Parę lat temu urzekła mnie idea skandynawskiego hygge. Małe przyjemności, cielesny dobrostan, koncentracja na tu i teraz. Spowolnienie i odpuszczenie. Och, jakież to strasznie nieosiągalne! Co wyprowadzę jakiś temat i się rozprężę, to drzwiami i oknami zwalają się kolejne!
Pomyślałam, że pojedziemy na jedną romantyczną wystawę… Zabraliśmy Matiego, ja odpuściłam poranne bieganie, żeby nie być tak zryta (jutro rano sobie pobiegam) i ruszyliśmy. Elegancko, NIE na żadnym zakazie zaparkowałam… I co? I wystawa jest od połowy listopada! 😀 Kupiłam więc bilety na INNĄ wystawę, na którą dziś NIE było już miejsc i po prostu pospacerowaliśmy!
Za to RANO wypchnęłam jeden pracowy temat, zrobiłam niezły obiad i wykonałyśmy z Lilką wianki! Nasz już wisi – wyszedł nam trochę asymetrycznie, za to dziadków jest uroczy!

