Ich heiße

Wczoraj ekipa była NAD morzem (nie wiem którym: czy Bałtyckim czy Północnym?), a rano panny zaczęły zajęcia z niemieckiego… Pomysł zaczął się w momencie, gdy szukaliśmy wakacyjnego kursu dla Lilki i przyszło mi głowy, że A MOŻE BY TAK… Pierwszy reaserch ujawnił, że nauka za granicą języka danego kraju to pomysł doskonały. Z nieznanych mi względów kursy GDZIEŚ, są tańsze niż tu. Niemieckiego taniej nauczysz się w Niemczech, a włoskiego we Włoszech. Może dlatego, że TAM Państwo dofinansowuje takie kursy? A może, u nas TAK chcemy się rozwijać, że są one po prostu drogie? Taki pięciodniowy, parogodzinny kurs kosztuje mniej niż zapłaciłam ze PIEĆ lekcji niemieckiego jakie miała Łucja w zimie!!! Najwięcej wakacyjnych kursów niemieckiego dla nastolatków jest w Berlinie i Monachium. W Hamburgu znalazłam jedną szkołę, która takie ma i na dodatek zaczyna lekcje w każdy poniedziałek i kontynuuje je przez pięć dni. Brzmiało to tak świetnie, że postanowiłam zapisać CAŁĄ trójkę! Chwilę w tym przekonaniu tkwiłam, zapytałam o to Diabla, czy nie będzie z tym problemu, że od 9-tej do 12-stej przez jeden tydzień jego wakacji one mu będą znikać? Diabli początkowo się zgodził, a potem zapytał: Czy Mieszko MUSI? No więc nie. Nie musiał. W sumie to on idzie do szóstej klasy, niemiecki będzie mieć od siódmej, czyli przez TEN rok NIE będzie miał kontaktu z niemieckim i pewnie by zapomniał. W jego przypadku taki kurs to byłaby to idea dla idei. A Diabli ma jakiś inny plan dla maluchów, czyli w ten sposób panny poszły SAME.

Był trochę nerw, bo okazało się, że szkoła NIE utworzyła kursów dla nastolatków, proponują im za to niemiecki ogólny (German Intensive Summer Course) i zaczęłam się bać, że na TAKIM kursie będą dorośli. W opiniach o szkole (opinie NIGDY nie są miarodajne, bo tam zawsze wylewa się żale) ktoś napisał, że NIE dostał wizy i szkoła nie zwróciła kosztu kursu. Jakiej znowu wizy? Szukaliśmy summer kursu dla dzieciaków! LECZ gdy Diabli je tam rano zostawił to zaraportował, że w 10-osobowej grupie są same nastolatki. Dwie osoby z Polski (jednego chłopaka przyprowadziła bardzo dobrze mówiąca po niemiecku matka), jedna ciemnoskóra dziewczyna, jedna w hidżabie, itd. Na razie mam informację od nich, że NIC nie rozumieją, ale i tak się cieszę, że je wypchnęłam!

Ja tymczasem zaczynam DRUGI tydzień bez dzieci! Bardzo chciałabym podmalować ściany i JUŻ znalazłam w gospodarczym białą farbę. Mam dwa spotkania feedbackujące moje ostanie pracowe projekty i trochę mam z tym nerw. W środę będę dzwoniła do jednej szkoły, do której aplikuje Łucja i tam nikogo nie było wcześniej w sekretariacie… Jutro może gdzieś z dziadkami się wybiorę, no i gdzieś po drodze zacznę pracować nad łazienką (też malowanie, ale tu pojawią się także fragmenty ze szpachlą). Pokażę Wam foteczkę jaką wysłałam dzieciom. To taka pozycja jaką przyjmuję zawsze gdy zostaję sama i tak jak myślę, ZAWSZE (jeszcze przed dziećmi) tak robiłam. Siadałam gdzieś na krawędzi domu i ogródka i myślałam. Tak mi przyszło do głowy, że to jest MOJA prywatna poza. Jak oni są w domu to czasem Lilka siada obok, ale na ogół nie mam czasu tak przysiąść!

Samowyzwoloną komórkę postawiłam w dwóch punktach: jestem więc z przodu i od pleców!