kołowrotek

  • Synu, ubieraj się. Jedziemy.
  • Gdzie?
  • Do dwóch ogólniaków złożyć podanie dla Łucji, a ja nie mam gugiel map.
  • Ok.
  • Jak zdążymy przed dentystą Lilki to wpadniemy do Biedry po zeszyty dla Ciebie.

Nie zdążyliśmy. Taki mam kocioł przez ten przenosiny do innej szkoły, że szok. NIE ma miejsc nigdzie, a pod koniec lata narobiło się korków, a NIE skończyły się roboty drogowe, więc wszelkie przejazdy trwają długo. Jutro znowu ruszymy, bo jeszcze jeden pomysł nam do głowy przyszedł, ale przy tej szamotaninie doszłam do wniosku, że Lilka, po drugiej klasie, SZKOŁY zmieniać NIE będzie. I zła jestem na tę Łucję bardzo. Tłumaczyłam dziś Diablowi, że nie rzucasz pracy, bo CHYBA wygrałeś w lotto. Jak wygrasz to rzucisz. Do tego czasu siedzisz cicho i się nie wychylasz co to Ty nie zrobisz! A tak mamy napięcie i nerwy, a ja też mam moje obowiązki, że o sprawach domowych nie wspomnę. Na obiad wyrobiłam się tak, że podałam budyń z jeżynami i jabłka w cieście, więc zakładam, że wszyscy podobnie jak ja są już głodni.

Tymczasem panna najstarsza wróciła z Krakowa! Pojechali tam na urodziny Matiego – to był taki wyjazd niespodzianka (miał być na dworcu z plecakiem), bo Łucja zabrała go do VIP kina! Są takie wynalazki w Polsce dwa (Wrocek i Kraków), gdzie nie dość, że oglądasz film w małej sali (wybrali „Gran Turismo”) to jeszcze masz nielimitowane KINOWE jedzenie: pop-corn, nachosy z sosami i napoje. Poszli również tradycyjnie do Mangga Cafe na wystawę, glony oraz ramen i chyba głównie się włóczyli. Nocleg mieli w airbnb, a wrócili zadowoleni oraz PRZEZIĘBIENI.