Łucza dziś daleko ode mnie, ale nie da się ukryć, że 17 lat temu, gdzieś około 17-stej (!!) uczyniła mnie mamą. Ależ to było przerażające! Ja naprawdę nie wiedziałam CO mi strzeliło do głowy, żeby zostać MATKĄ. NIE DAM sobie rady! Ale jeszcze gorsze jest to, że strasznie szybko ten czas przeleciał!!! Oglądałam ostatnio nasze stare fotki i tęskno mi się zrobiło za naszymi letnimi wyprawami. 10 lat temu, o tej porze, siedzieliśmy na rynku w Lublinie i jedliśmy śniadanie. O tej porze roku jest TAM Jarmark Jagielloński i taki dwuletni Mieszeczek dłubał wtedy w talerzu z miną: CO jest jadalne?. Zazdroszczę im tej wycieczki teraz i tak długo jak ich mam obok siebie chcę z nimi spędzać wakacje! Łucja co prawda wbiła mi szpilę, że ojciec zawsze narzeka na hotele, a i tak są 10x lepsze niż te ze mną, ale jest niesprawiedliwa, bo Dom Pielgrzyma był całkiem prestiżowy!
Dobrym dzieckiem jest ta moja Łucja. Fatalnie, że jest tak strasznie dorosła i cały czas czuje się odpowiedzialna za swoje rodzeństwo. Powtarzam jej: olej tego focha Lilki i najwyżej NIECH siedzi w pokoju. Jak wysyłam im wiadomości na naszą grupę, to ona je zawsze „serduszkuje” i jakiekolwiek relacje TEŻ otrzymuję WŁAŚNIE od niej. Panna nie ma jakichś super wakacji, bo a)postanowiła pracować, b)ja w tym roku zadziałam punktowo c)mamy na głowie zmianę szkoły. To dość emocjonujące, nie wiem w którym momencie sprawa się wyjaśni i jest z tym spore zamieszanie oraz jeszcze więcej niewiadomych.
Dużo pozytywnych rzeczy mogę powiedzieć o jej związku. Są z Matim razem od dwóch lat, Łucja czuje się pewnie i atrakcyjnie (bardzo takiego skoku w samoocenie brakuje Lilce). Mati niezwykle nam pomógł po jej operacji i w całej masie codziennych wrażeń. Panna przelewa w tę relację fale swojej kreatywności i on znosi to dobrze, a ja cieszę się, że ma ujście do różnych emocji. ALE wiadomo, że drugi człowiek na Ciebie wpływa i są rzeczy, które nie idą tak jakbym chciała. Relacja z zięciami i synowymi jest trudna, bo masz jakiś obraz swojego dziecka i widzisz, że ktoś je zmienia. Myślę, że samotni rodzice czują to jeszcze mocniej, bo wychowanie i późniejsze rezultaty zależą od jednej osoby. A tu pojawia się ktoś, kto nanosi poprawki. Mati JEST realistą i Łucji zmniejszył się rozmach, czyli coś co dla mnie jest wychowawczym priorytetem. Sky is the limit, macie prawo sięgnąć po wszystko. Takie przesłanie chciałam im wpoić… Czas przyspiesza coraz bardziej, zostały mi dwa lata, bo po maturze panna chce mieszkać sama, CZYLI muszę zrobić COŚ dużego, by dać jej takiego nośnego kopa, szybko zanim całkiem stracę kontrolę. Ostatni rok miała dość przełomowy: miała fajne szkolne (ZAGRANICZNE) wycieczki, przeszła trudną operację, była na nauczaniu indywidualnym, więc po raz kolejny miała sprawdzian tym razem z tego jak potrafi samodzielnie się uczyć oraz przeszła na dość dorosły model partnerskiej relacji (sami wyjeżdżają, kłócą się o to jak będzie wyglądał ich dom czy jak nazwą dzieci). Poszerzyła dietę, obejrzała dziesiątki nowych seriali i zaczęła chadzać na koncerty. Na wakacje chciała pracować (udało jej się to), lecz moim zdaniem ona musi wykombinować sobie sposób na życie uwzględniający jej fizyczne ograniczenia.
Łucja kocha życie i przygodę. Ma słabość do ciuchów i dobrego jedzenie. Jak się idzie z nią na zakupy to panna ZAWSZE wychodzi obkupiona. Potem przy przeglądzie szafy, wychodzi, że ma po kilka par identycznych spodni czy spodenek, a jej buciane zasoby są większe niże kogokolwiek w domu… W tym roku przed wakacjami dokleiła sobie rzęsy u kosmetyczki i wyglądała szałowo. Lubi mieć robione zdjęcia i uwielbia planować. Wycieczki, życie, wydarzenia. Tworzy szczegółowe scenariusze i sprawdza najdrobniejsze informacje. To są cechy Diabla i zawsze się o to kłóciliśmy. Dziś świętuje w Niemczech (wiem, że kupili już Konditerei Kopenrath und Wise :D) a jak wróci to będziemy świętować z dziadkami i MY! Fotki niżej powstały 2 tygodnie temu, gdyż potrzebowała je mieć gotowe na DZIŚ!






