
Byłam kiedyś na zlocie samochodowym we Władysławowie. Organizator pochodził właśnie stamtąd i zdradzał nam NAJLEPSZE miejscówki. Między innymi wędzarnię ryb przy rondzie… NIE ma już jej, ale GDY zjeżdżasz z cypla, to przy drodze punkt z takim asortymentem goni kolejny. Do jednego z nich podjechaliśmy, popatrzyliśmy na rzędy wędzących się ryb i stanęliśmy w kolejce. Na miejscu można było je OD RAZU jeść, albo zabrać na wynos i wtedy pakowali je próżniowo. Przede mną była starsza para, z którą chwilę rozmawiałam… Zaczęłam z nim:
- Nie wiedzą Państwo, czy dobre te ryby tutaj?
- Podobno tak. My przyjechaliśmy na szproty. Jedliśmy w Jastrzębiej, ale tam nie były dobre, a mówili, że tu są dobre.
- To może wezmę też… Trzeba nad morzem ryby jeść, nie? Zresztą dzisiaj piątek!
- Wiadomo. Post!
W tym momencie odwróciła się jego żona:
- Tak, Ty to przestrzegasz jak mało kto! Na śniadanie kiełbasa, na obiad rosół. I nagle „post”!
Pośmialiśmy się jak to zrelaksowani ludzie na wakacjach, a potem ONI już zamawiali. Sprzedająca zdjęła długi patyk z wędzącymi się szprotami i zapytała: Czy cały? Seniorka się oburzyła, że gdzie tam, że za DUŻO i pół takiego patyka! Dziewczyna sprawnie ściągnęła pół, zważyła na papierowym talerzu i powiedziała: złoty, siedemdziesiąt. ??? Więc chwilę później JA powiedziałam: A ja wezmę CAŁY patyk! Wzięłam jeszcze kawałek halibuta, miętusa i polecanego zębacza (wszystko to sprawiedliwie podzieliłam na pół później u dziadków, skąd odbieraliśmy KOTA). I w ten sposób pojawiła nam się NOWA wakacyjna tradycja: powracanie znad morza z RYBĄ! 🙂
Tymczasem od powrotu OGARNIAM. Pranie się robi (do sekcji brudy wpadły też tym razem koce, które układałam NA materacach), skosiłam trawę (były AŻ trzy kubły, a z mojego ogródka na ogół jest JEDEN niepełny) i przycięłam rozrośnięty bluszcz sąsiada co oplatał mi jaśmin. Jest trochę wilgotno, ale jak podeschnie to rozłożę na nowo namiot i podejmę próbę PONOWNEGO go złożenia, żeby się ZMIEŚCIŁ do pokrowca! Nie jest to łatwe, dzieci mówiły, że jak robił to Diabli (ja co roku przywożę go tak luzem w bagażniku) DWA razy chodził na papierosa…





