Piątek

Panny pojechały na zaległy brunch (skoro pojawiły się im na koncie środki pieniężne za sprzedane podręczniki to decyzja przyszła automatycznie), Mieszko śmignął z kolegami na rowery (jemu jest potrzebny nowy, bo kolanami niemalże się w twarz uderza, ale to PO sezonie będziemy szukać), a ja przejrzałam fotki z poranka! Do Łucji urodzin jeszcze chwila, lecz panna chciała MIEĆ gotowe zdjęcia, które TEGO dnia wrzuci na te swoje social media… Został więc UPIECZONY torcik, przełożyłyśmy do masą z mascarpone i śmietanki, a do ozdoby przydały się owoce i kwiatki! A potem poszłyśmy na POLA! Żadnych tam ekscesów nie było, chociaż Lilka w Kanadzie przeżyła urodziny trójki innych studentów i sugerowała siostrze TAKI „AMERYKAŃSKI” wariant. Otóż TAM, DWÓCH chłopców chciało mieć takie klasik doświadczenie z tortem wbitym w twarz!!! Przyjaciele to życzliwie umożliwili („Matko, tort w Walmarcie kosztował tylko 10 kanadyjskich dolarów, więc i tak nikt by nie zjadł”) oraz uwiecznili na WIELU zdjęciach! Mam nadzieję, że przyśle mi fotki z takiego wydarzenia, a dziś kilka back-stage-owych scenek z naszych polskich ŁAK: