Czemu TU tak gorąco?

-Liliana

dostałam też paczkę ze zgniecionymi pączkami 😀

Przyjechali w nocy i na szczęście przywieźli trochę deszczu! Wolno te chmury napływały, lecz od 16-stej LUNĘŁO. Już obsycha, ale poprawa jakości powietrza OGROMNA. Ja jakby nie było na parkruna NIE dotarłam, po pobudka o trzeciej oznaczała, że nie śpię do piątej. Od rana mamy za to Matiego, który przybył z wielkim pudłem prezentowym dla Łucji, gdzie i odzież, listy, pluszak, ramka ze zdjęciem, czekoladki, a nawet czipsy!

Mamy dzień prasowania (bo sporo ubrań przywieźli wypranych), prania (gdyż kilka brudnych jednak było) i jedzeniowych wynalazków (jak zabrałam się za robienie placków to okazało się, że mam tylko mąkę kukurydzianą). Z Mieszkiem podskoczyłam po chleb i do serwisu telefonicznego, a z Lilką poszłam na wieczorny spacer. Pokażę Wam kładkę, jaką spotykam na spacerze Bibs. Jak się pojawiła, na wiosnę, to bałam się po niej przejść. Kiedyś weszłam i się cofnęłam. A teraz przechodzę już bez problemu, nawet trochę szybciej czy idąc w japonkach. Czy to letnia równowaga, czy oswojenie z przeszkodą – nie wiem, ale to miłe!

pocztówki znad Łaby

  • A skąd ten koleś jest, Łucz? Ten z którym gadałaś o imprezach? To ten z Mediolanu, co pływa na desce?
  • Tak, to ten. Ale on jest z Milanu.
  • To to samo. Mediolan to Milano. Stolica mody.
  • Aaa… Bardzo przyjemny estetycznie był.

Towarzystwo już powoli się zbiera do drogi powrotnej, ja na rynku kupiłam jeżyny i borówkę, LECZ nie wiem czy przypadkiem NIE zjem zanim dzieci TU dotrą…

Panny zakończyły swój kurs i chyba wyszło wszystko świetnie! W pierwszej części tygodnia mieli prowadzącego, który skupił się na gramatyce i bardzo dobrze odnalazła się w tym Lilka (wtedy sfrustrowana była Łucja), a w drugiej połowie prowadzący się zmienił na prowadzącą, a zajęcia stały się konwersatorium. Wtedy zakwitła Łucja, która NAWET opowiadała na lekcji ŻARTY (po niemiecku!). Od czwartku Lila dla równowagi odmówiła brania udziału w lekcji i uczestniczyła w nich wyłącznie jako słuchacz. Łucja najlepiej dogadała się z 19-letnią panną z Albanii (chyba miała na imię Esmeralda), jednym Włochem, który siedział naprzeciwko i nie odrywał od niej oczu oraz młodym wytatuowanym Brytyjczykiem, który „był mid, ale dobrze się z nim gadało”.

Po lekcjach panny czasem się chwilę włóczyły, potem gdzieś przejmował ich Diabli i albo snuli się wszyscy razem po mieście, albo jechali GDZIEŚ. Archiwizacyjnie trzeba też dodać, że Mieszko w tym czasie rozwalił swój telefon. Ja z grubsza, wszystko co zaplanowałam sobie ogarnęłam, chociaż jak wczoraj piłam w kuchni mleko roślinne z kartonu i podniosłam głowę do góry, to sufit w kuchni RÓWNIEŻ muszę pomalować. Może uda mi się to zrobić w trakcie roku szkolnego, bo praca w domu to jednak niezła gratka… No i oczywiście podłoga w dużym pokoju przechodzi na kiedyś. Mamy tu większe upały niż w Niemczech, w nocy były gigantyczna burza, ale rano było już sucho. Nie przeoczyłam jej natomiast dlatego, że Bibs podczas błyskawic stała NADE mną w moim łóżku i dyszała. Gorąco, duszno, parno, a ta dramatyzuje, że BURZA. Wyśpię się chyba dopiero na jesieni!

to taki Łucji żarcik, Lila oczywiście żadnego piwa nie piła!

Przedsiębiorca w Legolandzie, w bluzie niesponsorowanej

Podczas kiedy panny zgłębiały tajniki języka Tomasza Manna, braci Grimm i Geothego (skoncentrowane głównie na tym, gdzie pójdą PÓŹNIEJ na lunch-yk), Mieszko wraz z młodszą siostrą dotarli do… Legolandu! To jest mega gratka, podczas której ten wyluzowany nastolatek powiedział KILKA razy: To jest NIEZŁE oraz TO było ŚWIETNE, a są to słowa przez niego NIEUŻYWANE! Strasznie szkoda, że nie wziął do Danii swojego paszportu Lego, ale extra, że tam dotarli. Ja NIE byłam i uważam, że to niesamowite, że pierwszy Legoland Mieszka to ten PIERWSZY. Z Hamburga do Danii jest jakoś nie za daleko i Diabli taki pomysł miał już od pewnego czasu. Młody chyba NIC sobie nie kupił, ale wiem, że na sali gdzie było DUŻO klocków wpadł na pomysł, że może JEDEN ukraść i robił zdjęcie owego klocka oraz wysyłał do kumpla z pytaniem: ILE MU ZAPŁACI za TAKI klocek… Ot, taki przedsiębiorca… Jeśli byliście TAM wczoraj i widzieliście blond młodzieńca w jego ulubionej bluzie to właśnie był ON! 🙂

Ja tymczasem byłam rano na poczcie i dostałam DWA urzędowe pisma, po których zalał mnie zimny pot. Wygenerowałam już jednak jakieś odpowiedzi i chyba będzie okej. I FATALNIE przez te upały się znowu śpi, dziś rano na spacerze z Bibs kogo nie spotkałam to wszyscy jak Zombie wyglądali.

książkownia

12 sierpnia to również Światowy Dzień Młodzieży, co z kolei jest dobrym punktem (jak słusznie zauważono na Lubimy Czytać) do rozważań o czytelnictwie kolejnych pokoleń. Jak wiecie, sytuacja NIE wygląda źle, w Polsce się NAWET czyta i powinniśmy być z tego dumni. No i tak trochę zasłaniając się ideą zamówiłam kolejne książeczki! W sumie to mam jeszcze co czytać, ostatnio przeglądam literaturę dziewczyn (zabawnie ten gość zripostował ideę PRZECZYTANIA wszystkich książek jakie się ma w domu), ale a)chciałam wybrać coś dla Łucji b)ja też, dla SIEBIE, dawno nic nie kupowałam! Dla Łucji doszły: Dziewczyny, którymi byłam, czyli historia o napadzie na bank, na którą ostrzy się Netflix oraz Światło, którego nie widać czy losy dwojga pozornie nie połączonych ze sobą osób podczas II wojny światowej. Dla mnie wzięłam Babel, na który miałam ochotę od bardzo dawna, to strasznie gruba księga, ale uwielbiam tego autora oraz Potwora z Florencji. To drugie poleciała mi znajoma, która uwielbia Literaturę Faktu i Reportażu (najchętniej wydane właśnie przez Czarne) i utknęła równorzędnie w trzech książkach, a to jest jedna z nich.

Poza tym POMALOWAŁAM ściany (okolice schodów) i ŁAZIENKĘ. Wydaje mi się, że rok temu tego nie robiłam, bo skupiłam się na malowaniu płotu, a bardzo to (malowanie) lubię robić! Nie jestem w tym dobra, zawsze jak tak lecę z poprawianiem-poprawiania to osiągam stan: LEPIEJ już nie będzie, lecz NIE jest to refleksja z frustracją, lecz duma z zamknięcia zadania. Wczoraj wszystkie powierzchnie dokładnie umyłam, ale ponieważ spotkałam się z dziadkami i pojechaliśmy na jedną wystawę (tu), to nijak nie mogłam już malować, bo gdy wróciliśmy było już ciemno! Za to DZIŚ w domu unosi się zapach białej farby, co nie do końca pasuje Bibs, ale fajnie że zrobione! Czasu coraz mniej, nie wydaje mi się, żebym się wyrobiła z podłogą, nie będę jednak marudzić!

Bob i Helmut

w sobotę znalazłam zdjęcie siedmioletniej Łucji i jej wysłałam 🙂 PRZERAZIŁO JĄ.

Nie znoszę gdy włosy zaczynają mi się przyklejać do karku. Denerwuje mnie to o każdej porze roku i te zabiegi by to się NIE działo stają się coraz dłuższe i CORAZ bardziej czasochłonne. Kończy się zresztą każdorazowo na noszeniu chust i opasek. U fryzjera byłam PRZED zimowymi feriami, no i dotarłam wczoraj. Fryzjerka zapytała, czy chodzi mi o „boba”, więc przytaknęłam! Myślałam, że dotrwam do końca wakacji, ale doszłam do wniosku, że dwa tygodnie nic nie zmienią, a jednak mam TERAZ chwilę czasu więcej! Wiem, wiem, jeszcze kolor, bo to siano to koszmar, ale to może jakoś w październiku? Na przyszłą środę zapisałam już Mieszka!

Tymczasem panny zmieniły sobie grupę. Po testach wstępnych zakwalifikowano je do A2, lecz podczas lekcji uznały, że NIC nie rozumieją. No niestety. To jest jakiś koszmarny edukacyjny mankament, że opanowuje się struktury i czasy, a problem jest z komunikacją. Uczymy się latami i nie potrafimy bułki kupić… Nieważne! Nie ma to znaczenia w której grupie są, ważne by były zadowolone! Ich nowy lektor to teraz on, więc umownie nazwałyśmy go Helmut. Nowa grupa jest okej, a jak to Lila powiedziała: Łucja w każdej grupie znajdzie sobie jakiegoś crusha 😀

Ich heiße

Wczoraj ekipa była NAD morzem (nie wiem którym: czy Bałtyckim czy Północnym?), a rano panny zaczęły zajęcia z niemieckiego… Pomysł zaczął się w momencie, gdy szukaliśmy wakacyjnego kursu dla Lilki i przyszło mi głowy, że A MOŻE BY TAK… Pierwszy reaserch ujawnił, że nauka za granicą języka danego kraju to pomysł doskonały. Z nieznanych mi względów kursy GDZIEŚ, są tańsze niż tu. Niemieckiego taniej nauczysz się w Niemczech, a włoskiego we Włoszech. Może dlatego, że TAM Państwo dofinansowuje takie kursy? A może, u nas TAK chcemy się rozwijać, że są one po prostu drogie? Taki pięciodniowy, parogodzinny kurs kosztuje mniej niż zapłaciłam ze PIEĆ lekcji niemieckiego jakie miała Łucja w zimie!!! Najwięcej wakacyjnych kursów niemieckiego dla nastolatków jest w Berlinie i Monachium. W Hamburgu znalazłam jedną szkołę, która takie ma i na dodatek zaczyna lekcje w każdy poniedziałek i kontynuuje je przez pięć dni. Brzmiało to tak świetnie, że postanowiłam zapisać CAŁĄ trójkę! Chwilę w tym przekonaniu tkwiłam, zapytałam o to Diabla, czy nie będzie z tym problemu, że od 9-tej do 12-stej przez jeden tydzień jego wakacji one mu będą znikać? Diabli początkowo się zgodził, a potem zapytał: Czy Mieszko MUSI? No więc nie. Nie musiał. W sumie to on idzie do szóstej klasy, niemiecki będzie mieć od siódmej, czyli przez TEN rok NIE będzie miał kontaktu z niemieckim i pewnie by zapomniał. W jego przypadku taki kurs to byłaby to idea dla idei. A Diabli ma jakiś inny plan dla maluchów, czyli w ten sposób panny poszły SAME.

Był trochę nerw, bo okazało się, że szkoła NIE utworzyła kursów dla nastolatków, proponują im za to niemiecki ogólny (German Intensive Summer Course) i zaczęłam się bać, że na TAKIM kursie będą dorośli. W opiniach o szkole (opinie NIGDY nie są miarodajne, bo tam zawsze wylewa się żale) ktoś napisał, że NIE dostał wizy i szkoła nie zwróciła kosztu kursu. Jakiej znowu wizy? Szukaliśmy summer kursu dla dzieciaków! LECZ gdy Diabli je tam rano zostawił to zaraportował, że w 10-osobowej grupie są same nastolatki. Dwie osoby z Polski (jednego chłopaka przyprowadziła bardzo dobrze mówiąca po niemiecku matka), jedna ciemnoskóra dziewczyna, jedna w hidżabie, itd. Na razie mam informację od nich, że NIC nie rozumieją, ale i tak się cieszę, że je wypchnęłam!

Ja tymczasem zaczynam DRUGI tydzień bez dzieci! Bardzo chciałabym podmalować ściany i JUŻ znalazłam w gospodarczym białą farbę. Mam dwa spotkania feedbackujące moje ostanie pracowe projekty i trochę mam z tym nerw. W środę będę dzwoniła do jednej szkoły, do której aplikuje Łucja i tam nikogo nie było wcześniej w sekretariacie… Jutro może gdzieś z dziadkami się wybiorę, no i gdzieś po drodze zacznę pracować nad łazienką (też malowanie, ale tu pojawią się także fragmenty ze szpachlą). Pokażę Wam foteczkę jaką wysłałam dzieciom. To taka pozycja jaką przyjmuję zawsze gdy zostaję sama i tak jak myślę, ZAWSZE (jeszcze przed dziećmi) tak robiłam. Siadałam gdzieś na krawędzi domu i ogródka i myślałam. Tak mi przyszło do głowy, że to jest MOJA prywatna poza. Jak oni są w domu to czasem Lilka siada obok, ale na ogół nie mam czasu tak przysiąść!

Samowyzwoloną komórkę postawiłam w dwóch punktach: jestem więc z przodu i od pleców!

Wiśniowo-limonkowe lato!

Urodziny Łuczy to zawsze Perseidy, więc cały dzień z tyłu głowy miałam, że wieczorem popatrzę na gwiazdy. Wpadłam nawet na pomysł, że może kogoś wyciągnę na wyprawę na oglądanie? Człowieka zawsze zalewa taka fala spełnienia jak patrzy na gwiazdy… Podeszłam do sąsiadki co to z nią ostatnio gadałam, ale zobaczyłam, że pod domem ma dwa motory (jej i nie jej), więc doszłam do wniosku, że ona plan na wieczór już MA. Potem pomyślałam, że może kupię sobie jakiegoś małego szampana, ale olśniło mnie, że gdzieś ostatnio widziałam vino verde? I tak szłam zamyślona GDZIE to było i czy to JUŻ ten moment, kiedy mogę zacząć sobie kupować alkohole, które NIE zużyję do gotowania, gdy wlazłam na sąsiada wynoszącego dzwoniące kartony:

  • Oooo, ale się zaopatrzyłeś! Na kłopoty napój złoty! Rozumiem, że tak zatowarowany będziesz oglądał w ogródku gwiazdy?
  • Promocja w Biedrze, 12+12, a gwiazdy widziałem wczoraj takie, jakich tu nie ma! Byłem przy granicy z Ukrainą i tam jest dopiero niesamowite niebo!
  • No ja, dziś. popatrzę na to nasze. Tylko tak mnie korci, żeby podjechać po vino verde, tylko nie pamiętam w jakim sklepie to ja widziałam… W Aldim? Nie mogę sobie przypomnieć…
  • Dam Ci coś. Mój ojciec robi nie mieści mu się w piwnicy!

I poszedł do domu i przyniósł mi wino WIŚNIOWE… Ja nie piję, tak tylko zagadałam, żeby na taką cool wyjść!!! Poza tym tonę w tych WIŚNIACH!!!! Mam dżemów pół spiżarni, mam już nalewkę od jednego sąsiada, a teraz wino od drugiego! 🙂

Dzieciaki tymczasem były RANO na fishmarkcie w Hamburgu i mają KARTON limonek :D. Nie mam pojęcia co MAJĄ z taką ilością zrobić… Diabli chciał 10 sztuk do ryb, a gość mu powiedział: Daj mi 5 euro to dam Ci cały karton. Guacamole? Za mało zejdzie… Można upiec kurczaka z limonkami, ale to samo… Hmm… Poradzą sobie, najwyżej lemoniadę będą pili przez najbliższy tydzień!

Siedemnaste!

Łucza dziś daleko ode mnie, ale nie da się ukryć, że 17 lat temu, gdzieś około 17-stej (!!) uczyniła mnie mamą. Ależ to było przerażające! Ja naprawdę nie wiedziałam CO mi strzeliło do głowy, żeby zostać MATKĄ. NIE DAM sobie rady! Ale jeszcze gorsze jest to, że strasznie szybko ten czas przeleciał!!! Oglądałam ostatnio nasze stare fotki i tęskno mi się zrobiło za naszymi letnimi wyprawami. 10 lat temu, o tej porze, siedzieliśmy na rynku w Lublinie i jedliśmy śniadanie. O tej porze roku jest TAM Jarmark Jagielloński i taki dwuletni Mieszeczek dłubał wtedy w talerzu z miną: CO jest jadalne?. Zazdroszczę im tej wycieczki teraz i tak długo jak ich mam obok siebie chcę z nimi spędzać wakacje! Łucja co prawda wbiła mi szpilę, że ojciec zawsze narzeka na hotele, a i tak są 10x lepsze niż te ze mną, ale jest niesprawiedliwa, bo Dom Pielgrzyma był całkiem prestiżowy!

Dobrym dzieckiem jest ta moja Łucja. Fatalnie, że jest tak strasznie dorosła i cały czas czuje się odpowiedzialna za swoje rodzeństwo. Powtarzam jej: olej tego focha Lilki i najwyżej NIECH siedzi w pokoju. Jak wysyłam im wiadomości na naszą grupę, to ona je zawsze „serduszkuje” i jakiekolwiek relacje TEŻ otrzymuję WŁAŚNIE od niej. Panna nie ma jakichś super wakacji, bo a)postanowiła pracować, b)ja w tym roku zadziałam punktowo c)mamy na głowie zmianę szkoły. To dość emocjonujące, nie wiem w którym momencie sprawa się wyjaśni i jest z tym spore zamieszanie oraz jeszcze więcej niewiadomych.

Dużo pozytywnych rzeczy mogę powiedzieć o jej związku. Są z Matim razem od dwóch lat, Łucja czuje się pewnie i atrakcyjnie (bardzo takiego skoku w samoocenie brakuje Lilce). Mati niezwykle nam pomógł po jej operacji i w całej masie codziennych wrażeń. Panna przelewa w tę relację fale swojej kreatywności i on znosi to dobrze, a ja cieszę się, że ma ujście do różnych emocji. ALE wiadomo, że drugi człowiek na Ciebie wpływa i są rzeczy, które nie idą tak jakbym chciała. Relacja z zięciami i synowymi jest trudna, bo masz jakiś obraz swojego dziecka i widzisz, że ktoś je zmienia. Myślę, że samotni rodzice czują to jeszcze mocniej, bo wychowanie i późniejsze rezultaty zależą od jednej osoby. A tu pojawia się ktoś, kto nanosi poprawki. Mati JEST realistą i Łucji zmniejszył się rozmach, czyli coś co dla mnie jest wychowawczym priorytetem. Sky is the limit, macie prawo sięgnąć po wszystko. Takie przesłanie chciałam im wpoić… Czas przyspiesza coraz bardziej, zostały mi dwa lata, bo po maturze panna chce mieszkać sama, CZYLI muszę zrobić COŚ dużego, by dać jej takiego nośnego kopa, szybko zanim całkiem stracę kontrolę. Ostatni rok miała dość przełomowy: miała fajne szkolne (ZAGRANICZNE) wycieczki, przeszła trudną operację, była na nauczaniu indywidualnym, więc po raz kolejny miała sprawdzian tym razem z tego jak potrafi samodzielnie się uczyć oraz przeszła na dość dorosły model partnerskiej relacji (sami wyjeżdżają, kłócą się o to jak będzie wyglądał ich dom czy jak nazwą dzieci). Poszerzyła dietę, obejrzała dziesiątki nowych seriali i zaczęła chadzać na koncerty. Na wakacje chciała pracować (udało jej się to), lecz moim zdaniem ona musi wykombinować sobie sposób na życie uwzględniający jej fizyczne ograniczenia.

Łucja kocha życie i przygodę. Ma słabość do ciuchów i dobrego jedzenie. Jak się idzie z nią na zakupy to panna ZAWSZE wychodzi obkupiona. Potem przy przeglądzie szafy, wychodzi, że ma po kilka par identycznych spodni czy spodenek, a jej buciane zasoby są większe niże kogokolwiek w domu… W tym roku przed wakacjami dokleiła sobie rzęsy u kosmetyczki i wyglądała szałowo. Lubi mieć robione zdjęcia i uwielbia planować. Wycieczki, życie, wydarzenia. Tworzy szczegółowe scenariusze i sprawdza najdrobniejsze informacje. To są cechy Diabla i zawsze się o to kłóciliśmy. Dziś świętuje w Niemczech (wiem, że kupili już Konditerei Kopenrath und Wise :D) a jak wróci to będziemy świętować z dziadkami i MY! Fotki niżej powstały 2 tygodnie temu, gdyż potrzebowała je mieć gotowe na DZIŚ!

Der, die, das

Na którejś z moich grup tłumaczeniowo/nauczycielskiej/osób chcących się przekwalifikować/ (nie pamiętam której) był niezły temat JAKIEGO języka się uczyć. Założyła go osoba, która poczuła pewną przestrzeń i zapragnęła dobrze opanować KOLEJNY język, tak by było to opłacalne. Jedna z odpowiedzi był doskonała: wybierz język, którego przekład w kraju ojczystym jest wyższy niż w Polsce. Niby oczywiste, ale cała masa języków odpada. Rosyjski, ukraiński, arabski, czy chiński TANIEJ będą wykonane tam. Łatwo będzie znaleźć kogoś kto przebije naszą ofertę. Podobna sytuacja jest z niemieckim lub hiszpańskim ze względu na dużą ilość osób polskojęzycznych mówiących w tych językach. Za to żyłą złota wydają się na razie (w tłumaczeniach mało jest wariantów wyłącznie dwu językowych, bo ten sam tłumacz na ogół robi warianty w połączeniu z angielskim) norweski, duński i niderlandzki. Bardzo dobra odpowiedź, pod warunkiem, że podchodzisz do wyzwania ekonomicznie. Nie znam takich osób, ale z pewnością są ludzie, którzy się uczą łaciny dla przyjemności! Wychodząc więc z mojego życiowego credo, iż WSZYSTKO się pewnego razu przydaje i korzystając z takiej możliwości ruszyłam dwa dziś dwa kolejne. Głowa to mi pęknie, lecz na TYM etapie jeszcze ogarniam! Tak wiec o ósmej miałam lekcję tureckiego, bo Stambuł mam na moim bucket list chyba od pięciu lat, lecz przy tym nasilającym się tam radykalizmie (winny jest ichniejszy prezydent, który zrobił modne ostatnio fałszowanie wyborów) za szybko tam nie pojadę, ORAZ o 14-stej lekcje… niemieckiego.

Tymczasem to Drezno jest przepiękne. Towarzystwo poszło do Muzeum (pamiętajcie, że w Niemczech to atrakcja do 18 roku życia BEZPŁATNA) i widziało obraz Rafaela Santi, który moim zdaniem jest większym arcydziełem niż Mona Lisa.

Ja dostałam zdjęcia ceramicznych psów, lecz w zamian musiałam odesłać filmik z BIBI!
Tu Mieszko ma t-shirt, którego nie kojarzę… I tak myślę, czy zapakował sobie jakiś MÓJ?
Lila NIEUCHWYTNA, też się na fotkach pojawiła!

Po tylu wrażeniach ekipa zapakowała się do auta i ruszyli DALEJ! Na północ! Postój wypadł im w okolicach Lipska przy Pomniku Bitwy Narodów. Wpiszcie sobie to miejsce do wakacyjnych przejazdów, bo to jeden z największych pomników Europy. Do środka, niczym do Statui Wolności można wejść i upamiętnia on jedną z bitew okresu napoleońskiego.

Muzycznym szlakiem!

Kolejne miasto na trasie to Drezno, bo tegoroczny wyjazd mają dzieciaki MUZYCZNY! Po drodze zajrzeli do Szwajcarii Saksońskiej i PARKU Narodowego Saskiej Szwajcarii (uff, to skomplikowana nazwa), gdzie snuli się po unikalnym skalnym moście Bastei! Powiem szczerze, że pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy, gdy Diabli mi przyznał linka gdzie jadą, to: CZY tam jest bezpiecznie?, no ale w Niemczech wszędzie chyba myślą o wszystkim, więc BYŁO bezpiecznie. I przepięknie!

Ja tymczasem leciałam z moim sprawami, czyli dzień miałam PRZY kompie. Moja nauczycielka hiszpańskiego zrobiła nam dziś lekcje ze swojej szkoły flamenco, gdzie na ścianach pełno było pomalowanych figurek sakralnych (przecudowne!), a potem szła nagrzanymi ulicami Kadyksu pokazując nam bary z najlepszymi tapas…

W ramach relaksu wyszłam na chwilę do ogródka, gdzie odkryłam, że mój hibiskus ma już DWA kwiaty! TO jest niezły fenomen, bo tyle lat nie mogłam się doczekać, a w tym roku nie dość, że urosły mi aż dwa krzaczki, to jeden ma KWIATY! Nie zakwitła mi ani jedna piwonia, za to te hibiskusy to SUKCES!

widzicie jak siedzą blisko, ale NIE za blisko siebie te moje zwierzęce córki?