
Lubimy to Podlasie. Niebo tam jest bardziej niebieskie, wszędzie latają bociany, nie ma tłumów, a i jedzenie dobre. Rok temu skupiliśmy się na miastach, dwa lata temu były bony i wtedy dotarliśmy na Śląsk i chwilę nas TAM nie było. Dokładnie pamiętam ostatnie podlaskie wakacje, bo to był pierwszy rok pandemii, a TAM w nią nie wierzono. Bałam się, że to będzie MAŁO. Towarzystwo jest tak przestymulowane turystycznie, że obawiałam się nudy. Ba, nawet wymyśliłam podróż na Białoruś (bo do Grodna z Supraśla jest 20 km – przejściem kolejowym), LECZ PKP zlikwidowało połączenia na Białoruś aż do grudnia. Mieliśmy ze sobą paszporty, w Grodnie obczailiśmy knajpy i jadąc na JEDEN dzień planowaliśmy między innymi odwiedzić muzeum Orzeszkowej. Niemniej jednak atrakcje po stronie polskiej TEŻ się znalazły i doszliśmy nawet do wniosku, że można to Podlasie wrzucić do segmentu „stała atrakcja” lata. Są wszędzie np. ścieżki rowerowe, wynajem roweru to 30 pln/doba, a ponieważ wszyscy już jeździmy na DOROSŁYCH rowerach, to można takie coś będzie dodać. Znaleźliśmy też świetne kąpieliska. Najmodniejsze miejscówy ostatnich lat to zalane wodą żwirownie (najsłynniejsze to krakowskie bagry), ale i w okolicach Białego SĄ takie miejsca. Dzikie, puste plaże z cudowną wodą.
Mieliśmy też w planach jedno muzeum: Muzeum Zesłania na Sybir. To nowa placówka, otwarta 2 lata temu i bardzo chciałam ją odwiedzić. Jest świetne. Skonstruowane tak jak wszystkie NOWE mega muzea, czyli grają na emocjach, pełne są multimediów i zapchane informacjami tak, że można tam pójść parokrotnie. Co ciekawe MIESZKO rozpoznaje Lenina i Marksa, a panny nie. Obie się nawet zaniepokoiły, że WYROŚNIE na dziwaka, bo chłopców kręcą takie osoby i takie tematy. Przy okazji pobytu na Podlasiu zajrzałyśmy tradycyjnie do Muzeum Ikon (jest fantastyczne – rolka tu).
Były kajaki (roleczka) i tu kolejny sukces, bo przepłynęliśmy TEN sam odcinek co trzy lata temu i poszło dużo, dużo łatwiej. W samo południe (dokładnie 11:50 w środę) przybyliśmy do pomostu na trasie spływu, bo Lilka chciała coś zrobić na telefonie. I okazało się, że CHCIAŁA sobie kupić bilet na Taylor Swift (sprzedaż ruszała w samo południe). Kupiła – to będzie za rok w sierpniu!
Nocleg mieliśmy w Domu Pielgrzyma w Supraślu (znowu rolka) i POLECAM to miejsce. Pokoje przy Monastyrze były bez telewizji, o szóstej rano budziły nas dzwony, o osiemnastej przez okno niosły się dźwięki śpiewającego chóru (męskie prawosławne chóry są niesamowite) i w sumie to nawet chciałam pójść na mszę i nawet zabrałam odpowiedni strój (i miałam zgodę osób prowadzących Dom Pielgrzyma), ale w końcu nie poszłam (do zrobienia kolejnym razem!). Jedzenie na Podlasiu podrożało jak wszędzie, ale niezmiennie jest pyszne. Dużo kluchów, babek i pierogów. Raz po raz serwowano nam coś z kwiatami, no i tradycyjnie już na jeden posiłek pojechaliśmy do Tatarów (ostatnia z rolek). Fotek dużo, ALE gdyby Wam było mało, to można porównać z tym jak te trzy lata temu TAM było.




Niżej jest Muzeum Zesłania na Sybir. Wchodzi się przez wagon, bo tak rozpoczynała się podróż zesłańców.





Ogrody Branickich w Białymstoku. Jak widać Liliana jest w wieku NIEPOZUJĄCYM



Wieczorny spacer po Supraślu. Uwielbiam te żółte kwiaty przed domami i DOKŁADNIE takie same rosną u mnie przed domem (choć NIE są TAK okazałe, jak TAM).




SPŁYW! Naprawdę uważam to za sukces pedagogiczny, że wiosłują i potrafią!
Liliana z komórką to jest moment kupowania biletów. Była tak przejęta, bo WTEDY wszyscy kupowali i ją wywalało (ona była na wifi z mojej komórki), że DAŁAM radę jej zrobić zdjęcie 🙂









Noclegownia. Prawda, że imponująca?




Jedzenie i dzika plaża:


I jeszcze Tykocin, bo to za wizyta na Podlasiu bez jedzenia hamaszy w żydowskiej knajpie?



