- A skąd ten koleś jest, Łucz? Ten z którym gadałaś o imprezach? To ten z Mediolanu, co pływa na desce?
- Tak, to ten. Ale on jest z Milanu.
- To to samo. Mediolan to Milano. Stolica mody.
- Aaa… Bardzo przyjemny estetycznie był.
Towarzystwo już powoli się zbiera do drogi powrotnej, ja na rynku kupiłam jeżyny i borówkę, LECZ nie wiem czy przypadkiem NIE zjem zanim dzieci TU dotrą…
Panny zakończyły swój kurs i chyba wyszło wszystko świetnie! W pierwszej części tygodnia mieli prowadzącego, który skupił się na gramatyce i bardzo dobrze odnalazła się w tym Lilka (wtedy sfrustrowana była Łucja), a w drugiej połowie prowadzący się zmienił na prowadzącą, a zajęcia stały się konwersatorium. Wtedy zakwitła Łucja, która NAWET opowiadała na lekcji ŻARTY (po niemiecku!). Od czwartku Lila dla równowagi odmówiła brania udziału w lekcji i uczestniczyła w nich wyłącznie jako słuchacz. Łucja najlepiej dogadała się z 19-letnią panną z Albanii (chyba miała na imię Esmeralda), jednym Włochem, który siedział naprzeciwko i nie odrywał od niej oczu oraz młodym wytatuowanym Brytyjczykiem, który „był mid, ale dobrze się z nim gadało”.
Po lekcjach panny czasem się chwilę włóczyły, potem gdzieś przejmował ich Diabli i albo snuli się wszyscy razem po mieście, albo jechali GDZIEŚ. Archiwizacyjnie trzeba też dodać, że Mieszko w tym czasie rozwalił swój telefon. Ja z grubsza, wszystko co zaplanowałam sobie ogarnęłam, chociaż jak wczoraj piłam w kuchni mleko roślinne z kartonu i podniosłam głowę do góry, to sufit w kuchni RÓWNIEŻ muszę pomalować. Może uda mi się to zrobić w trakcie roku szkolnego, bo praca w domu to jednak niezła gratka… No i oczywiście podłoga w dużym pokoju przechodzi na kiedyś. Mamy tu większe upały niż w Niemczech, w nocy były gigantyczna burza, ale rano było już sucho. Nie przeoczyłam jej natomiast dlatego, że Bibs podczas błyskawic stała NADE mną w moim łóżku i dyszała. Gorąco, duszno, parno, a ta dramatyzuje, że BURZA. Wyśpię się chyba dopiero na jesieni!


