75!

Z tymi ojcami to nigdy nie jest łatwo. Człowiek się z nimi kłóci, stawia i dyskutuje, ale tak naprawdę to zawsze ktoś bardzo ważny. Krzycho to taki ojciec, na którego ZAWSZE można było liczyć („rodzina musi być samowystarczalna”), z którym można było porozmawiać, chociaż poziom wymagań od nas był zawsze bardzo wysoki. Nigdy nie równaj się do gorszych – to mantra, którą jako nastolatkowie słyszeliśmy na okrągło. Ojcowie chyba dzielą się na dwa typy: takich, którzy mają świetny kontakt z dziećmi małymi oraz takich, którzy wolą te większe i Krzycho zdecydowanie był tym drugim typem. Ostatnie parę lat poważnie choruje i połączenie sprawny mózg-niezbyt sprawne ciało jest naprawdę niefajne. Patrzymy oboje na to z bratem myśląc, wydaje mi się, podobnie: trzeba o siebie dbać. Czytałam ostatnio mocny artykuł: Dlaczego Polska 70 plus tak rzadko jest sexy? Bo nieruchawość nigdy taka nie będzie. I jest to strasznie smutne, jak fizyczne granice i cielesne ograniczenia zmieniają nasze dotychczasowe życie.

To, że mnie TAK nosi i lubię zmiany to jego zasługa, bo to ON nam zapewniał różnorodność i rewolucje, które zmuszały nas do szybkich adaptacji w nowych miejscach i sytuacjach. Lubi decydować i chociaż powinien być spełniony (dwójka udanych dzieci, piątka wnuków i zaliczone złote gody) to pełno w nim niedosytu i lęku, że jeszcze mnóstwo jest do zrobienia i zobaczenia, a może nie zdążyć.

Dziś miał urodziny, bo urodził się równo 75 lat temu! Na pyszny obiad wszyscy się stawiliśmy, a później zgodnie zaśpiewaliśmy Sto lat! Tort był sernikiem – to taki sernik, który dziadek bardzo lubi i uznaliśmy, że to fajniejszy tort, niż okrągły lukrowany deser!