- OOOooo… Będą dżemy! – wykrzyknęłam do sąsiada kilka dni temu jak wracałam ze spaceru z Bibs. On kursował między autem i domem z koszyczkami i z daleka widziałam, ze PRZENOSI coś dużo…
- Gdzie tam dżemy…
- Nalewki? – zajrzałam do auta i zobaczyłam, że auto pełne łubianek z porzeczką – Myślałam, że to truskawki, a to porzeczka!
- Z truskawek nalewka już zrobiona!
No a wczoraj szłam i spotkałam jego żonę. To taka fajna babka, która robi wrażenie osoby lubiącej życie. Zapytałam:
- Nalewki z porzeczek już zrobione?
- Z porzeczek tak, ale kiedy przerobi te 20 kg wiśni to nie wiem…
A wieczorem jak ZNOWU przechodziłam to dostałam butelkę czerwcowej wiśniówki! 🙂 Podobno nie za słodka i bardzo dobra! Tak mi się przyfarciło!

Tymczasem Mieszkowi wypadł kolejny mleczak, co nas bardzo zdziwiło, bo nikt nie ma kontroli nad tymi zębami, a WCZORAJ przejechałam z dzieciakami 20 km na rowerach! W środę zrobiliśmy 15-ście, a tym razem udało się więcej! Dziś towarzystwo przywożę i tym samym kończę pierwszą turę bez dzieci. Udało mi się zrobić dwie rzeczy do pracy i zamknąć (przynajmniej chwilowo) strych. Skosiłam trawę i zmieniłam pościele. Wydrukowałam wejściówki na kolejną imprezę cykliczną, która nas czeka oraz stworzyłam jedno urzędowe pismo, co to je muszę jutro złożyć. Sporo i ważne. Następny taki aktywny okres będę mieć w sierpniu!

