Uzdrowisko nad Bałtykiem

Mieszkaliśmy w hostelu. To taki nasz stały rodzaj miejscówek, wygrała cena (trzy noce za cztery osoby poniżej 100 euro) oraz lokalizacja (trolejbusem kwadrans do centrum). Łazienka była na korytarzu, ale była czysta, dostaliśmy również pościel i ręczniki. W sumie to bardziej był hotel robotniczy, bo na Łotwę przyjeżdżają ludzie z azjatyckich republik byłego ZSRR (komunikacja jest po rosyjsku, a zarobki jednak w Euro), lecz nie mieliśmy z nimi problemu. Było cicho i spokojnie. Któregoś razu wracaliśmy późno i oni gadali przez komórki przed wejściem i jeden zaklął komentując jakąś sytuację z drugiej strony słuchawki, ale gdy zauważył nas, to od razu skruszony przeprosił! Albo w dniu wyjazdu poszłam do kuchni po kiszonki, które trzymałam w lodówce i siedział tam taki wyrośnięty (20-letni?) blondas z głubinki (czyli tej części Rosji, która jest DALEKO) i powiedziałam mu Dzień Dobry. On coś sie żachnął, więc dodałam: Nie taki znów dobry, a on się wtedy rozmarzył, że byłby dobry, gdyby żona była tu koło niego. I z takim rozmarzonym o tej żonie spojrzeniem go tam zostawiłam 🙂 Tak zwyczajnie i pozytywnie..

Jeśli chodzi o zakupy, to z Rygi przywozi się balsam Ryżski, czyli rodzaj alkoholu ziołowego (my mieliśmy tylko bagaż podręczny, więc i tak nie mogliśmy płynów kupować), bursztyn (upatrzyłyśmy sobie pierścionki, ale podobnie jak o czekoladkach zapomniałyśmy o nich) i wyroby z drewna. My kupiliśmy natomiast orzeszki piniowe (kiedrowyje orieszki), które świeże są przepyszne. Te ze sklepu NIE zbliżają się smakowo do takich świeżych. To tak jakbyś równał młode orzechy włoskie z takimi przesuszonymi z torebki. Śmieszna była akcja, kiedy podeszliśmy do tej babki z orzechami i suszonymi owocami, bo dziewczyny chciały wielkie morele… Mówię więc, że chciałam „aprikoty”, tylko nie wiem ile… [ja to słaba jestem w tych gramach i dekagramach) i może tak z dziesięć sztuk? I ONA na mnie nakrzyczała, że „diewuszka, ja NIE będę WAM ich liczyć, dam WAM tyle!” 😀 I potem zapytała CZY COŚ jeszcze, ja dalej NIE WIEDZIAŁAM CO i ona mi na to powiedziała, że „izraelskije finiki charoszije”, czyli że daktyle z Izraela (wielkości dużego jajka!) są dobre i RZECZYWIŚCIE były doskonałe!

Jurmala i Park Narodowy Keremi. Jedzie się tam pociągiem, pociągi są takie, że nie wsiadasz z poziomu peronu robiąc wielki krok, lecz wsiadasz z poziomu ziemi i masz ponad metrową drabinkę do poziomu wagonu. Mieliśmy w tym parku pewien kryzys, bo Lila NIE chciała tam iść, moja wina zresztą bo operowałam papierową mapą i upierałam się, ze 1 cm- to 200 metrów, a Lilka w połowie trasy mi rozłożyła tę mapę i okazało się, że patrzyłam na zoom, a tak naprawdę 1 cm to 750 metrów 🙂 W Jurmali zwróćcie uwagę na drewniane domy, kwiaty na latarniach, ażurowe altanki w parkach i płaską plażę.

A to już droga do Keremi. Wypłowiałe domy, drewniane dworce i park!

jaszczurka
Zwróćcie uwagę na BUNT Liliany. Panna idzie BEZ butów.