-Łucja. Rzeczywiście wszystko mieni się kolorami, a choiny cały czas zielone!

W czwartek przyjechał z Dojczlandu Diabli, a w piątek się pokłóciliśmy. Krótko i burzliwie. Takie są emocje przy tych awanturach, że za każdym razem myślę, że naprawdę dobrze, że nasze małżeństwo nie istnieje już od dekady. Co prawda w sobotę wszystko już było załadzone, ale chwilę temat przetwarzałam. Nieźle, bo w piątek wieczorem Lila skomentowała sytuację (jak wiadomo dzieci ZAWSZE widzą i słyszą) mówiąc: Ty i Łucja macie ten sam problem. Nie umiecie powiedzieć nie, a potem się dziwicie, że ktoś od Was czegoś oczekiwał. Tak. To prawda. I prawda też, że najbardziej asertywna osoba w tym domu to Liliana.
Za to dziś rano pojechali na cmentarz, a ja zapakowałam do auta kolejny rower (w domu został mój i Mieszka) i pojechałam po opony do dziadków. Jutro szykuje mi się cały dzień w warsztacie i właściwie to taki kocioł będzie ZNÓW przez cały tydzień, że cieszę się ze ZMIANY czasu! 😀

