki i pieczone warzywa.
  • Nie.
  • DLACZEGO?
  • Bo walnęła mi to buraczki.
  • NIE mogłeś powiedzieć, że nie chcesz buraczków? Albo żeby dała Ci obok?
  • Ona nie słucha.
  • Mam pójść do szkoły porozmawiać, że Ty nie jadasz warzyw??? Dobra, zrobię też szarlotkę…

ptasie rytuały

Pojechałam na rynek po… ziarenka dla Rogera. Bo jest, pilnuje domu i czekał na nasz powrót!🏡 Wiem, że nie należy za bardzo karmić ptaków, gdy nie ma śniegu, ale to i tak niejadek, więc żeby wiedział, że jedzenie JEST. Łatwo go poznać. Skrzydełko cały czas jest nie idealne, ale ten ptak to prawdziwy furiat (mam do takich słabość). Tłucze wszystkie inne ptaki, a ja tak myślę, że muszę jakieś domki dla kosów obejrzeć, bo może mu TAKI sprawię? Sprowadzi wtedy jakąś dziewczynę i będzie jej śpiewał? Bo u kosów jest tak, że samczyk nie pomaga przy nakarmieniu potomstwa, lecz ŚPIEWEM dodaje żonie otuchy. Cudowne, nie?

Niżej macie Bibs (ogon po środku) na porannym spacerze. Wskoczyła w krzaczory i przegoniła bażanta (widać go)! A u bażantów jest tak, że wzbija się ON, bo w ten sposób odciąga drapieżnika od gniazda. Jeśli założymy, że Bibi jest takim drapieżnikiem (nie jest – nawet gdy trafi na gniazdo, to powącha i odejdzie) to ZADZIAŁAŁO i Bibs pognała za hałaśliwie lecącym bażancim grubaskiem.

  • Mieszko, jak szłam rano z Bibi, obok Twojej szkoły, to coś pięknie pachniało… – Mieszko miał dziś na 10-stą, więc załapał się na zakupy z piekarni.
  • Sprawdzę co dziś będzie na obiad – i zaczał szukać w telefonie szkolnego menu.
  • Jakimś takim smażonym frykasem…
  • Schabowy.
  • Świetnie. To zjedz w szkole obiad, bo w domu będą warzywka!

Jeszcze czosnek Wam pokażę. To już polski, dlatego takie malutkie główki. Z niego w kwietniu będą wysadzać duże czosnki. On MOŻE leżeć dłużej, więc wzięłam warkocz i podzielę się nim z babcią! 🏵

Ferie, ferie i po feriach

Niektórzy dopiero zaczynają, lecz my już PO. Mój wielki plan, że się wyśpię, nie wypalił, baa, dziś o poranku wstawanie OCZYWIŚCIE bolało, a co gorsza pierwsza rysująca się na horyzoncie laba to Wielkanoc. Będzie to pod koniec marca, czyli przed nami DWA pełne miesiące szkoły! U Lili i Mieszka właściwie zaczął się drugi semestr, u Łucji zaczyna się od dopiero w połowie lutego i dobrze, bo może uda się jednak tę matmę wyciągnąć?

Nie mamy żadnych lekarskich planów (na chwilę obecną jest to tylko alergolog 1x w miesiącu dla mnie i dla Lilki), więc noworocznie ruszamy z przeglądem stomatologicznym, który rozciągnięty finansowo w czasie potrwa pewnie do maja. Przyszły badania krwi i hormonów Lilki, które były robione w czwartek i wszystko jest w porządku. W przyszłym tygodniu będzie i Tłusty Czwartek i Chiński Nowy Rok, za to TEN tydzień musimy po prostu przetrwać. Chciałabym podjechać do biblioteki, bo nie mam żadnego audiobooka, a w ubiegłym tygodniu jak tam byłam, to nadziałam się na REMONT. Mam jedną urzędową sprawę w środę i tak mi się marzy, żeby UMYĆ od środka okna w kuchni, bo są niewyobrażalnie brudne i jak się zapala światła, to po prostu to widać. W telefonie mam info, że w czwartek powinno być zebranie u Mieszka, ale młody mówi, że na dzienniku nie ma żadnego meila, więc może nie ma? Czytam Futurium (jakoś tak chciało mi się rosyjską literaturę na wyjazd) i podoba mi się ta książka. Za to Łucja rozpoczyna właśnie Przedwiośnie, a jak pewnie pamiętacie, bohater tej powieści Żeromskiego, Cezary Baryka, jest właśnie z Azerbejdżanu (niżej ostatnia porcja fotek) i marzy o kraju rodziców, który wyobraża sobie jako krainę szklanych domów. Ha, szklane domy to tak naprawę, TAM były!

Karnawał! 🎊 

Wrzuciliście już do puszek WOŚP? My tak! Nie tak dużo, ale mam plan, żeby jeszcze jakąś wirtualną zasilić! I muszę sie uporać z tym szybko, bo czuję, że dziś ZNOWU wcześniej idziemy spać, GDYŻ wczoraj mialam imprezę. W moim świecie rozpoczęły sie 50-tki i ludzie świętują TO hucznie! Pierwsza była koleżanka z ogólniaka, której znajomi składali życzenia śląc je z całego świata. Mega zabawny i sympatyczny film podesłała jej przyjaciółka z głębi Azji. Poprosiła różne osoby (nie mówiące po polsku), by po polsku jej życzyły: Sto lat, Dużo zdrowia, Szczęścia i pieniędzy, itd. Potem AŻ dwie nie połączone ze sobą osoby wylądowały na Zanzibarze i stamtąd ogłosiły, że oto pół wieku za nimi. A wczoraj ten magiczny wiek pyknął kuzynowi Diabla, który zresztą jest chrzestnym Mieszka. Zaproszeni byliśmy oboje, w knajpie przy morzu jedzenia zebrali się ludzie, którzy mignęli mu w różnych momentach życia, no i byliśmy też my. Tak myślę, że to taka nowa czterdziestka, bo te potomstwo ma się teraz później, więc były i tańce, rozmowy o dzieciach, urlopach i o samochodach. Jeden gość dzień wcześniej odebrał wyniki badań, gdzie każdy parametr miał rozjechany, więc postanowił przez dwa tygodnie wyłącznie pić wodę, a inni mają już zaplanowane CAŁE wakacje (szok). Wieczór minął mi więc BARDZO przyjemnie, LECZ spać położyłam się przed drugą, a obudziłam się TRADYCYJNIE o siódmej… Tu macie roleczkę, która brzmi nostalgicznie, lecz na x macie pełną wersję nagrania i było raczej RADOŚNIE. Strasznie się cieszę, ze nałożyłam srebrny kombinezon, który kupiłam z sześć lat temu na jakiejś wyprzedaży z myślą o imprezie w stylu lat ’80-tych i NARESZCIE odcięłam w nim metkę, bo się przydał! Do moich obchodów na jesieni też muszę coś wymyślić! 🤯

tymczasem 🔥

Dobijamy do końca naszych wyjazdowych relacji (na szafie macie combo wiedzy co stamtąd przywieźć), więc jeszcze screen z tindera, który przesłałam kilka dni temu Diablowi. Azerowie są piękni, kobiety mają ciemne, proste i błyszczące włosy, jasną cerę i wielkie ciemne oczy i ciekawiło mnie jak wygląda przestrzeń singli. I TAM mężczyźni SĄ z brodami i na koniach. Urocze, nie?🌹🌹🌹W pierwszej chwili szok i rozbawienie, a potem przychodzi: wow. Dobrzy są!

Natomiast z kwestii bieżących, doszedł nam pierwszy z planowanych na ten rok elementów wystroju domu, czyli fotel gamerski dla Mieszka. To spóźniony prezent urodzinowy🍹, zrzutkowy (bo dorzuciły się dziadki i Diabli), no i wczoraj chłopaki fotel skręciły. Mieszko wybrał sobie BIAŁY (ja nawet nie wiedziałam, ale możliwości kolorystycznych jest dużo) i jest mega ZADOWOLONY!

poranna drzemko wróć!

Powoli wracam do dobowego rytmu. DZIŚ obudziłam się DOPIERO o siódmej i to bardzo dobrze, bo w sobotę mamy imprezę i powinnam móc nie zasnąć do tej 22-giej… Regulacja biorytmu łatwa NIE jest… Noc przed wyjazdem stamtąd była zarwana, bo a)pobudka była o czwartej, b)u nas zawsze coś się dzieje i za bardzo nie spałam (bo ZAWSZE coś się JESZCZE przydarza). Tym razem wyszliśmy z hotelu, dotarliśmy poza granice starego miasta (żeby jakiś transport był), a wtedy Bolt uznał, że NIE może mi znaleźć kierowcy, bo muszę zweryfikować moją kartę kredytową! System ją zablokował, GDYŻ użyto ją poza miejscem gdzie na ogół jest używana. Grrr… I mogłam to odblokować WYŁĄCZNIE robiąc przelew z mojego banku, który potwierdzi tożsamość, ale NIE o czwartej w nocy w deszczu (Baku płakało, gdy wyjeżdżaliśmy)! Na szczęście kierowca i tak przyjechał i zaczęło się kombinowanie, a Azerowie szybko myślą (wiecie, że tę cechę lubię). Proponował apple pay, którego to nie mam, zresztą nie wiem, czy to zadziałałoby błyskawicznie, a potem zapytał: „Naliczka?” – „Tak, zdecydowanie tak! Skolka?” -„8 manatów”. Nie ma problemu, trzeba było tylko zdjąć z aplikacji zamówienie na taryfę i tak dojechaliśmy płacąc pod lotniskiem gotówką. 

Auta są tam dość brudne, ale np. ten nasz drugi kierowca, którego spotkaliśmy jadąc do wiecznego ognia, gdy się z nim umówiliśmy na kolejny dzień, to przyjechał autem umytym i ubrany elegancko. On był wyjątkowo pozytywny i bardzo mu zależało żebyśmy byli zadowoleni. Co wyciągałam aparat w aucie, żeby coś sfotografować to on dawał po hamulcach i zjeżdżał na pobocze, żeby diewiuszka miała łatwiej. Kłócił się z policjantami i strażnikami, żeby móc podjechać jak najbliżej wejścia i żebyśmy mogli wszędzie wjechać, ale najlepszy numer był jak wróciliśmy z jakiegoś zwiedzania, a on w tym czasie przeczesał spotify i znalazł nam POLSKĄ muzykę. I włączył ją, żeby nam umilić podróż. I wiecie jaka jest ta polska muzyka: hasz, diler, qrva, koksu pięć gram i było mi wstyd. Odsłuchaliśmy więc grzecznie pierwszy kawałek, ja tylko wysyłam dzieciakom mrożące spojrzenia na tylną kanapę by nie rżeli i powiedziałam: Dawaj azierskaja muzyka! Ona krasiwaja!

Świątynia Ognia. Dużo tam Hindusów docierało.
ta mgła nad zatoką to nie smog. To taka wilgoć i morska bryza
Pałac Szachów. Zejście poziom niżej
fontanna ze znakami zodaku
po prawej macie szklarnie. w lecie osłonki są ściągane i pod nimi ukryta jest tropikalna roślinność. Palmy, agawy i kaktusy.
zmęczenie materiału w Centrum Haydara Aliyeva. To muzuem poświęcone poprzedniemu prezydentowi, który realnie był człowiekiem wielkim, nieszablonowym i niezwykłym
jedno z nielicznych fotek Lilki
palmy
symbol ognia na dywanach to typowo azerski wzór

przynależność

Jeden z naszych kierowców wyglądał jak taki włoski Suger Daddy. Oni w ogóle są dość przystojni, a ten był na dodatek bardzo inteligentny. Opowiadał nam o historii ich kraju, kulturze, o tym jak wygląda Islam w Azerbejdżanie i co warto zjeść czy zobaczyć. Miał za sobą parę lat pracy na lotnisku i biegle mówił w kilku językach. Od niego dowiedzieliśmy się, że 20 stycznia nie ma co jechać na wycieczkę, bo obchodzą wtedy rocznicę Krwawego Stycznia i ten jeden dzień w roku wszystko jest zamknięte. W 1990 roku gdy Azerbejdżan chciał się odłączyć od ZSRR, radziecka armia pod pretekstem ochrony Ormian zaczęła strzelać do ludzi cywilnych (w tym dzieci, kobiet i ratujących ich lekarzy). I tuż przy Alei Szyitów, czyli którzy wtedy zginęli (pamiętajcie, że Szyita to święty wojownik Islamu) odbywają się co roku uroczystości. Nie poszliśmy na to, bo uznaliśmy że może to nie być bezpieczne. Azerbejdżan ma kosę z Armenią, obchody były tuż przy płomieniach i pomimo tych nieprzeciętnych sposobów kontroli (tak jak mówiłam: przez bramki przechodzisz raz po raz, ale tu ma kradzieży czy pijanych osób na ulicach) lepiej tam nie być. Tym bardziej, że nas przygnała by tam ciekowość, a tam wiele osób płakało wspominając tych, którzy zginęli. My tam byśmy nie pasowali. To była ICH uroczystość. Niemniej jednak wkleję Wam fotki z tych przepięknych obchodów zrobione przez jednego bakijskiego fotografa. My w tym czasie byliśmy na drugim końcu miasta, tuż przy crossintcie, nazywanych przez nich Crescent (faza księżyca, kiedy księżyc staje się rogalikiem).

Choinkę rozebrałam, a dzieci przejął Diabli, który na drugi tydzień ferii jest w Polsce! Na rękę mi to BARDZO, bo mam dużo do nadgonienia, a tak nie muszę się o nich martwić. Dziś zresztą jestem poza domem, a wracając nie będę musiała zajeżdżać do sklepu (na obiad zrobię sobie jakiś kluchy). Gdzieś ktoś za ścianą brzdąka na gitarze i właśnie doszłam do wniosku, że bardzo lubią ten dźwięk.

Zalinkuję Wam (i sobie też) stronę o paszportach. Bo niezłe są nasze POLSKIE paszporty i w rankingach naprawdę lokujemy się wysoko. Dzieciaki to poczuły: Unia daje zupełnie nowe poczucie komfortu przy przekraczaniu granic. Śmiesznie było tylko, bo te azerskie celniczki uśmiechały się Mieszka jak koty do śmietanki i zgrabym ruchem ręki przywoływały go do pustego przejścia dla paszportów dyplomatycznych (szedł, one patrzyły w jego paszport oraz na niego i ON przechodził a MY staliśmy)…

Jet lag

  • Jak synu się czujesz?
  • Dziwnie. Bez sensu.
  • Jesteś głodny?
  • Nie. Czuję sytość. Mam to samo ubranie co wczoraj.
  • Bo tak zasnąłeś. Chcesz się wykąpać teraz?
  • Nie. Chyba nie.

Mieszko zasnął koło 17-stej (panny twierdzą, że była to 16-sta), a one przed 20-stą. Ja chciałam dotrwać do 22-giej, żeby włączyć pralkę, ale o 21-szej padłam. Wszyscy wstaliśmy o szóstej 😀 Zwierzaki już z nami, wczoraj z lotniska przyjechaliśmy do domu, ja wzięłam auto i po nie pojechałam. Cały czas lekko są obrażone, ale też cieszą się, że są już z nami. Ja mam jakaś zadymę w robocie, więc powinnam się włączyć i pokazać, że jestem pracownikiem roku, ale na razie jestem jakaś bezsilna. Dziś mam jednego lekarza z Łucją, a jutro rano badanie krwi z Lilką. Pranie kolejne już się robi, a dziś chcę jeszcze rozebrać choinkę. Nie rozebrałam jej przed wyjazdem, żeby nie było pusto w domu jak wejdziemy, ale wygrałam tylko tyle, że spojrzeliśmy na nią zdumieni. Walizki już rozpakowane. Muszę gdzieś schować orzechy, które przywieźliśmy dla dziadków. Wróciliśmy po nie na bazar… Za pierwszym razem chcieliśmy kupić przyprawy i herbatę, lecz on powiedział: Paprobuj diewuszka czokolat makadamia. I był to smak, który nie jest podobny do niczego. Więc wróciliśmy a on tak się ucieszył, że nazwał nas swoimi braćmi 🙂

Mamy też dżemy, ale one są takimi bardziej melasami z owocami. Oni tam jedzą je do herbaty i też tak jedliśmy. To jest cały rytuał, który nazywa się po rosyjsku: czajepitie – picie herbaty. I gdy rozsiadasz się przy herbacie, to przynoszą Ci te wszystkie miseczki z dżemami i kolorowymi cukrami i życzą Ci: Prijatnowo Czajepitia, czyli Przyjemnego Picia Herbaty. Nalewają Ci z takiego złotego dzbanka do małych wąskich szklaneczek i ona smakuje niezwykle… A do tego jeszcze te dodatki! Nie wiem jak oni te dżemy robią, bo owoce się nie rozpadają, a np. orzech włoski jest miękki jak pieczony kasztan (bo jesz ze skorupką). Więc albo piliśmy herbatę z dżemem, albo zagryzaliśmy (tak jak oni) kostkami różnokolorowego cukru. Zrzut fotek nr 2:

tu widzicie proste żurawie pompujące ropę? Są jeden przy drugim.
na wyspie widać szyby naftowe
W Lotosie było Bravo, czyli supermarket. Większość sklepów czynna jest 24/7
przejścia podziemne są wyłożone marmurem i zjeżdża się/wyjeżdża schodami ruchomymi. Często zwykłych schodów po prostu nie ma
widok na zatokę

Baku

Najgorszy w podróży do Azerbejdżanu jest lot. Niby trwa tylko 4 godziny, ale wylot jest chwilę przed północą, dochodzi jet lag, zmiana czasu i to że przybywasz długo przed rozpoczęciem doby hotelowej… Za to potem jest już idealnie 🙂 Jest to kraina cudowna. Raj dla foodies, egzotyka i bezpieczeństwo. U nas o tej porze królują bulwiaste, kasze i gluten. Tam jedzą pomidory, bakłażany (robią je na dziesiątki sposobów) i doskonałe mięso. Kurczak ma taką strukturę jak cielęcina – może dlatego, że nie jest hodowlany? Ceny są dobre. Stek z jagnięciny kosztuje 10 manatów (x2 mamy cenę w złotówkach), ale biada temu kto nie ustali stawek z góry, chociaż w wariancie skrajnym nieuważnym turystom wychodzą po prostu ceny jak w Polsce.

Mieliśmy dwóch kierowców (lokalny transport nie istnieje). Jednego znalazłam jeszcze w Polsce – jest droższy, ale gość jest niesamowity, mądry i wyjątkowy. On nas zawiózł na północ, w rejon Szamasze, gdzie oglądaliśmy święte dla muzułmanów miejsca, opowiedział o historii oraz zabrał nas do niezwykłej knajpy. Drugiego znaleźliśmy na miejscu i on NIC nie mówił w żadnym znanym nam języku, ale co chwila dzwonił do swojego przyjaciela tłumacza i on nam wszystko tłumaczył. OBAJ dbali o nas tak, że momentami było to aż wzruszające, pilnowali by nas nie nacięto i kłócili się nawet z policją gdy mieliśmy problem z dotarciem gdzieś. I teraz absolutnie serio: jeżeli postanowicie jechać, dajcie znać, podeślę Wam namiary do nich (komunikacja przez whats-upa). Zresztą to strasznie przyjazny naród. Jednego razu Lilka zgubiła paszporty i pomagał nam je znaleźć dyrektor muzeum dywanów (to szycha większa niż jakieś Muzuem Narodowe, bo mianowanie jest niemalże polityczne). Zadzwonił do knajpy gdzie byliśmy i pomagał szukać (znalazły się). Innym razem nie mogliśmy dotrzeć do wulkanu błotnego, bo był remont i policja zaoferowała nam swoje łaziki! 😀

Kupiliśmy kartę alzalcell, czyli numer azerski, dzięki któremu działały nam mapy gugiel. Jest tam bezpiecznie: wszędzie mnóstwo policji, prześwietlenia bagażu przy wejściu do muzeum, metra czy supermarketu, ale ANI razu nie poczuliśmy się zagrożeni czy niepewni. Mieszkaliśmy na ścisłej starówce, nikt nie rozumiał dlaczego NIE przyjechaliśmy latem, lecz zimą, ALE tam nie było źle. Mocno wiało, lecz temperatura była koło 10 stopni. Na razie tyle, wrzucam linki do rolek (WYJAZD, Baku nocą, Maczek w Azerbejdżanie, Heydar Aliyev Center, lokalizacja hotelu, Gobustan, Mauzoleum Diri Baby, Dzień ostatni) jak ktoś nie widział, a niżej kilka zdjęć!

ognie chwilę przed uruchomieniem
zaraz wejdziemy do podziemnych tuneli
winnica
Muzeum Dywanów przypomina zrolowany dywan
wszystkie fontanny są wieczorem uruchamiane
Gobustan
widok na zatokę
a tak wygląda śniadanie. Siedzisz, a pod Twoim krzesłem trwają harce!
Tuż pod ziemią jest nafta. To miejsce powstało, bo 60 lat temu rolnik rzucił w ziemię niedopałek. I tak się pali już ponad pół wieku.

Bluuue Monday!

  • Kochani, jestem absolutnym dnem. Przyszły dziś wizy i są do wywalenia, bo wpisałam złą datę – powiedziałam dzieciom równo miesiąc temu…
  • I co teraz?
  • Wystąpimy o nowe, Łucja.
  • A mogą nam ich nie przyznać?
  • Tak. Mogą nam ich nie przyznać.
  • A musimy znowu za nie zapłacić?
  • Niestety tak, Lila.

I wystąpiłam ponownie, ale jeżeli myślicie, że za drugim razem nie popełniłam błędu to się mylicie. 🙀 Na szczęście tym razem tylko we wniosku Łucji i dla niej wystąpiłam po raz TRZECI zakładając, że jeżeli ona jej NIE dostanie, to solidarnie pomysł ferii upada. Niemniej jednak, do trzech razy sztuka i w końcu wszystko się udało. Przynajmniej w tym temacie, bo niewiadome tylko się mnożą… Jakby nie było, za naście godzin ruszamy na dość nieprzewidywalne ferie i jest to nasz pomysł na walkę z dzisiejszą depresyjną aurą. Trochę rykoszetem nas ten smuteczek mimo wszystko dotknął, bo wczoraj wywieźliśmy do dziadków zwierzyniec… Miau była absolutnie zrozpaczona, ale wracamy dopiero za tydzień we wtorek, no i to za długo, by w opiekę nad nią ubierać sąsiadów (zresztą w domu będzie lodowato). Mamy więc dużo emocji związanych z tą zwierzęcą rozłąką. Mój ukochany Bibiofor (Bibi+termoforor) nie ogrzewał mi dziś w nocy stóp i ZMARZŁAM, bez zwierząt jest w domu źle, co potwierdził nawet txt w Tulsa King, którego włączyłam sobie wczoraj do prasowania ostatnich wyjazdowych rzeczy: Nic nie pokonuje depresji lepiej niż opieka nad zwierzęciem (właścicielka stadniny do Stallonego, który czesze uratowanego od rzeźni konia). Na straży naszego domu pozostaje jednak Roger Kosmo The Kos, 🐦który konsekwentnie okupuje krzaki przed domem (nadaliśmy mu silne męskie imię, bo mały ptaszek potrzebuje silne imię). Internet POWINNIŚMY mieć w hotelu, więc może coś na X po drodzę wrzucę. Niżej nowy wianek dla dziadków. Im i sobie zdjęliśmy świąteczne i powiesiliśmy zimowe!