Tura II

Czytałam kiedyś artykuł o kotce z Tytanica. Bo jak wiecie na statkach były, a może i są cały czas, koty. Po linach przełaziły na okręt szczury, więc polujące futrzaki były mile widziane! I otóż ta kotka, która się okociła chwilę przed rejsem weszła, wraz z tym swoim kocim dobytkiem, na statek w Souhampton, po czym dobiwszy do ostatniego portu przed Atlantykiem, ZESZŁA znosząc po kolej wszystkie swoje kocie dzieci. I NIE była jedynym zwierzakiem, które tak uczyniło. To bardzo ciekawe, bo wygląda na to, że zwierzęta mają intuicję i w pewien sposób potrafią przewidywać CO się wydarzy. Może my też mamy, ale nauczyliśmy się ignorować wszystkie możliwe sygnały?

Na turę drugą wakacji nie wywozimy do dziadków Miaustry. Ciekawa jestem czy kocica wie, że ją zostawiamy (?) i wydaje mi się, że tak… Zostaje w pustym domu, bo ostatni pobyt u dziadków zniosła źle. Nie dogaduje się z kotkiem dziadków i bardzo przeżyła podróż. Co prawda widzę przez okno, że nie ma auta sąsiadów, którzy zawsze do niej podchodzili, ale najwyżej poproszę o pomoc innych. Jedziemy NIE na długo, bo ruszamy jutro rano i wracamy w czwartek! Zdaje się, że coś Elon namieszał z twitterem i ramka wakacyjnego podglądu nie działa, niemniej jednak postaram się tam coś wrzucić. Zabieramy ze sobą litrowy kubełek jogurtu, bo to nasze odkrycie TEGO lata (nie wiem czy to wychodzi taniej, ale na pewno jest dużo mniej plastiku) oraz KOLEJNE kubki! Nad morzem udało nam się zostawić w zbiorowej kuchni TRZY i czas na TRZY kolejne. Doszło nam na wiosnę szklanek i po prostu nie mieści nam się ten fajans użytkowy w szafce! A tam jakoś MOŻE to się przyda! 🙂