Bibs przyszła do mnie w nocy (przez ostatnie pięć miesięcy na górze pojawiała się sporadycznie, bo jej było za gorąco), a w łazience został włączony (na NOC) piecyk. Nie jest AŻ tak zimno, ale to prezent dla Miau, która w nocy śpi na ubraniach tuż koło kaloryferka. Ach, i DZIŚ przejrzeliśmy szafy! Na razie dziecięce – moją może przerzucę jutro, ale trzy siaty JUŻ wylatują. Rzeczywiście, jak wczoraj zastanawialiśmy się w CO się ubrać TO była katastrofa… Na półkach same letnie ciuchy, no i jakoś nie chce się już tych jasnych spodni zakładać. A teraz? Letnie już pochowane, a na widoku bluzy, sweterki i długie spodnie!
W piątek zrobiłam sobie maseczkę z dziadkiem do orzechów (znaczy się świąteczną), którą miałam w zasobach. Już prawie połowa października! Plus wykopałam przepis na nasz apfel strudel, czyli jabłka pod kruszonką podawane na ciepło (powstaje z randomowych mąk, ale zawsze do tłuszczu daję białą czekoladę) i chociaż MARUDZONO, że tylko znowu NIE to, to zostało zjedzone i są zamówienia na kolejne!

<>
Łucja czyta Chłopów. Czyta i wzdycha.
- I co to takiego ten chochoł?
- Chochoł?
- Tak. Nie jest to wytłumaczone na dole strony.
- Hmm… Wiesz jak wiążą słomę na polach?
- Rolady.
- Tak. Ale kiedyś łączono w takie kopce. Snopy postawione tak, żeby się nie przewracały. On potem będzie tańczył.
- Kto? SNOPEK? A ta Rachela to Rejczel?
- Nie. To Rachela. Przez CH. To żydowskie imię. Z hebrajskiego.
Btw. gugiel mi mówi, że chochołami okrywano rośliny, żeby nie umarzły. Czyli błąd, to nie były kopce słomy na polach, lecz ochrona krzewów owocowych w sadach. Powiem Wam, że trudno tej współczesnej młodzieży polskie realia przybliżać!
