znowuż

  • Pani Justyna, prawda?
  • Tak. Ależ Pani ma pamięć do imion! To w szkole można by pracować. Nie każdy ma taki dar!
  • Ale ludzie zapamiętują.
  • Tak. Tylko, że ja jak przez ROK pracowałam w szkole i miałam dużo klas maluchów, to do końca czerwca się imion NIE nauczyłam. Wychowawczynie pamiętały, a mi te dzieci się mieszały!
  • Widocznie ma Pani jakiś inny talent. To nie było dla Pani. Którą dziś rękę kłujemy?
  • Lewą.

Wczoraj wywiozłam Łucję i Mieszka do dziadków i ruszam z pierwszym fragmentem wakacji BEZ dzieci. Mam dwa projekty do zrobienia i są to rzeczy DUŻE. Dlatego też Bibi jest ze mną, żeby pilnować higieny cyfrowej i wyprowadzać mnie na spacer. Chcę również rozpocząć wakacyjne naprawy mojego auta. Tak jak rok temu, podjadę do warsztatu i ustalimy co i kiedy wymieniamy. Rozciągnę sobie te wydatki na części aż do września. Bezwzględnie muszę uszczelnić poddasze, lecz cd rozkminy CO zrobić z parkietem na dole oraz podmalowanie ścian przesuwam na sierpień, gdy dzieci będą z ojcem. Trawę skoszę jak pojawią się zapowiedzi deszczu, to szybko ciachnę chwilę przed. Rano byłam na odczulaniu i do przyszłej wizyty za miesiąc muszę wykupić kolejną dawkę preparatu. Powinnam także zadzwonić do szkół, do których chce się przenieść Łucją i umówić ja na testy na przyszły tydzień…

Dziś przyjeżdża gość po stare gorsety Łucji. Nie są już jej potrzebne, były robione na wymiar przez kilka lat, szkoda było my ich wyrzucać, bo to dużo kosztowało i okazało się, że jak dałam w wariancie oddam za darmo, to ludzie chcą, bo je przerabiają. I okej, ja sama nie chcę mieć tych ortopedycznych rekwizytów w domu. Panna już się w nie nie zmieści, blizna na plecach zaczyna blednąć, ale co najważniejsze w ogóle jej ona nie przeszkadza. Duża w tym zasługa Matiego, który wielbi Łucję całkowicie i panna tę samoocenę oraz pewność siebie ma naprawdę wysoką.

Co dzieci będą robić u dziadków? Przede wszystkim łatwiej przeczekają upały, bo dziadki MAJĄ klimę. Łucja ma PRACĘ, bo przepisuje dla dziadka pamiętnik mojej babci, a jego mamy. Ręczne zapiski z okresu, gdy tamta miała 17-18 lat. My z Lutką uważamy, że ojciec nie powinien tego czytać, ale on uwielbia grzebać w przeszłości i jak panna już ogarnie to, to czekają na nią listy, które pisał jej pradziadek z jakiegoś obozu. Niemniej jednak, niech przepisuje! Już do mnie zresztą przed ósmą pisała, bo nie mogła rozczytać powtarzającego się słowa, a było to ZNOWUŻ. Dzieciaki MAJĄ rowery i mają na nich jeździć. Są tam nieznane nam ścieżki rowerowe, przy dłuższej wyprawie dotrą do pewnego fast-fooda, więc powinny się jakoś zająć. Odbieram ich w niedzielę!