Ulubioną zabawą Bibi jest odgrywanie bez końca sceny z naszego PIERWSZEGO spotkania. Wracamy ze spaceru i ona stoi przed domem… WEJDZIE dopiero, gdy zostanie skuszona przysmakiem. I absolutnie jej się to nie nudzi… I otóż dzisiaj w nocy około trzeciej postanowiła wyjść. Szczekała przed drzwiami tarasowymi [zeszłam, wypuściłam i czekam AŻ wejdzie]. Lecz wyszła i NIE wchodziła i TYLKO widziałam (w tym fragmencie pomiędzy ziemią a roletą) jej CZEKAJĄCE nogi… Poszłam po mięso i to był mój BŁĄD. Bo TEJ nocy pies jeszcze dwukrotnie postanowił wyjść, żeby dostać JEDZENIE. Po trzecim razie zrobiłam jej o to awanturę i wtedy zaczęła mnie przepraszać, co tak naprawdę było JESZCZE bardziej wkurzające!
Niemniej jednak jest ta Bibi cudowna, TU możecie obejrzeć jak dobrze i pięknie nam na spacerach. Tak sobie myślałam, że psiarze to kolejna grupa do której wpadłam i jest to GRUPA przyjemna. Dużo było tych grup. Była filologiczna, samochodowa, ciążowe, dzieciowe, biegowe, fitnessowe, pinupowe, a teraz najmilej mi spędzać czas na spacerach z innymi psiarzami!
<><>
Poniedziałek! Mamy aż trzy różne wizyty lekarskie w tym tygodniu, a jutro są Mikołajki (prezenty już zapakowałam!). Dobrze by było koło niedzieli zamówić kalendarze dla dziadków i zastanowić się co JESZCZE kupić pod choinkę… Górę potrzeb ma Łucja i z nią jest najmniejszy problem, ale co z resztą? Dziadek to chyba czapkę dostanie? Mieszko, mój domowy Herkules rozwalił za to gofrownicę (urwał rączkę, a przy okazji pokrętło, więc sprzęt się nie nadaje) i jak to Liliana słusznie zauważyła, on się JEDNAK nie powinien zbliżać do kuchni (rok temu o tej samej porze spalił toster, w którym zapalił się tost, a dwa lata wcześniej ucinał sobie kciuk krajalnicą).

