Drugi dzień pada, lato się chyba z nami żegna, więc czas na podsumowanie! Stylistyczne już wrzuciłam na szafę, a teraz tak ogólnie! Było to kolejne najcieplejsze lato w historii, ale przydarzały się też nawałnice, grady i podtopienia. Dalej trwała wojna na Ukrainie, choć doszły incydenty tajemniczych zniknięć polityków po stronie rosyjskiej. Rodziły się bliźniacze zwierzęta: parę dni temu dziko żyjąca rysica miała ponad ponad przeciętną ilość młodych, a w lipcu to samo wydarzyło się rodzinie czarnych bocianów. Zaczęliśmy się bać sztucznej inteligencji, za to ogłoszono koniec stanu epidemiologicznego związanego z Covidem. Na początku czerwca był marsz w obronie demokracji i w sumie to temat nadchodzących wyborów nieźle nas nakręcał. Regenerowały się dalej Łucji plecy (pozbyliśmy się gorsetów) i lato jest bardzo potrzebnym elementem terapii. Remontowo poprawiałam mój ogródek i podoba mi się osiągnięty efekt. Jeśli chodzi o dom, to duma, że uszczelniłam po raz kolejny strych i elegancko odświeżyłam białe ściany.
Mieszkańcy południa Europy wypoczywali na północy, a Zakopane okazało się odkryciem dla turystów z Dubaju. Brzmiało to wszystko niewiarygodnie, lecz obie informacje miałam potwierdzone z pierwszej ręki. Udało mi zrobić grilla (pierwszy raz od wielu, wielu lat) i pojechałam pierwszą w życiu integrację! Cieszy mnie nasza cykliczna już wyprawa nad morze, bardzo udała się nam wyprawa na Podlasie i zaskakująco miła była Ryga. Podoba mi się, ze dzieci widzą potrzebę realności i cenią takie migawki jak kontakt z przypadkowymi ludźmi. Przejazd trolejbusem, gdzie ktoś śpiewa dziecku kołysankę, zetknięcie z kontrolerem biletów, rozmowę z gburowatą panią w okienku. To wszystko tworzy szerszy obraz danej kultury i to wyjątkowe, że oni nie nakładają słuchawek i nie wyłączają się na to, lecz to chłoną. Z tatą dzieci były w Czechach (Karlove Vary) i w Niemczech (Drezno, Lipsk), a Mieszko dotarł nawet do duńskiego Legolandu (czyli jest ich wynik max w ilości odwiedzonych na wakacje krajów).
Było edukacyjnie. Najważniejszym wydarzeniem lata była wyprawa Lilki do Kanady. Przeżywaliśmy ją długo przed wyjazdem, w trakcie i cały czas jest to temat, do którego wracamy. Na kursie języka niemieckiego w Hamburgu były obie panny, a Mieszko był na konwencie kultury japońskiej, gdzie wziął udział w wykładach. JA to w ogóle odleciałam z tą ilością kursów języków obcych i miękkich szkoleń tego lata! Mamy też edukacyjny motyw przewijający się całe lato, czyli zmianę szkoły u Łucji, która dodajmy: w lecie pracowała!
NAJ:
- Trend: SAMOZBIORY! Ależ to było dobre! Zbieraliśmy wiśnie i jagodę kamczacką. Miała być też borówka, ale nie wyrabiałam się w przebieraniem. Nie dotarliśmy za to po raz kolejny na plantacje lawendy!
- Jedzenie: Szparagi! Zawsze wałkowaliśmy je w jeden sposób i bez specjalnego zachwytu, za to w tym roku pojawiły się w nowych wersjach: jak dla mnie zdecydowanie wygrywają takie z anchois!
- Owoc: wiśnia. Dostałam wino z wiśni, nalewkę z wiśni i narobiłam słoików z dżemami TYLE, że może starczy do stycznia?
- Deser: semifreddo. Przypomniał mi się w środku lata i warto, żebym pamiętała o nim w przyszłym roku. Tradycyjnie dużo było też serniczków.
- Innowacja kulinarna: przestawiliśmy się na duże kubełki jogurtów. Takie litrowe. Kupujemy już wielkie wiaderka twarogu, pięciolitrowe baniaki wody, a teraz też jogurty. Tak jak już pisałam: nie wiem czy to się opłaca, ale lubię taki wariant.
- Książka: na chwilę obecną czytam Babel i polecam. Tak myślę, że Schronisko było świetne i przeczytała je też Łucja. Lilka kolejny rok ogólnie dużo czyta, a Mieszko postanowił przeczytać Kubę i Amelię oraz Amelię i Kubę (to taka wprowadzające w różnice w myśleniu chłopców i dziewczynek), ale widzę, że idzie mu średnio.
- Trend: koncerty! Łucja była na kilku, włącznie z Open Airem i urodzinami Maty, a na przyszły rok bilet na muzyczne wydarzenie ma już Lilka.
- Środek transportu: mniej było pociągów (niż zwykle), był samolot (Ryga, Kanada), ale był też prom! Promem płynęła Łucja z Helu do Gdyni na koncert i promem płynęłam Lilka na wyspę Vancouver.
- Film: Barbie i Oppenhaimer. Tego drugiego NIE widzieliśmy, ale to tak często się pojawia, że ostatnio doszłam do wniosku, że powinnam ze względu na Ciliana obejrzeć kolejny sezon Peaky Blinders.
- Sport: kajaki (och jak się cieszę, że udało nam się je zrobić na Podlasiu, ale ja też na integracji płynęłam) i rowery! Dwukołowce nie jakoś intensywnie, ale używamy!
- Seriale: to jest studnia… Z Lilką oglądamy Stamtąd i jest to pierwszy nasz film, którego nie zarzuciłyśmy po kilku odcinkach. Ja od siebie mogę polecić Wszystkie kwiaty Alice Hurt (Amazon), który jest extra. Jak podobały Wam się Ostre Przedmioty na HBO, to to jest podobne. Łucja ogląda natomiast Office (tego jest naście sezonów!!!), a Mieszko czeka aż ruszymy we dwójkę kolejny film z Universum Star Wars, czyli Asokę.
- Wystawa– miasta właściwie omijaliśmy, ale będąc na Podlasiu, zajrzeliśmy do Muzeum Sybiru i to było ważne miejsce!
<>
Nie miałam tego lata urlopu. Takiego, że jedziemy gdzieś i nie ma nas dłuższą chwilę i tęskno mi za tym czasem, kiedy to było możliwe. Nie było wypadów do miast i na festiwale. Ani Literackie, ani kulturalne, ani kulinarne. Cały czas nie zrobiona jest podłoga na dole. Nie udał się też patent z tamtych wakacji, że inni rodzice gdzieś jadą z którymś moim. Ale tu pojawił się poboczny wątek, że kolejne pary przestały być razem (chyba takie mamy czasy) i te dzieci w takich sytuacjach są przesuwane na inną porę. Mieszko nie wziął udziału w żadnych półkoloniach, bo wyprawa Lilki nas dość wydrylowała. Był taki plan jeszcze na początku lata, a tak naprawdę tego lata on był najbardziej stratny…
Niemniej jednak to było udane lato! Porwaliśmy się z motyką na słońce i daliśmy radę.
Na przyszły rok nie chcę przegapić morza i Podlasia. To Podlasie, to spróbujemy z Bibs zrobić! Niezmiennie przyciąga Dolny Śląsk, a Diabli namawia nas na Niemcy. Zaległe od dawna są Bieszczady, ale męczę się podczas długiej jazdy autem, a w góry chwilę się jedzie…W planie max w przyszłym roku latem, Łucja robiłaby prawko. Co oznacza, że muszę ich chyba rozdzielić i coś zorganizować dla Lilki i Mieszka? Zlatuje ten letni czas zdecydowanie za szybko!

