Ciekawe, co przygotują nasi sąsiedzi?

-Mieszko. Fakt, sąsiedzi ZAWSZE odwalają coś niezłego na Halloween!

Były cukierki, mamy teraz maraton horrorów i gdyby nie to, że tak pada, to te tury ŁOWCÓW słodyczy trwały by chyba do północy. Dynię mamy jedną, bo nie zdążyłam kupić więcej, a i tak TĘ RZEŹBIŁAM w przerwie pomiędzy zebraniem a korkami 😀 Wzór wymyślił Mieszko, a japoński makijaż zrobiła mi Lila. Zasubsrybowałam Showmaxa (obiecująco wygląda i spoooro tam straaasznych filmów), ramówkę filmową przygotowała Łucja a tu możecie obejrzeć jak nam mija wieczór!

Drewniana wykałaczka w stylu porucznika Cobretti pochodzi ze szczypiorku, a żółte oczy to PIGWY!

Balans

  • Lila, i jak? – zapytała siostrę Łucja.
  • Strasznie tępa dzida z tej Jagny.
  • U nas chłopaki się śmiały później, że Antek to taki klasyczny sigma. Dzieci, żona i romans na boku.
  • Mógł ją chociaż uprzedzić co knują. To mogła by się schować!

OBIE panny były dziś na Chłopach. Przez chwilę nawet się zastanawiały czy nie wylądują w tym samym kinie, ale ich szkoły były w różnych. Natomiast każde pokolenie załapuje się na ekranizację swojego „Pana Tadeusza” i u nich będą to chyba Chłopi! W kinach, na seansach do-południowych, pozajmowane są całe sale!

Ja tymczasem ogarnęłam temat auta. Rano miałam odczulanie, a potem pojechałam prosto do warsztatu. Miła pani zapytała mnie, na ILE dni zostawiam im auto, lecz odpowiedziałam, że mogę TYLKO na dziś! I byłam po nie CHWILĘ przed zamknięciem. Oleje i filtry mam świeże, opony wymienione, a klocki i tarcze wytrzymają do wiosny. W robocie zamieszanie, bo DZIŚ wysłałam meila do 20 tysięcy osób (takie miałam zadanie)! Oczywiście, że zrobiłam w nim błąd, ale i tak jestem podekscytowana. CO jeszcze??! Rano spadła mi pokrywka od mojej ulubionej maselniczki, lecz się NIE zbiła, za to jak znosiłam ze strychu karton z gadżetami, to od dołu mi się otworzył i wszystko się wysypało. Potłukły się kubeczki i ceramiczne dyńki… Równowaga? Jutro przed mną wielkie sprzątanie, bo będą goście! 🙂 Jednego JUŻ Łucja zaprosiła…

Ależ te zimozielone iglaki psują krajobraz!

-Łucja. Rzeczywiście wszystko mieni się kolorami, a choiny cały czas zielone!

W czwartek przyjechał z Dojczlandu Diabli, a w piątek się pokłóciliśmy. Krótko i burzliwie. Takie są emocje przy tych awanturach, że za każdym razem myślę, że naprawdę dobrze, że nasze małżeństwo nie istnieje już od dekady. Co prawda w sobotę wszystko już było załadzone, ale chwilę temat przetwarzałam. Nieźle, bo w piątek wieczorem Lila skomentowała sytuację (jak wiadomo dzieci ZAWSZE widzą i słyszą) mówiąc: Ty i Łucja macie ten sam problem. Nie umiecie powiedzieć nie, a potem się dziwicie, że ktoś od Was czegoś oczekiwał. Tak. To prawda. I prawda też, że najbardziej asertywna osoba w tym domu to Liliana.

Za to dziś rano pojechali na cmentarz, a ja zapakowałam do auta kolejny rower (w domu został mój i Mieszka) i pojechałam po opony do dziadków. Jutro szykuje mi się cały dzień w warsztacie i właściwie to taki kocioł będzie ZNÓW przez cały tydzień, że cieszę się ze ZMIANY czasu! 😀

Bibi spacerowa pokonuje RÓW

Pablo

Ranking najważniejszych wystaw tej jesieni otwiera Picasso. Nie planowałam, bo Picassa widziałam już sporo i to rzeczy WAŻNYCH, ale padła propozycja ze strony mamy Matiego, byśmy poszli wszyscy. Bo taniej, bo raźniej, więc czemu nie? I powiem Wam, że wystawa fajna! Wydarzenie jest bardzo popularne – bilety trzeba kupować tydzień wcześniej i pomimo tego przed wejściem była najdłuższa muzealna kolejka jaką widziałam w życiu. My weszliśmy trochę bokiem, bo byliśmy spóźnieni (parkowałam 30 minut), a nasze bilety były na konkretną godziną. W środku są grafiki, ilustracje i ceramika. Podłączyłyśmy się we dwie (ja z mamą Matiego szłyśmy sobie razem, a reszta grupy gdzieś tam gnała w swoim tempie) pod jakąś przewodnik i dowiedziałyśmy się SPORO naprawdę ciekawych rzeczy. Część szkiców dotyczyła cyrku i okazuje się, że Picasso był zafascynowany cyrkiem i estetyką takiego miejsca. Uwielbiał klaunów i rano gdy się golił i był cały w pianie, malował sobie na twarzy usta klauna i straszył domowników. Przed wyjściem z domu wyświetliła mi się jeszcze niezła relacja na Histerii Sztuki (to jest świetny profil na insta), która dotyczyła chorób kobiecych, o których wiemy dzięki malarzom i rzeźbiarzom. O tym też sobie we dwie pogadałyśmy. Żeby to zobaczyć, trzeba kliknąć w wyróżnione relacje: Cycki i to co zobaczyłam DZIŚ i tak mnie zainspirowało, jest mniej więcej od ósmego slajdu od KOŃCA- wiem, zawiłe, ale warto). Naszą roleczkę macie natomiast TU!

Dużo soczewicy i grzybów…

kupiłam. Oraz czosnek, wielgachne jabłka i różnokolorowe gruszki!

  • Matko, CO Ty masz na sobie?!?
  • Lila, to proste. Od pasa w górę jestem Fashion Week, a dół to zoom is calling. Fancy golfik i wygodne dresiki..
  • STRASZNE.

Och, cudownie – dzisiaj MAM dzień w domu! W sumie, nie TAK do końca, bo i rano na rynek pojechałam (ależ tłumy przed przyszłym tygodniem- my to jednak jesteśmy rodzinny naród, bo wszyscy szykują się na WIELKIE jedzenie), a później miałam odczulanie z Lilką, ale klimat domowych pieleszy złapałam! Za to teraz siedzę pod kinem i na laptopie nadganiam meile. Wiem, wiem – są przestrzenie cooworkingowe, ale ja już ustaliliśmy, JA MÓWIĘ jak piszę, plus przeszkają mi inni ludzie, więc WOLĘ siedzieć w aucie.

A do kina poszedł Mieszko z kolegami WRAZ z Lilą. Poszli na Fnaf-a (Five Nights at Freddy’s), czyli horror oparty na komputerowej grze. Bardzo na ten film czekali i podobno jak gasną światła to po sali chodzi gość przebrany za animatronika i ich straszy… Brzmi świetnie, chociaż w kinie, na TEN film, tłumy jak na rynku!

piątka z Iron-Menem 😉

literatura z naleśnikiem

Mieszko ma super wychowawczynię. Nie dość, że uczy tego nielubianego przedmiotu (polski nie wiem dlaczego wywołuje więcej niechęci i frustracji niż matma), jest fantastyczną babką, to na dodatek ma doskonałe pomysły. Jeżdżą do kina, szyją i odgrywają przedstawienia! We wtorek poszli na cmentarz i jest to ten rodzaj edukacyjnej aktywności, którego mi w szkołach brakuje, a dziś w ramach projektu: Literatura od kuchni (czy jakoś tak) robili naleśniki i babeczki. Aktualnie przerabiają Hobbita i bohater był podobno ich wielkim smakoszem… Na każdą lekturę przypada jakaś potrawa i to zawsze jest udana aktywizacja klasy.

Byłam tam przez chwilę zrobić im kilka zdjęć i rzeczywiście zabawa była przednia!

W ramach trochę innego klimatu, poranna foteczka od Łucji. Dokądś ją tam podrzuciłam, ale później do szkoły jechała już sama. Jak widać nie jest łatwy taki edukacyjny poranek!

Oposo-fretko-szopownia

Odwiozłam Łucję i już wracałam do domu, gdy pojawiła się wiadomość od Lili. Musiałam ją więc RÓWNIEŻ odwieźć… A później (po wyprowadzeniu Bibs) pognałam dalej, bo dziś mam egzaminy stacjonarne (będę je mieć raz w tygodniu)… Czyli cd aktywności POZA domem. Buuuu…

Ogórkowo wkleję Wam linka (niestety płatny, ale może przypadkiem macie subsrypcję to polecam) do artykułu o szopach. Mieliśmy wczoraj zadanie z cyklu jakim zwierzęciem coś tam widzimy, no i ja mam w głowie OPOSY. Lilka ma zajawkę na oposy, ciągle podsyła mi jakieś oposowe filmiki i już też mi się one same wyświetlają. Za to Mieszko marzy o szopie. A szop to gatunek inwazyjny, które powinien żyć w Europie w azylach. W latach 20-stych ściągnięto je do Niemiec, bo szyto z nich futra, które były znakiem rozpoznawczym studentów. Potem była wojna i podczas bombardowań fermy zostały również zniszczone, a zwierzęta obdarzone dużą umiejętnością przetrwania rozpełzły się po całym kontynencie. Później byli jeszcze amerykańscy żołnierze, którzy przywozili je ze sobą jako maskotki (bo szop to mix dwulatka z małpką) i tak powstała trudna do opanowania populacja. Pokażę Wam mój aktualny widok z okna:

  • Wybraliśmy z Matim fretki.
  • Czyli się zgodził?
  • Tak. To dwie dziewczynki. Misza i Masza.
  • Misza to imię męskie.
  • Tak, ale tym razem to dziewczynka
  • Ale to skrót od Michaił.
  • TAK, ale do DWIE dziewczynki. Chcesz o nich posłuchać, czy będziesz mnie poprawiać?

zlot

Na początku września połową mojego etatu przeszłam do nowego działu mojej firmy. Marketingu. Wiem, wiem, połowa nie ma sensu, bo robisz pełny etat, a kasa o połowę mniejsza, ale bałam się, że coś mi nie wyjdzie i tak chciałam (asekuracyjnie) pozostać zaczepiona w edukacji. Działam więc równolegle w dwóch obszarach. W tym nowym zajmuję się treściami na social media, newsletterami i meilingiem. Rewelacyjna jest ta praca, świetny mamy zespół, tak jak już kiedyś pisałam, nie sądziłam, że można takie fajne rzeczy robić i jeszcze nazywać to pracą. Niemniej jednak roboty jest sporo.

A dziś i wczoraj mieliśmy zlot! Bardzo było fajnie, lecz powiem Wam, że nie dałabym rady osiem godziny pracować poza domem… Pobudkę miałam tradycyjnie o szóstej, odstawiłam dziewczyny, przebiegłam się z psem i po o ósmej wsiadłam w pociąg. Tylko tak ma to sens… Z powrotem byłam chwilę przed 18-stą. Zmyłam makijaż, nałożyłam dresy, wyszłam z Bibs, bo jednak spacer po nocy to zadanie dla mnie (zresztą lubię takie snucie się z psem) i szczerze mówiąc, to NIC więcej dziś nie zrobiłam. Ciasteczko wyżej (cytrynowe tiramisu) przygotował dla nas szef supportu, bo oni na nas dużo zwalają :), a niżej macie przerwę lunchową, gdy wjechało zamówienie z wegańskiej knajpy.

cierpienia pierwszego świata

  • Dziewczyny kojarzycie taki filtr, który pokazuje jak konturować twarz? Takie lustro, gdzie zaznacza którą część przyciemnić, a którą rozjaśnić… Potem babki się malują dokładnie tam gdzie zaznaczono.
  • Jest takie coś na Tik-Toku.
  • Wspaniale Lila. Znajdź mi to. Czuję, że muszę mieć tutorial do malowania.
  • A jaki chcesz efekt osiągnąć?
  • Chcę być piękniejsza.
  • To będzie trudne…
  • Łucja, CIEBIE NIKT nie pytał.

Zachwycałam się moim życiem z pracą on-line i oto nadszedł tydzień, gdzie aż CZTERY dni mam poza domem. Jeden dzień na stałe będę mieć poza domem (buuu), a w tym tygodniu mam jeszcze jakiś zlot. Wiecie jak to boli, kiedy człowiek buduje sobie to życie w dresiku, a oni chcą gdzieś mieć mnie na mieście?? Poza tym mam, aż dwie wizyty lekarskie z Lilką i chyba dojdzie mi kolejny dzieciak na korki. A tak było dobrze!!!

Orzechy. Dużo ich uzbierałam tej jesieni. W łubiankach przed domem jest jakieś sześć kilo i mądrość tej jesieni brzmi: Wszystkie orzechy spadają tej samej nocy. Wszystkie ze wszystkich drzew. Coś jak winobranie, albo pigwy. W pozostałe dni spadają pojedynczo po deszczach i wiatrach, ale jedna noc była taka, że wszystko tymi orzechami było usłane. Zbieram z takich przydrożnych drzewek na spacerze z Bibs.

kalosz spacerowy i orzechowe łubiany- zbieram już do tej co na ziemi stoi

ciągle pada

Rano do mojego pokoju weszła zapłakana Łucja:

  • Ojej, kochanie, co się stało??
  • Właśnie oglądałam fretki. One są takie słodkie! Trzeba mieć parę i lubią się wspinać! I patrzyłam na strony adopcji i tak dużo ludzi chce je oddać! To takie smutne!
  • Straszne! Nie chcą takich słodkich stworzonek?
  • Bo one przegryzają kable… Postanowiłam, że MOIM domu będę miała fretki.
  • Wspaniały pomysł! Kable przecież można pochować! A co na to Mati?
  • Jeszcze śpi.
  • Jak się obudzi, to na pewno odpisze, że też o nich marzy.

Niestety odpisał, że jak przegryzają kable to nie chce, ale przecież w JEGO części domu nie musi mieć fretek! Niespodziewane! 😀

Niedziela. Zrobiłam Dal soup i bardzo Wam to danie polecam! To taka zupa, na którą Łucja jeździ do jednej indyjskiej knajpy, bo tam podają najlepszą. Wersja, którą wybrałam ja, ma dynię i batata, a ponieważ miałam mało czerwonej soczewicy, to wrzuciłam też garść grochu. Schodzi do niej suszony imbir i kurkuma, czyli przyprawy, których mam jakoś za dużo, bo ciągle ucieram świeże. Można ją zamrażać i chyba będzie się u nas czasami pojawiać! Zawieźliśmy ją też dziadkom i tam zrobiliśmy zamiankę z rosołem, którego dla odmiany fanem jest Mieszko!

Mazurskie kurki. Siedziały takie ceramiczne cuda na oknie naszej kwatery i podziwiałyśmy z Lilką, która najpiękniejsza!