
Pamiętacie, że we wrześniu Mieszko wymieniał rower? Stary oddałam do sklepu, gdzie kiedyś był kupowany. W zamian dostałam voucher, co do którego miałam sporo planów… Uznałam, że taki wariant (wymiana za voucher) jest prostszy niż wystawianie go gdzieś tam i ustawienie się z potencjalnymi kupującymi. Zresztą było po sezonie, czyli sprzęt musiałby jeszcze przezimować.
I oto nadszedł dzień zimowych butów i wyjęłam z szafy ubiegłoroczne… Młody nosił buty po Łucji, które ta musiała sobie kupić na ubiegłoroczną szkolną wycieczkę w góry. Bardzo byłam zadowolona, że cała trójka mieści mi się w 37 i chociaż młody marudził, że on JUŻ ma 40-stkę, to tłumaczyłam mu, żeby NIE przesadzał, bo pochodzi z rodzin, gdzie mężczyźni mieli małe stopy… Poszedł w nich do szkoły i wrócił w… ZMIENNYCH. Bo w tamtych się NIE DA chodzić…??? W tej sytuacji pojechaliśmy do sklepu z TYM rowerowym voucherem i zaczęliśmy od ZMIERZENIA stopy… Tadam! 39! 😀 Tak sobie więc myślę, że JAK wyrośnie to te NOWE buty, to będą za rok dla MNIE!
<><>
Zasypało nas, że hej! Dziś już odśnieżałam, mamy w gościach Matiego i CHYBA nigdzie dziś NIE ruszymy… Wiankownia! Choinkowy zawiesiliśmy dziadkom, wiklinowy jest u nas! Chyba powoli można dekoracje wyciągąć?

